fbpx

Życie nie tylko po to jest, by brać

Życie nie po to, by bezczynnie trwać

I aby żyć, siebie samego trzeba dać

„Tolerancja” St. Soyka

Artysta wielu talentów, umiejący dzielić się dobrem. Wokalista jazzowy, pianista, kompozytor. Gość specjalny tegorocznej X Jubileuszowej Wielkiej Gali Charytatywnej Gwiazda na Gwiazdkę®, która swoją premierę ma w Poznaniu. 

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Bartosz Piotrowski, Adam Krause, Wojtek Wieteska

Czy Pana udział w X Jubileuszowej Wielkiej Gali Charytatywnej „Gwiazda na Gwiazdkę” to pokazanie, że „Życie nie tylko po to jest, by brać / Życie nie po to, by bezczynnie trwać / I aby żyć, siebie samego trzeba dać”?

STANISŁAW SOYKA: Jest coś takiego jak przydać się bliźniemu, być w jakiś sposób pożytecznym. To jest przecież fundament usług. Mówi się stale o depresji i dobrze. Mnie się wydaje, że przed depresją może nas chronić poczucie, że jesteśmy komuś potrzebni.

Czy uczestnictwo w akcjach mających na celu dzielenie się dobrem, pomaganie innym daje Panu poczucie bycia lepszym? Wciąż lepszym człowiekiem? 

Dążenie do bycia lepszym człowiekiem jest dążeniem szlachetnym. Nie ma w nim nic złego. Złe może być obnoszenie się z tym, jak to bardzo pomagamy. Jakimi to altruistami jesteśmy. Cóż, człowieczeństwo to złożona rzeczywistość.

Dobroci można się nauczyć, czy ją się po prostu ma? Podobnie jak empatię, wrażliwość, tolerancję…

Jeżeli rodzice starają się być dobrzy dla innych, empatyczni, tolerancyjni – dzieci ten przykład biorą. To jest sprawa formacji, no i rodzicielskiego poczucia odpowiedzialności.

Czy jest Pan pamiętliwy, czy taki, który potrafi zostawić to, co było, „co odeszło w cień”?

Przebaczam, nie chowam urazy. Wielekroć to się udało. Wielokrotnie też liczyłem i liczę na przebaczenie. Wierzę, że to najlepsza metoda. Jednak nie zapominam…

W Pana duszy wybrzmiewają dźwięki bluesa, folku i reggae, słychać nawiązania do różnych muzycznych stylów i gatunków. Jakich muzyków, artystów Pan słucha, jakich podziwia? 

Podziwiam wielu. Fascynowali i fascynują mnie tacy artyści jak: Bach, Haendel, Vivaldi, Fela Kuti, Ali Khan. Ponadto: Chopin, Szymanowski, Lutosławski, Davis. Słucham: Raya Charlesa, Arethy Franklin, Ala Jarreau, a także Czesława Niemena, Boba Dylana, Johna Coltrane’a i wielu innych.

W jaki sposób Pan odpoczywa od obowiązków, od zgiełku i harmidru codzienności? 

Bardzo chętnie przyjmuję postawę jaszczura. (śmiech) Uwielbiam leżeć na sofie lub w hamaku. Najważniejszy składnik odpoczynku to dla mnie przyroda. Daleko od szosy. Móc bywać w takich miejscach to luksus. 

Obserwowanie ludzi jak w piosence „Ławeczka-bajeczka” daje Panu frajdę, relaksuje, skłania do analizy socjologicznej?

Jako śpiewak ludowy jestem siłą rzeczy amatorem antropologiem. (śmiech) Ludzkie teatrum to najbardziej fascynująca ze sztuk.

Śpiewa Pan „Zależy mi na tym, co wyśnię / Bez względu na to czy się spełni, czy nie”. Miewa Pan prorocze sny, zapowiadające coś, ostrzegające? W ogóle wierzy Pan w oniryczny przekaz, w senną analizę rzeczywistości?

Rzadko pamiętam, co mi się śni, chociaż kilka snów pamiętałem. Nie należę do osób upatrujących w analizie snów odpowiedzi na nurtujące człowieka pytania. Oniryzmy to dla mnie terra incognito. Czuję się oświeceniowcem, by nie powiedzieć luteraninem. 

Lubi Pan magię świąt Bożego Narodzenia? Ten prawdziwy okołoświąteczny klimat, oczywiście bez komercji i marketingu zakrojonego na wielką skalę?

Święta Bożego Narodzenia są tymi, których świąteczność przeżywam bardzo emocjonalnie. Kocham te święta i trochę się ich boję, bo pobudzają refleksje na temat kondycji naszych rodzin. To jest jednak bardzo pożyteczna refleksja.

Wartościowy dla Pana prezent to…

Ręka na zgodę.