fbpx

To nie tylko ekskluzywne i awangardowe wnętrza, otwierające od dziesięciu lat swoje drzwi dla znakomitych gości z kraju i z zagranicy. Blow Up Hall to przede wszystkim wspaniali ludzie, tworzący zgrany, ponad dwudziestoosobowy zespół, w którym nie ma zazdrości i rywalizacji. Każda z nich oddała cząstkę siebie, swojej osobowości, charakteru, aby stworzyć wyjątkową atmosferę pracy, w której dominuje wsparcie, przyjaźń i radość z osiągnięć współpracowników. 

Inspirują i motywują się nawzajem. Wciąż się dokształcają, wykorzystując zdobytą wiedzę i umiejętności zarówno w relacjach z zespołem, jak i z odwiedzającymi Blow Up Hall gośćmi. Mają głowy pełne pomysłów, niesztampowych rozwiązań i szalonych niespodzianek, najczęściej urodzinowych. Emanują radością, optymizmem i pozytywną energią. W związku z jubileuszem 10-lecia hotelu podzielili się swoimi historiami.

Wysłuchała: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Tomasz Sagan 

MONIKA KARAŚ, zastępca kierownika housekeepingu,10 lat stażu pracy w Blow Up Hall 50 50

Klientów z roku na rok jest coraz więcej, biorąc pod uwagę butikowy charakter hotelu. Obecnie gościmy około osiemdziesięciu osób tygodniowo. Sting, gdy przyjechał na koncert, to także mieszkał u nas. Bardzo mu się podobało. Spacerował bezproblemowo po korytarzach. Odwiedził saunę, w której zachwycił się obrazem. Sting przesiadywał i rozmawiał w barze z innymi gośćmi hotelowymi – nie wymagał żadnej ochrony. Czuł się u nas swobodnie. Zwiedził także Stary Browar. Komentował wszystko na plus. Lubię, gdy nasi goście czują się u nas jak w domu a najbardziej lubię, gdy do nas wracają, bo wtedy już znamy ich przyzwyczajenia. 

DOMINIK PIECHACZYK, revenue manager, 9 lat stażu pracy w Blow Up Hall 50 50

Dbałość o szczegóły, detale, estetykę wnętrz – tego nauczyła nas prezes Grażyna Kulczyk. Awangardowym elementem aranżacji przestrzeni jest niewątpliwie „tygrysek”, jej ulubiona sofa, która zawsze musi być wypielęgnowana, z odpowiednio ułożonymi poduszkami, jakbyśmy oglądali ten mebel na wystawie designu. „Tygrysek” jest pewnego rodzaju świętością, pomimo że wiele osób z niego korzysta. Jest z nami od samego początku. To mebel zasługujący na miano jubileuszowego. 

Każdy dzień to nowe dla nas wyzwania, nowe historie. Ciężko popaść w rutynę. Pozytywnie zaskakujemy sami siebie i otoczenie.

MARTA KLEPKA, dyrektor Hotelu Blow Up Hall 50 50, 8 lat stażu pracy w Blow Up Hall 50 50

Wielkim zaskoczeniem była dla nas wizyta Placido Domingo, światowej sławy tenora. Bardzo pochwalił to miejsce, choć jego managerowie wybrali inny hotel na nocleg ze względów przestrzennych i metrażowych. Zauroczył się panią prezes, mówiąc, że ma piękne oczy. Jego żona miała na imię Marta i koniecznie chciał, abym ją poznała. Przepiękna i serdeczna kobieta. Placido miał ogromną ciekawość ludzi, którzy tu pracują. Rozmawiał z nami, wypytywał. To ekscytujące wspomnienie. Zawsze ciepło też wspominamy pobyty u nas Zbyszka Wodeckiego czy Hani Śleszyńskiej, która przepada za Dominkiem i zamawia swoje ulubione jajka na miękko. Grażyna Wolszczak, Kasia Sokołowska czy Dorota Wellman są już tak z nami związane, że traktują nas wszystkich po przyjacielsku. One są już takie nasze! Jurek Owsiak tu przyjeżdża i pani prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Bardzo miłe jest, że stali bywalcy zwracają się do nas po imieniu. Np. Kasia Sokołowska woła: „o, moja Monia!”. Do Tomka wielu gości wchodzi nawet do kuchni, aby się z nim przywitać, chociażby Dorota Wellman. Zbyszek Wodecki miał zawsze gest. Za wyprasowanie koszuli dał dziewczynom duży napiwek, a na moje słowa, że nie potrzeba, odpowiedział „ja się dzielę tym, co mam. Ludziom trzeba dawać to, co się samemu dostaje”. To są takie wzruszające momenty, które zostaną z nami do końca życia. Udało się w hotelu stworzyć taki zespół ludzi, który podąża za pragnieniami i życzeniami gości. I to jest wspaniałe! Nawet Marcin Prokop na konferencji podkreślił, że cały zespół Blow Up jest zawsze na „tak”. Nawet jak czegoś się nie da od razu zrobić, to wpierw mówią pracownicy „tak”, a potem myślą, jak podołać wyzwaniu. 

Na samym początku, gdy przyszłam tu do pracy, były zakłady pomiędzy pracownikami, ile ja tu wytrzymam, bo było aż siedem osób przede mną na tym stanowisku. Lubimy wspominać nasze wspólne początki, bo chyba nikt z nas nie sądził, że staniemy się takim zgranym zespołem i będzie nam razem tak po prostu dobrze. 

TOMASZ PUROL, szef kuchni Restauracji Blow Up Hall 5050, 8 lat stażu pracy w Blow Up Hall 50 50

Pamiętam dwie historie związane z panią prezes. Gdy osiem lat temu wprowadzałem swoją pierwszą kartę menu, zaproponowałem dziczyznę, danie z jelenia. Podczas prezentacji swoich pomysłów, usłyszałem od pani prezes: „Czy my jesteśmy w lesie, żeby jelenia podawać?”. Żeby było śmieszniej, dwa miesiące później przez nasz parking przeszedł jeleń z ogromnym porożem. Leśne zwierzę w centrum miasta… Wspominam też moje wciąż nieudane próby ugotowania dobrej owsianki dla pani prezes. Wszystkie podejścia kończyły się fiaskiem. Owsianka wciąż była za mało „zmążona”, a ja nie rozumiałem kompletnie tego słowa. Później okazało się, że wszystkie płatki miały być bardzo miękkie, owsianka – rozmoczona, bardziej wodnista.

PAULINA BIAŁECKA, manager Blow Up Hall 5050, 8 lat stażu pracy w Blow Up Hall 50 50

Ogromnie stresogenne były dla nas same wejścia pani prezes. Gdy podjeżdżała, każdy gdzieś się chował, bo się po prostu bał reprymendy, uwagi. Zawsze na wstępie były wyłapywane wszystkie niuanse, wytykane niedociągnięcia. Spostrzeżenia, co jest nieodpowiednie, co do poprawy. Chociażby że nie tak ustawione świeczki, nie takie kwiaty, sofa „tygrysek” niewygładzona. Teraz na szczęście jest inaczej. Przed laty mieliśmy też tu fioletowy dywan z jednym felerem, mianowicie z fałdą, którą musieliśmy prostować i naciągać przed wejściem pani prezes, a ona nagminnie powstawała, jak na złość. Pani prezes jest wyczulona na zbyt intensywne zapachy. Uwielbia świeżość kwiatów konwalii, ale nie może być tego za dużo. Jak odwiedza nas obecnie, to od wejścia jest uśmiech, ze wszystkimi się tuli, przytula, ciepło wita. Uwag nie ma. My już wiemy, jak powinno być.

 

MARCIN BAGROWSKI, restaurant manager, 9 lat stażu pracy w Blow Up Hall 50 50

Aktualnie Blow Up Hall jest to kompletnie inne miejsce, niż to, które ja zastałem. Zmieniło się tu prawie wszystko, poza wnętrzami. Pozytywnie zmieniło się podejście ludzi, zarządzanie i atmosfera w pracy. Jest to dla mnie zadziwiające, jak silny i przyjazny zespół można zbudować, rozwijając każdą osobę z osobna, dając szansę i perspektywy rozwoju. 

TOMEK DERENDA, koordynator ds. prawnych i administracyjnych, 4 lata stażu pracy w Blow Up Hall 50505

Wcześniej przez osiem lat pracowałem w Starym Browarze, gdy przyszedłem do hotelu zostałem wspaniale przyjęty przez zespół. Blow Up Hall to według mnie nietuzinkowe miejsce. Wyjątkowi ludzie i wyjątkowe wnętrza. Butikowość hotelu sprawia, że goście są dopieszczeni, czują się zaopiekowani – o to wszystko dbamy my, załoga.