fbpx

 Mediacja to proces ludzki, który unowocześnia sądownictwo i przywraca szacunek dla sprawiedliwości 

Martin Wright 

mediator, ekspert Rady Europy ds. mediacji 

Mediacja to jej pasja, finalna forma win-win daje jej największą satysfakcję. Mediacja zapewnia stronom sporu możliwość decydowania o ostatecznym wyniku postępowania, zwiększa gwarancję trwałego zakończenia konfliktu, pozwala im wypracować akceptowalne rozwiązanie problemu, dostosowane do ich indywidualnych potrzeb i oczekiwań. Z Kamilą Jakubowską-Banaszak, radcą prawnym, mediatorem stałym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu i założycielką Stowarzyszenia 100 Kobiet Pomaga Poznań, rozmawiamy o idei mediacji, o jej osobistych ogromnych pokładach empatii i umiejętności cierpliwego słuchania innych.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcie: Aleksandra Grzesiecka

Jako radca prawny specjalizuje się Pani w prawie rodzinnym, a także w prawie cywilnym, jednak najwięcej czasu i serca poświęca Pani na mediacje. Skąd taki pomysł?

Kamila Jakubowska-Banaszak: Nigdy nie sądziłam, że zostanę mediatorem. Pomysł narodził się w 2015 roku, podczas jednego ze szkoleń organizowanych w Okręgowej Izbie Radców Prawnych. To zapoczątkowało moje zamiłowanie do mediacji. Po tym spotkaniu podeszłam do prezesa Krajowej Rady Radców Prawnych Macieja Bobrowicza z pytaniem, czy mógłby zrobić szkolenie dla radców prawnych stricte z mediacji. Po ukończeniu sześciodniowych, 40-godzinnych warsztatów, wpisałam się na listę prezesa Sądu Okręgowego w Poznaniu i tak stałam się mediatorem. Zobaczyłam, że ten rodzaj rozwiązywania konfliktów, nie poprzez sąd, tylko przez rozmowę, prowadzącą do wspólnego wypracowania kompromisu, sprawia mi ogromną satysfakcję. Moja praca jako mediatora to ciągły proces zdobywania doświadczenia i wiedzy, którą poszerzam. Poza wspomnianymi warsztatami, ukończyłam roczne studia podyplomowe z mediacji na UAM. Uczestniczyłam w szkoleniu z mediacji rodzinnej w Warszawie u Macieja Tańskiego. Aktualnie jestem słuchaczką na studiach podyplomowych „profesjonalny mediator gospodarczy” na UAM. Dodatkowo biorę udział w konferencjach i salonach mediacji organizowanych przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Uczestniczę w posiedzeniach sędziów, pracując wspólnie nad projektami związanymi z rozwojem mediacji w sądownictwie. Jestem również członkiem Komisji ds. Polubownego Rozwiązywania Sporów przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych. Działam na wielu płaszczyznach, aby rozwijać ideę mediacji i edukować ludzi, że korzystniej wybrać drogę porozumienia niż walki w sądach.

Uważa Pani, iż w obecnych czasach, gdzie dużo jest nienawiści, przemocy, agresji, zawiści, inwigilacji, ludzie umieją przyznać się do błędu, a przede wszystkim pojednać się?

Gdy mam w sprawie przemoc w rodzinie, to podchodzę bardzo ostrożnie do takich relacji. Organizuję spotkania wspólne i indywidualne. To powoduje większe otwarcie stron. Rozmowy są oczywiście w pełni poufne. Na początku pytam, czy obie strony są gotowe mediować i pójść na pewne ustępstwa. Zdarza się, że ktoś przychodzi i nie chce zmienić swojego stanowiska. Wtedy staram się ich przekonać do spojrzenia na sytuację z innej perspektywy. Wspólna przeszłość zwaśnionej pary widziana jest dwojako. Każda ze stron widzi ją przez swój pryzmat. Staram się też nie wracać, po tej pierwszej części rozmów, do przeszłości, bo jej nie zmienimy. Próbuję przesunąć spojrzenie w przyszłość i pokazywać im możliwości rozmowy na różne tematy, których wcześniej wcale nie poruszali. Wówczas krok po kroku budują nić porozumienia. 

Czy zdarza się też taka sytuacja, iż pomimo wszelkich prób porozumienia, prób ugody, strony nie dochodzą do satysfakcjonującego konsensusu?

Oczywiście, że tak się zdarza, coraz rzadziej. Najważniejszy jest fakt, że strony mają dobrowolną wolę do przystąpienia do mediacji. Zawsze staram się pokazać zwaśnionym stronom, jak spór można zamknąć inaczej niż w sądzie. Na zasadzie porozumienia win-win. Mediacje można zamknąć w dwa, trzy miesiące, sprawy sądowe mogą się ciągnąć po dwa, trzy lata. Ponadto w sądzie oczekuje się rok na wycenę biegłego, czy to dotyczy wyceny nieruchomości, mieszkania, oceny dotyczącej błędu medycznego, czy na przykład sporu w procesie budowalnym. W mediacji mogę powołać ekspertów. W mediacji ze stronami rozmawiam o  potrzebach tych ludzi, ich obawach, na co w sądzie nie ma czasu. W mediacji dochodzimy zawsze do satysfakcjonującego wniosku, gdy jest wygrany-wygrany.

Prowadzi Pani również mediacje wśród zwaśnionych rodzin, małżonków: ustalenie kontaktów z dzieckiem, ograniczenie, a nawet pozbawienie władzy rodzicielskiej. Najgorzej, gdy w grę dorosłych wciągane są dzieci. Co w takich sprawach jest dla Pani najtrudniejsze? 

Tak, sprawy związane z dziećmi są bardzo trudne. Do mnie, jako do mediatora, trafiają sprawy rozwodowe, dotyczące uregulowania kontaktów z dzieckiem i alimentów, podziału majątku. Przygotowuję strony do mediacji, proponuję im kontakt z psychologiem dziecięcym. Podaję im pewien wachlarz możliwości, drogi wyboru. Ostatnio zaproponowałam rodzicom do przemyślenia taką kwestię: jak może czuć się dziecko półtoraroczne, dwuletnie, które jeszcze nie mówi, nie może się z nikim podzielić emocjami, sięgnąć do poradnika, a widzi i czuje złe emocje pomiędzy rodzicami. Pokazuję im, że takie malutkie dziecko kocha oboje rodziców, że to oni są całym jego światem. Trochę inaczej wygląda sytuacja ze starszymi dziećmi. Wówczas zapraszam je do mediacji, do rozmów indywidualnych. Jednak przy takich maluchach liczy się wszystko, sposób, w jaki rodzice będą się do siebie zwracać, jacy będą dla tego dziecka. Agresję potem dziecko będzie oddawać, będzie reagować w pobudzony i nerwowy sposób. Zachęcam rodziców, aby nie prowadzili walki, tylko aby założyli pewnego rodzaju „spółkę”, ukierunkowaną na jeden właściwy cel – dobro dziecka. Dzieci, niezależnie od swojego wieku, czekają na jedno – aby rodzice się porozumieli, aby miały pewność, gdzie spędzą weekend, u kogo święta. Po latach taka postawa zaprocentuje pozytywnie – dziecko nie znienawidzi żadnego z rodziców, jak może się zdarzyć.

Jak wygląda temat mediacji w Poznaniu?

Mediacja w Poznaniu, jak i w Polsce jest dla wielu czymś nowym. Gdy w grę wchodzą emocje, storna pozywająca szuka w sądzie rewanżu czy nawet zemsty. Ale tak naprawdę, nawet po korzystnym wyroku dla jednej ze stron, nie rozwiązuje on problemu w całości.  Mediacja daje stronom większe możliwości i zapewnia wyższą skuteczność realizowanego porozumienia, bowiem strony, które same je wypracowały, czują się także odpowiedzialne za ich wykonanie. Poznaniacy, jako pragmatycy, coraz częściej zauważają korzyści mediacji i próbują z nich korzystać.  

Czy ma Pani swój przez lata wypracowany złoty środek mediacyjny?

Nie ma złotego środka, ale są pewne metody, by znaleźć most porozumienia. Zawsze pozwalam ludziom na wypuszczenie z siebie złych emocji. Strony otwierają się czy to na spotkaniach wspólnych, czy indywidualnych. Zalecam też spojrzenie na siebie, na swoje postępowanie, zachowanie możliwie obiektywnie. Nie można żądać, aby zmieniła się tylko druga strona. Czasem wskazuję im, aby postawili się w sytuacji drugiej strony konfliktu. Wówczas łatwiej dochodzi do tzw. burzy mózgów i wtedy szukamy pomysłów na rozwiązanie konfliktu. Daję też stronom czas na wdrożenie zmiany. Jako że obowiązuje mnie zasada neutralności i bezstronności, staram się odsunąć od siebie emocje i nie oceniam stron, aby nie wpływać na ich decyzje, tak by finalne porozumienie uzyskane w mediacji było wybranym i przemyślanym pomysłem obu stron.  

Jest Pani Laureatką Kryształowego Serca Radcy Prawnego za działalność pro bono, wykonywaną bezpłatnie w interesie publicznym. Ponadto jest Pani założycielką i prezes zarządu Stowarzyszenia 100 Kobiet Pomaga Poznań. Czy zgodnie z powiedzeniem – dobro do człowieka wraca?

Gdyby się tak nie działo, to bym nie funkcjonowała w tym obszarze. Moje początki ze 100 Kobietami to był przypływ chwili. Przeczytałam książkę Reginy Brett Bóg nigdy nie mruga, potem sięgnęłam do drugiej jej książki Jesteś cudem. Był w niej rozdział, aby połączyć siły z innymi. To mi się tak spodobało, że postanowiłam wdrożyć tę ideę w życie. Zawsze miałam w sobie ogromne pokłady empatii, niesienia pomocy innym. Zawsze umiałam wszystkich cierpliwie wysłuchać. Wiedziałam jednak, że lepiej nie działać w pojedynkę. Wpadłam więc na pomysł, że mając tak wiele przyjaciółek, fantastycznych dziewczyn, spróbuję przekonać je mojego pomysłu. I w taki sposób, krok po kroku, budowałam społeczność 100 Kobiet Pomaga Poznań. Mechanizm działania jest bardzo prosty. Każda ze 100 Kobiet przekazuje na wybrany cel kwotę 100 zł raz na kwartał. My, jako Kobiety, w prawdziwie demokratyczny sposób za każdym razem wybieramy i realizujemy wybrany projekt. Motywuje nas to, że mamy realny wpływ na pomoc dla potrzebujących. Zrealizowałyśmy już piętnaście pomysłów z zebranych wspólnie środków. 

Dodatkowo raz do roku organizujemy wieczory charytatywne przy udziale naszych zaprzyjaźnionych artystów, którzy wspierają nas programem artystycznym oraz przekazują swoje prace na aukcję. Środki z aukcji uzyskujemy dzięki wspaniałym naszym dobroczyńcom i sponsorom. Dzięki nim do tej pory z zebranych środków kupiłyśmy samochód dla Centrum Wspierania Rodzin „Swoboda” za 100 tysięcy złotych, samochód dla Hospicjum „Palium” w Poznaniu za 70 tysięcy złotych. W tym roku zebrałyśmy blisko 60 tysięcy złotych na budowę groty solnej dla dzieci z niepełnosprawnościami, autyzmem, zespołem Downa na ulicy Bosej w Poznaniu. Liczymy na to, że nasze możliwości się zwiększą, kiedy w tym roku uzyskamy status organizacji pożytku publicznego i wszyscy nasi sympatycy będą mogli przekazywać 1% z podatku dochodowego.