fbpx

„Nic dwa razy się nie zdarza” – fragment wiersza Wisławy Szymborskiej, wyśpiewany przez Korę – idealnie podkreśla clue całego konkursu Metamorfoza, zorganizowanego przez Martę Klepkę w ramach projektu #byckobietaontour. Kwintesencja mentoringu Grażyny Kulczyk motywuje uczestniczki do wiary w siebie, odwagi, akceptacji i myślenia również o sobie. „Brać”, nie tylko wciąż „dawać” – nieustannie uczą się tego Martyna Szaciłło-Kulikowska, Izabella Kotecka, Natalia Soja, które przewartościowały swoje życie i sposób myślenia. Teraz emanują energią, radością, entuzjazmem i optymizmem. Są pewne siebie i swoich potrzeb. Podążają jasną stroną życia, mając apetyt na więcej wrażeń i wyzwań.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Jakub Borkowski

Dlaczego zdecydowałyście się na metamorfozę w ramach projektu #byckobietaontour?

Izabella Kotecka: Mój mąż zawsze mi powtarza, że w życiu są pociągi, które podjeżdżają tylko raz. I trzeba do nich wsiąść, zanim odjadą. (śmiech) Ja tak właśnie potraktowałam projekt Metamorfoza Marty Klepki. Stwierdziłam, że to jest moja życiowa szansa, której nie chcę przegapić. Ostatnie lata poświęciłam wyłącznie rodzinie, mężowi, dzieciom, zapominając kompletnie o sobie. Pomyślałam, że Metamorfoza to projekt, w którym się odnajdę i który zainspiruje mnie do działania. To niewątpliwie wymagało ode mnie wyjścia poza utarte schematy, poza strefę komfortu mojego uporządkowanego świata. Czuję, że jestem teraz gościem w domu, bo wychodzę rano, odwożę dzieci do szkoły i przedszkola, sama jadę do pracy, a po południu mam umówione wizyty w ramach projektu: w Instytucie Idea Fit & Spa, w gabinecie Exclusive Dental Studio itd. Pomimo że moje dotychczasowe życie przewróciło się do góry nogami, to mąż bardzo mnie wspiera. Zostały nam jeszcze dwa tygodnie intensywnych zajęć. Już się martwię, że to się skończy. (śmiech)

Natalia Soja: Moim odwiecznym problemem było uzębienie. Od dzieciństwa borykałam się ze złamaną „dwójką”. Chodziłam od gabinetu do gabinetu, każdy stomatolog coś robił i narzekał na poprzedników, a wciąż efekt końcowy nie był dla mnie zadowalający. Zawsze wstydziłam się w pełni uśmiechać. Gdy zobaczyłam informację o projekcie Metamorfoza, zaświtała mi myśl w głowie, aby wysłać swoje zgłoszenie z niezbędną argumentacją, opisem i zdjęciem sylwetki. Tym bardziej, że w zapowiedziach programu była mowa o zmianie uśmiechu. (śmiech) To coś dla mnie! – pomyślałam. Wysłałam swoją deklarację uczestnictwa na ostatnią chwilę, dziesięć minut przed północą, 31 lipca. (śmiech) Ale udało się! Z czterdziestu dziewczyn wytypowano jako finalistki właśnie naszą trójkę.

Martyna Szaciłło-Kulikowska: Ja śledzę od dawna projekt #byckobietaontour. Byłam również w Kaliszu na jednej z edycji, w hotelu Kristoff. I byłam pod wielkim wrażeniem. Dostałam wtedy ogromną motywację do działania, wewnętrzny impuls. Zatem, kiedy zobaczyłam na Facebooku ogłoszenie Metamorfoza, nie ukrywam, że to dodało mi powera. Miałam wówczas trudny czas w swoim życiu prywatnym i zawodowym. Straciłam pracę, myślałam, co dalej robić. Taka równia pochyła. Chcę się też przebranżowić, po dziesięciu latach w gastronomii. Robić coś innego, rozwijać się. Miałam dużo nieudanych prób odchudzania, które nie dawały satysfakcjonującego efektu. Pomijając warstwę zewnętrzną, bo to widać. My to zauważamy, że się zmieniamy, i również nasi najbliżsi. Najważniejsza jest zmiana sposobu myślenia. Umiejętne powiedzenie otoczeniu „Stop. To jest mój czas”. Dla mnie to jest najistotniejsze. Moja głowa. Inne myślenie o sobie, o czasie, który poświęcam na spełnianie marzeń, na realizację swoich planów. Ta warstwa psychiczna i dokładnie ten projekt mi to wszystko zapewnił.  

Metamorfoza obejmuje zajęcia indywidualne i grupowe?

N.S.: Tak, razem przechodzimy przez to samo. Te same zajęcia motywujące, treningi, zabiegi na ciało, wizyty u ortopedy dr Szymona Kujawiaka i kardiologa dr Tomasza Urbanowicz. Meetingi z coachem Agnieszką Marudą-Sperczak – wpierw grupowe, a teraz każda po kolei ma indywidualne. Wszystkie miejsce są niesamowicie energetyzujące, np. pilates u Weroniki Ratkowskiej z Pilatesroom. Każda z nas miała również indywidualne spotkanie ze stylistką Anią Męczyńską, a także brafitterką Anną Rubach-Hamelą. 

M.Sz.-K.: Gdzie mamy być razem, to jesteśmy razem. Warsztaty z wystąpień publicznych z Bartkiem Jędrzejakiem czy z work-life balance z Agatą Wittchen- Barełkowską i Mikołajem Maciejewskim z NU Foundation. Natomiast inne, np. wizyta u dentysty, w instytucie urody to już ustalamy wedle swojego wolnego czasu. Wszystkie trzy idziemy tą samą ścieżką metamorfoz.

I.K.: Wspaniały Exclusive Dental Studio na czele z panią dr Agnieszką Kulik, która dba o nasz zdrowy i piękny uśmiech. Wraz z Natalią miałyśmy wykonane zabiegi, tzw. plastykę dziąsła i bonding, nowoczesny sposób na udoskonalenie wyglądu naszych zębów. Niezbyt przyjemne zabiegi rekompensuje cudowna i ciepła atmosfera tego miejsca, sympatyczny zespół, który wita nas od progu, po imieniu. Czujemy się w pełni otoczone troską i najwyższej klasy opieką. Dwa razy w tygodniu mamy pilates, raz w tygodniu – treningi personalne z Jarkiem Skibą na Malcie. Często jest tak, że osoby z naszego otoczenia, pracujące nad nami duchowo, mentalnie i fizycznie, przeżywają tę metamorfozę razem z nami. 

M.Sz.-K.: Ja mam podobne wrażenie. Np. wspaniała aura i opieka u pani Kasi Kabat w Instytucie Idea Fit&Spa. To dla mnie oaza spokoju, wyciszenia, skupienia na sobie. Jestem tak bardzo przyzwyczajona do tego miejsca, że aż trudno będzie mi się z nim rozstać. Mogłabym tam zostawić swoje domowe kapcie. (śmiech) Bardzo dobrze się tam czuję. Wszystko takie naturalne, bez sztuczności i hipokryzji.

Co Was najbardziej zaskoczyło?

I.K.: Cały czas zaskakuje nas Marta Klepka. (śmiech) To projekt bardzo tajemniczy, niosący za sobą mnóstwo niespodzianek, przypomina mi kalendarz adwentowy, bo nie wiesz co Cię czeka. My o wielu rzeczach dowiadujemy się z dnia na dzień. Myślę, że takim największym przeżyciem dla każdej z nas był pokaz mody. To było niesamowite! Dowiedziałyśmy się o tym na dwa dni przed. Wzięłyśmy udział w pokazie mody Taranko, w pokazie Kasi Sokołowskiej.

M.Sz.-K.: Ten szeroki projekt Metamorfoza umożliwia nam poznanie osób, które kojarzymy z telewizji, z mediów. Coś, co było w strefie marzeń właśnie się spełnia. Dla mnie takim marzeniem było poznanie Kasi Sokołowskiej i bycie na widowni podczas pokazu, który ona reżyseruje. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że ja w tym pokazie pójdę. (śmiech) Naprawdę, warto marzyć, bo te marzenia, prędzej czy później, się ziszczą. Nawet mając trzydzieści pięć lat można poczuć się jak profesjonalna modelka. (śmiech) Ponadto spotkanie z panią Grażyną Kulczyk i rozmowa z nią. To są tak niewiarygodne rzeczy i zaskakujące sytuacje, okoliczności, które otwierają nam kolejne drzwi i kolejne… To są dla nas życiowe perełki. Przede wszystkim cudowne są dla mnie spotkania z wartościowymi ludźmi. Gdzieś dalej, na drugiej płaszczyźnie, są te wszystkie zabiegi. Dla mnie wzruszające i ogromnie motywujące było spotkanie z Agnieszką Marudą-Sperczak. Ona jest mistrzem w tym, co robi. Stawia człowieka na nogi, wyciąga z dołów psychicznych. Najpiękniejsze, a zarazem zaskakujące, że to nie jest typowe spotkanie z nią, tylko to jest zetknięcie się z samym sobą, ze swoimi słabościami, lękami itp. Ja miałam takie wrażenie, że na meetingu są trzy osoby, Agnieszka, stara ja i nowa ja. (śmiech) Uświadomiłam sobie, jak nasze myśli kreują naszym życiem. 

N.S.: Mi Agnieszka uświadomiła, że wszystko zaczyna się od głowy, od naszego myślenia, które nieraz trzeba inaczej ukierunkować. Pytania, które mi zadała, były z jednej strony tak proste i oczywiste, a z drugiej – tak bardzo prawdziwe. Człowiek ma ochotę się otworzyć, powiedzieć o swoich kłopotach, obawach. Spojrzeć na siebie jak na odbicie w lustrze. Musimy nauczyć się, że wiele rzeczy zależy od nas, ale też, że na wiele spraw nie mamy wpływu. Trzeba umieć się zdystansować, aby nie tracić energii. I nauczyć się akceptacji samej siebie. Carpe diem – chwytaj dzień! 

I.K.: Dla mnie cenne było spotkanie z Bartkiem Jędrzejakiem, przemiłym człowiekiem, otwartym. On przygotowywał nas do wystąpienia 5 października, podczas konferencji #byckobietaontour. To dla mnie nie lada stres – sama myśl o wystąpieniu przed dużą publicznością. Kompletnie nie mam w tym doświadczenia. Nie ukrywam, że bardzo się stresuję przed tym eventem. Bartek uzmysłowił mi, że do ważnego spotkania i wystąpienia trzeba się przygotować. Nie iść spontanicznie, z nastawieniem „a jakoś to będzie”. Na pewno jakoś będzie, ale czy będziemy z siebie zadowoleni? Ja muszę się przyznać, że często szłam na żywioł, a potem, analizując swoje wypowiedzi, było mi po prostu wstyd. Byłam nie do końca zadowolona z siebie, ale to wynikało właśnie z nieprzygotowania.

Trzymam za Was mocno kciuki podczas wystąpienia na konferencji i kibicuję, aby te wszystkie zmiany, które zaszły podczas metamorfoz, zostały z Wami na zawsze.

Iza, Martyna, Natalia: Dziękujemy! (chórem) 

I radośnie pobiegły na kurs tańca do Blanki Winiarskiej.