fbpx

 

Utalentowana romantyczka. Kobieta wielu pasji. Szczera, prawdziwa i skromna pomimo wielkich sukcesów oraz międzynarodowej sławy. Zawsze pamięta o swoich korzeniach, nucąc słowa ponadczasowego Copernicus.

This is a song about the place I come from
It’s not on the moon at all
Where people’s hearts are filled with passion

I miss it so, ’cause I’m here chasing love
In my land of great romantics
I’m the biggest dreamer of them all

Rozmawia: Magdalena Ciesielska 

Zdjęcia: Paul Cox

Wspomina Pani często, iż śpiewanie rozpoczęła w rodzinnym domu, przed najbliższymi, mając niespełna pięć lat. Wówczas te występy Panią zawstydzały. Jak przezwyciężyła Pani uczucie wstydu czy stresu występowania przed szerszą już później publicznością?

BASIA TRZETRZELEWSKA: Nie przezwyciężyłam. (śmiech) Wciąż bardzo się denerwuję przed wyjściem na scenę. Dopiero po kilku piosenkach rozluźniam się, zwłaszcza jeżeli widownia mile na to reaguje. Zawsze jestem zaskoczona, że ktokolwiek przychodzi na moje koncerty. Sam fakt, że ktoś kupuje bilet, aby mnie usłyszeć, powoduje jeszcze większą tremę.

Czy ma Pani swoje własne antidotum na stresogenne sytuacje?

Kiedyś przed wyjściem na scenę, przez kwadrans ćwiczyłam  jogę. Teraz po wokalnej rozgrzewce ostatnie minuty spędzam na medytacji. Koncentruję się na spokojnym, głębokim oddychaniu.

Jak to możliwe, że z wyboru matematyczka, dziewczyna, która rozpoczęła studia na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, kompletnie inaczej ukierunkowała swoje życie?

To dość znany fakt, że niektórzy muzycy mają talent do przedmiotów ścisłych. Zawsze podaję przykład Alberta Einsteina, który podobno grał pięknie na skrzypcach. Pewnie to zabrzmi zaskakująco, ale komponowanie, aranżacje i produkcja piosenek są często matematycznymi łamigłówkami. (śmiech) Przynajmniej ja to tak traktuję. W zawodzie muzycznym często musimy też być naszymi własnymi księgowymi, co nawet sprawia mi przyjemność.

Co daje Pani muzyka? Ucieczkę przed problemami dnia codziennego, jest balsamem dla duszy? Pozwala „popłynąć” z nurtem myśli, otworzyć się na nowości?

Pięknie to pani podsumowała, gdyż właśnie to wszystko daje mi muzyka. Po napisaniu, według mnie, fajnej piosenki lub nagraniu, które sprawiło mi przyjemność – wszystko wydaje mi się możliwe. Ogarnia mnie niezmierzony optymizm i radość życia. Słucham też bardzo dużo prac innych muzyków, wszystkiego – od muzyki klasycznej aż do tej najbardziej popularnej. Wielu wykonawców i kompozytorów bardzo mnie inspiruje.

Czy w Wielkiej Brytanii, pod Londynem, odnalazła Pani swój raj na Ziemi?

Mały dom pod Londynem, wśród zieleni, ptaków i zwierząt, daje mi spokój i możliwość niezmąconej pracy. Jestem dość nerwową osobą, a tam czuję się najbardziej zrelaksowana. Co nie znaczy, że nie kocham swojego rodzinnego domu w Jaworznie – ale to jest miejsce rodzinnych spotkań, ciągłego ruchu, kilku zwierzaków, dzieci, zabaw z przyjaciółmi itp.

Łatwiej jest tworzyć muzykę i pisać teksty, mając partnera z branży? 

Poznałam mojego partnera przez wspólne występy, ale on ma swoją oddzielną od mojej karierę. Mimo że stworzyliśmy w przeszłości dwie piosenki razem, które nagrałam na swoich płytach. Jednak to prawda, że on zainspirował mnie do napisania kilku tekstów. Staram się zawsze pisać o tym, co jest mi dobrze znane z doświadczenia.

Przyciąga Panią rodzinne Jaworzno? Odwiedza Pani regularnie to miejsce?

Oczywiście! Tylko tam jestem traktowana jak zwykły członek rodziny i stara przyjaciółka. Zaadaptuję tutaj angielskie powiedzenie, które trafnie ilustruje moją sytuację: Można wyciągnąć dziewczynę z Jaworzna, ale nie można wyciągnąć Jaworzna z dziewczyny. Tylko tam czuję się zdrowa i chyba najbardziej szczęśliwa.

Pani Basiu, ma Pani wiele pasji i talentów. Odkrytych i ukrytych. W szkole była Pani DJ-em. Posiada Pani umiejętności kojarzone z ogrodnictwem, architekturą czy krawiectwem. Jeśli nie wybrałaby Pani drogi muzycznej, to z jakim zawodem złączyłaby Pani swoje życie?

To chyba najtrudniejsze pytanie, gdyż nie mogłabym wybrać jednego zawodu. Oprócz tego, co pani wspomniała – kocham podróżować i poznawać ludzi. Ale też lubię być w domu, gotować i gościć moich bliskich. Mam też tendencję do dzielenia się tą małą wiedzą, którą posiadam, więc może byłabym niezłą nauczycielką. W mojej szkolnej edukacji miałam szczęście mieć kilka wspaniałych wzorów do naśladowania.

Uwielbia Pani podróże, poznawanie nowych miejsc. Interesuje się Kosmosem, stacją kosmiczną krążącą po orbicie. Zdecydowałaby się Pani na lot w Kosmos?

Gdyby tylko można było cofnąć czas, to z pewnością zapisałabym się na taki rejs. Mam aplikację na telefonie, która oznajmia, kiedy przelatuje Międzynarodowa Stacja Kosmiczna w każdym miejscu na Ziemi, gdzie jestem w danym momencie. Jeżeli tylko pogoda na to pozwala, to zawsze oglądam te kilka osób w MSK gdzieś 400 km nad naszymi głowami, które okrążają kulę ziemską w około 90 minut.

Podobno makijażu nauczyła się Pani od sióstr Dębickich z Alibabek, pierwszego zespołu, z którym rozpoczęła Pani karierę muzyczną. Jakie inne nauki – ważne, czy mniej ważne – zdobyła Pani od napotkanych muzyków i artystów?

Generalnie zawsze można nauczyć się czegoś od każdej osoby. Na przykład chodzę na koncerty i widzę, co w ich trakcie się sprawdza, a co nie. Niektórzy wykonawcy dodają mi odwagi, aby eksperymentować i nie bać się ryzyka. Dochodzę jednak zawsze do wniosku, że trzeba być sobą, bo publiczność to czuje i najlepiej odbiera.

Na polskiej scenie muzycznej obecnie, jakie są plusy, a jakie minusy młodych wokalistów Pani zdaniem?

Kiedyś miałam więcej na ten temat do powiedzenia, ale teraz wydaje mi się, że nasza muzyczna scena nie potrzebuje pomocy. Mamy mnóstwo prawdziwych talentów w Polsce, z osobowością i charyzmą. Również produkcja i brzmienie płyt nie odbiegają od tych najlepszych na świecie.

Pani piosenki są ponadczasowe, chociażby: Cruising for Bruising, Time and Tide, Promises, Copernicus, Baby You’re Mine. Liczne utwory pomagają słuchaczom przetrwać ciężkie chwile, przezwyciężyć słabości, uwierzyć w siebie i w ludzi. W czym według Pani tkwi ich fenomen? 

To bardzo miłe, co pani myśli o tych piosenkach. Gdy otrzymuję informację, że któraś z moich piosenek pomogła danej osobie w trudnych momentach – to największy dla mnie komplement. Takie komentarze zdarzyły mi się i w Polsce, i w innych krajach. Mam wtedy poczucie, że robię coś wartościowego. Wiele z tych piosenek napisałam, aby pomóc samej sobie, dodać otuchy i przezwyciężyć strach. Te prawdziwe, szczere uczucia staram się zawsze przekazać słuchaczom.

Najnowsza płyta Butterflies jest przepełniona jazzem, soulem i swingiem. Łączy latynoskie rytmy z klasycznym brzmieniem gitary i perkusji, a równocześnie z rockowymi wariacjami. Czy Pani najbardziej odnajduje się w takiej konwencji muzycznej, gdzie doskonale można skompilować dźwięki z odmiennych gatunków i z różnych stron?

Jestem wdzięczna, że wysłuchała pani uważnie i tak świetnie określiła styl tej ostatniej płyty. Proszę mi wierzyć, że gdyby to zależało tylko ode mnie, to moje płyty byłyby jeszcze bardziej zróżnicowane. (śmiech) Pracuję muzycznie z jednym i tym samym partnerem, Danny’m Whitem, od samego początku mojego zawodowego życia w Anglii. Muzyka na moich płytach jest rezultatem naszej wspólnej estetyki. Jest to też uwarunkowane wymogami wytwórni płytowych, które widzą mnie w jeden określony sposób. Choć prawdę mówiąc, żadna z wytwórni nigdy nie stała mi na przeszkodzie w robieniu tego, czego chcę. Ja jednak rozumiem wymogi rynku i wiem, jak daleko mogę się posunąć.

Jakie ma Pani plany na przyszłość? Koncerty, podróże, nowe wyzwania?

Mam w notatkach na komputerze ogromną listę miejsc, które jeszcze chciałabym odwiedzić. Okazuje się, że znakomita ich większość znajduje się w Europie. Co do zawodowych planów – nagramy wkrótce nową płytę. W moich marzeniach już od dawna mam musical z naszą muzyką.

Emanuje Pani nieustannym optymizmem i radością. Czego Pani jeszcze można życzyć?

Rzeczywiście, optymizmu mi nie brakuje ale czasami energia zawodzi. Proszę życzyć mi mocnego zdrowia i nowych ciekawych pomysłów na piosenki.

Pani Basiu, ogromnie dziękuję za poświęcony czas.
To ja dziękuję za miłą rozmowę.