fbpx

Felieton: Jurek Owsiak

Dzwoni Chodor, pyta – ile macie do celu? A ja mu mówię, że może piętnaście minut, bo jedziemy przez samo centrum Warszawy z Fundacji do Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych, w skrócie ZAiKS-u. Urzędują w pięknym miejscu, tzw. Domu pod Królami na obrzeżach Placu Teatralnego. To właśnie na nim podczas tegorocznego finału będziemy mieli swoje orkiestrowe miasteczko. Mkniemy i mijamy wiosenną Warszawę, w której już mniej samochodów, bo jak mówimy w Warszawie w takim okresie świąt wszelakich, Warszawa jedzie do domu. Słońce dookoła i wszelkie ozdoby choinkowe robią kuriozalne wrażenie. 

Przypomina mi się jak wiele lat temu, tuż przed Bożym Narodzeniem byliśmy w Nowej Zelandii, a Oakland pełne było przepięknych, kobiecych Mikołajów, a że upał, to wszystkie panie Mikołaje kuso. Mało tego, z dużego domu towarowego wychodzili ludzie z prezentami. Papiery gwiazdkowe, mikołaje, choinki, a w środku deski surfingowe, płetwy, co i raz ktoś z profesjonalną wędką. 

I tak mi się dzisiaj ta bożonarodzeniowa Nowa Zelandia wbiła w nastrój słońca, pobrudzonych samochodów i jazdy do ZAiKS-u. Szybko przypominam sobie tak zwane białe święta, czyli ze śniegiem. I szukam, szukam w pamięci, a tu… daleko by szukać, bo wydaje się, że to jakaś era przedlodowcowa. Co się porobiło! Czy ten jeden, malutki stopień więcej w średniej światowej temperaturze tyle namiesza? Tego się boję. Bo choć my Polacy mamy co odkładać z zimowej temperatury, bo na szczęście chłodnawo, to w takiej Australii dzisiaj, a przy okazji w Nowej Zelandii, już nie ma jak dołożyć do pieca, bo w cieniu ponad 42 stopnie Celsjusza. To ile jeszcze gwiazdek czeka nas, abyśmy i z naszych, polskich domów towarowych nie wyszli z deską surfingową? Bo jak nie zaczniemy, siostry i bracia, dbać o planetę, to się wszystko powykręca na maksa i dopiero będziemy zasiadali do „dziadkowych” i „babciowych” opowieści, jak to śnieg leżał, choinka pachniała, a Mikołaj dreptał po osiedlu. 

Powoli dojeżdżam do ZAiKS-u, gdzie rozmawiać będziemy o naszym finale i artystach, umilających  w setkach miejsc czas finałowego grania. Tu wielkie dla nich podziękowanie, że od samego początku są razem z nami. I wielkie podziękowanie, że te dwadzieścia osiem lat grania Orkiestry bez tąpnięć, gwałtownych zmian i spadku temperatury. Trzymamy się dobrze dzięki temu, że to my, Polacy i rodacy na całym świecie potrafimy także wziąć sprawy w swoje ręce i nawzajem pomagać sobie na co dzień. 

Właśnie wjechałem na Plac Bankowy, gdzie będzie nasz koncert, ale wcześniej wystrzeli nowy rok. Na szczęście bez fajerwerków, za co dzięki tym wszystkim, którzy odważnie zrezygnowali z parady huku w swoich miastach. I już wjeżdżamy pod przepiękny pałacyk z korowodem popiersi ludzi ważnych i szanowanych, bo kiedyś, Szanowni Państwo, to były popiersia i ludzie ważni. Nie jak dzisiaj. 

Ściskam bardzo serdecznie, pozdrawiam gorąco, życząc zdrowia, bo o tym moglibyśmy tutaj bez końca! I buzi dla każdego uratowanego karpia spod naszego wigilijnego młotka.  

PS  A tu w Poznaniu, dosłownie na tuż przed świętami mieliśmy okazję spróbować rewelacyjnego śledzika, za co wielkie dzięki!

PS2 Wracamy z ZAiKS-u, a w samochodzie, z koncertu live Joan Baez rozsiewa swoim pięknym głosem, nawet jeśli śpiewa o wakacjach to piękny, świąteczny nastrój. Na płycie jej autograf dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. No takie zdarzenie!