fbpx

Gdy sięgasz za jego klamkę z zewnątrz, powinny rozbrzmiewać grzmoty. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ jego atrybutem jest ekologia. Widać to wewnątrz i na zewnątrz – w szczególności gdy patrzy się na jego design. Jaguar I-Pace przekonał już setki kierowców, a mnie oczarował. Ale jak się spisał podczas testu?

I-Pace to model, który uciera nosa innym elektrykom. Nie tylko pod względem zasięgu (deklarowane 480 km), ale także pod kątem jakości wykonania i osiągów. Testowany przez nas model posiadał dwa silniki elektryczne i każdy napędzał jedną oś, oba generowały 400 KM. Co to oznacza? Na przykład to, że potężne uderzenie mocy następowało od lekkiego muśnięcia pedału gazu i rozpędzało ten 2,3-tonowy wóz do 100 km/h w 4,8 s. W I-Pace możesz wybrać spośród czterech trybów jazdy. Oczywiście najlepszy jest ten „dynamiczny”, bo przynosi najwięcej frajdy, ale w „ekologicznym” też jest naprawdę dobrze, po prostu samochód przestaje być zerojedynkowy. 

Jeżeli asfalt się znudzi, to ten elektryk jest gotowy na nowe wyzwania. Pełne pneumatyczne zawieszenie potrafi podnieść nadwozie I-Pace naprawdę wysoko, tak aby stawić czoło największym wybojom. 

Mimo że I-Pace przypomina z wyglądu liftbacka, to rasowy SUV. Jego design to kunszt aerodynamiki pisanego przez wielkie A. Dowodem na to mogą być wysuwane klamki, które zaraz po rozpoczęciu jazdy tworzą z drzwiami jednolitą taflę. Jaguar rzuciwszy rękawice prawom fizyki, w swoim elektryku stworzył grill, którzy jest zakrzywiony ku górze. Ten przepuszcza masę powietrza przez szczelinę, a ta następnie jest wypuszczana przez kolejny otwór, tym razem na pokrywie przedniego bagażnika. Zabieg ma na celu zmniejszenie oporów, które działają podczas jazdy. Wszystkie rozdzielacze powietrza oraz ostra, a zarazem zwarta bryła samochodu spełniają to samo zadanie, czyli minimalizacjeę oporów. Co za tym idzie? Oczywiście mniejsze zużycie energii oraz lepsze osiągi. Good job Jag!

Wnętrze samochodu to istny kosmos. Po zajęciu wygodniej pozycji za kierownicą, co nie jest wybitnym wyczynem, otaczają nas ekrany niczym w Millenium Falcon. Jeden, ten główny, charakteryzuje się kontrastem, barwą oraz ostrością niczym najnowszy iPad Pro. Kolejny umieszczony nieco niżej i mniejszy też nie ma sobie równych, służy głównie do sterowania klimatyzacją. Kolejne dwa, umiejscowione są przed kierowcą i pojawiają się tam najważniejsze informacje (jak prędkość czy stan pojazdu).

Mimo masy I-Pace szybsze zakręty nie były problemem, dwa silniki elektryczne sprytnie rozdzielały energię przekazywaną na każde z kół niezauważenie. Dla kogoś, kto przesiądzie się prosto z samochodu napędzanego konwencjonalnymi paliwami do Jaguara I-Pace, taka przejażdżka będzie skokiem w przyszłość. Nie chodzi nawet o nieswoją ciszę, która wypełnia kokpit samochodu. Bowiem dzięki Active Sound Design zamiast ciszy można usłyszeć dźwięk statku kosmicznego. Nieźle, co?

 

Słowem podsumowania, I-Pace to godny przeciwnik dla innych elektryków, nawet tych z San Carlos. Jaguar to samochód pełną gębą, co poświadczyć może jego historia. Powstał z pasji oraz za pomocą mechanicznej wiedzy, a nie tylko z informatycznego zacięcia. Dlatego uważam, że I-Pace jest dobrym krokiem w stronę elektryfikacji.