fbpx

Wszyscy pamiętamy Księgę tysiąca i jednej nocy i baśnie opowiadane przez Szeherezadę. Bohaterką jednej z nich mogłaby zostać Julka Schyller, Miss „Poznańskiego Prestiżu”, wybrana podczas tegorocznego finału Miss Wielkopolski. Dziewczyna mająca 169 cm wzrostu i magiczny rozmiar 34. Urocza mieszkanka Koła, które stało się dla niej kołem fortuny.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Filip Olczak

Konkurs Wielkopolska Miss cieszy się wielką renomą. Czym dla Ciebie był udział w tak prestiżowym wydarzeniu?

Julka Schyller: Dla mnie konkurs był spełnionym marzeniem, ogromną przygodą. Udział w takim wydarzeniu umożliwił mi poznanie wielu ciekawych ludzi. Zobaczyłam, jak wszystko przebiega na pierwszym planie, jak to wygląda od kulis. To bardzo fascynujące przeżycie. Pierwszy mój tego typu konkurs. Chciałam spróbować, ale nie sądziłam, że zajdę aż tak daleko i jury oceni mnie tak wysoko. Nie zakładałam wygranej, nie szłam do konkursu z pewnością osiągnięcia podium. Pragnęłam przede wszystkim uczestniczyć w czymś wielkim, ekscytującym, czym dla mnie są właśnie wybory miss. 

Sama wyszłaś z pomysłem zgłoszenia się do konkursu, czy inicjatywę przejął ktoś z rodziny, z przyjaciół?

To był mój pomysł. Oczywiście, rodzina wspierała mnie w tym postanowieniu od samego początku. Kibicowali mi już na wstępie. Jednak kiedy machina ruszyła, poczułam się lekko wystraszona i niepewna. Miałam nawet myśli, aby się wycofać. Wtedy najbardziej zmotywowała mnie moja mama. Dodała mi otuchy. To nieoceniony skarb mieć takie osoby blisko siebie, które pomogą, gdy tego najbardziej potrzebujesz.

Od kiedy zaczęłaś interesować się fashion i konkursami miss?

W wieku trzech lat już miałam robione sesje zdjęciowe i bardzo to lubiłam. To pozowanie do zdjęć stało się początkiem wielkiej przygody. Nauczyłam się odpowiednio pozować, siedzieć, uśmiechać. Sesje zdjęciowe kompletnie mnie nie stresują. Wprost przeciwnie, po prostu je uwielbiam. Uwielbiam też świat mody, piękne stroje. Wszystko to jest jak z baśni… Odkąd tylko pamiętam, zawsze lubiłam otwierać szafę, przebierać się i wyobrażać sobie różne wyimaginowane scenerie, sytuacje, w których uczestniczyłam. Fashion i oglądanie wyborów miss to nieodłączny element mojego życia. 

Oglądasz również pokazy mody? Uczysz się ruchów, naśladujesz modelki?

Tak, z zaciekawieniem przyglądam się pokazom mody. Dzięki temu uczę się, nabywam nowych umiejętności: jaką przyjąć postawę, jak usiąść, jak odpowiednio chodzić itp. Oglądam także sesje zdjęciowe. Inspiruję się światem modelingu. Wierzę, że w modelingu, a bardziej w fotomodelingu jest moja przyszłość. I taką drogę pragnę obrać – związać się już zawodowo z branżą fotomodelingu.

Czy masz swoją ulubioną modelkę? Ikonę stylu?

Bardzo lubię i cenię Anję Rubik. Podoba mi się jej naturalność, postawa życiowa, wyznawane wartości. Jej styl, osobowość i to, co sobą reprezentuje. Anja Rubik zapewne jest wzorem dla wielu młodych i początkujących dziewczyn, a także dla tych, które już pracują jako profesjonalistki. To jest bardzo ciekawa kobieta.

Jesteś młoda i śliczna. Masz już na swoim koncie sukces, czyli uczestnictwo w konkursie Miss Wielkopolski. Koleżanki Ci zazdroszczą?

Dziękuję bardzo za miłe słowa. Myślę, że nie zazdroszczą. Raczej mnie dopingują, kibicują i trzymają kciuki za powodzenie. Nie ma zazdrości, a jest według mnie wsparcie. Tak czuję.

Czy w swoim mieście stałaś się bardziej rozpoznawalna po wyborach miss?

Tak, oczywiście. Na rynku lokalnym wrzało. Emocje były ogromne. Media w Kole śledziły moje poczynania podczas konkursu Miss Wielkopolski. Portale wstawiały newsy. Wiem, że ludzie bardziej zwracają na mnie uwagę, bo znają moją twarz. Jeszcze przed finałem, gdy przechodziłam ulicą, ktoś nagle krzyknął: „O, nasza miss idzie!”. To było bardzo miłe i budujące. Pozytywne słowa i zachowania dawały mi więcej siły i energii. Mobilizowały.

Julka, czy chciałabyś w przyszłości zamienić swoje rodzinne miasto na inne?

Właśnie z Poznaniem wiążę swoją przyszłość. Większość czasu tu spędzam i stolica Wielkopolski jest bardzo bliska mojemu sercu. Bardzo lubię Poznań, bardzo mi się podoba. Ponadto mam tu wielu moich znajomych. Poznań przede wszystkim kojarzy mi się z wieloma możliwościami. Może studia, może praca? Dopiero od września zaczynam naukę w drugiej klasie liceum. Kiedyś chciałam kształcić się w zawodzie policjanta. (śmiech) Myślę, że dobrze wyglądałabym w mundurze policjantki. (śmiech) Teraz jednak mam inne plany, zmodyfikowane poprzez aktualną moją sytuację i uczestnictwo w konkursie. Zobaczymy, co czas pokaże…

Uczestnictwo w takim konkursie to ogromny stres, czy bardziej satysfakcja połączona z sukcesem?

Stres był ogromny. Satysfakcja – oczywiście – też. Z każdym nowym etapem cieszyłam się jeszcze bardziej, że mi się udało. Dzięki temu wydarzeniu nabrałam pewności siebie. Z takiej przysłowiowej szarej myszki narodziła się dziewczyna znająca swoją wartość, swoje zalety i atuty. I umiejąca się tym pochwalić. Na pewno jestem teraz bardziej otwarta na ludzi i na świat, na zdobywanie swoich celów oraz spełnianie marzeń.

Jaka jest atmosfera wśród uczestniczek konkursu miss, półfinalistek i finalistek? Czy w zakulisowych relacjach panuje szczerość i sympatia, czy wręcz przeciwnie: tylko rywalizacja i chłodna konkurencja nastawiona na wygraną?

Rywalizacji kompletnie nie było. Nie odczułam jej. Pomagałyśmy sobie, doradzałyśmy. Już na zgrupowaniu czuć było sympatyczną atmosferę i dobrą energię.

Mówisz, że masz oczy i karnację po tacie, a podobna jesteś do mamy. A jeśli chodzi o Twój charakter, to jaka cecha stanowi Twoją zaletę?

Jestem konsekwentna w działaniu, w tym, co robię. Dążę do wcześniej powziętego celu. Jestem bez wątpienia konkretna i asertywna. Wręcz uparta (śmiech), co przez niektórych może być odbierane nie jako zaleta, tylko jako wada mojej osobowości.

Jak określiłabyś swój styl ubierania na co dzień? 

Swobodny. Luźny.

Co można znaleźć w Twojej szafie? Jaka część garderoby przeważa?

Na pewno szorty i T-shirty – to mój ulubiony zestaw. Rzadziej chodzę w sukienkach, ale też je lubię. Kiedy trzeba ubrać się elegancko, kiedy wymaga tego okoliczność, dana sytuacja, zakładam piękną kreację. Ale na co dzień preferuję spodnie.

Jaki jest Twój ulubiony kolor?

Zdecydowanie czarny. I neutralny: biały oraz szary. Kolory, które do wszystkiego pasują i na każdą okoliczność. Można je zestawić z innymi, bardziej wyraźnymi, choćby z różowym.

Masz swój ulubiony film lub serial? 

W wolnym czasie oglądam Netflix. Obecnie moim ulubionym serialem jest Stranger things, amerykański horror science fiction. Oglądałam również thriller Riverdale. Wciągają i zaciekawiają mnie bardziej seriale niż filmy.

Od września zaczynasz naukę w drugiej klasie liceum. Zacznie się znowu czytanie obowiązkowych lektur, narzuconych przez szkolny kanon. A jakie książki czytasz w wolnym czasie? Po jakie sięgasz tak nie z przymusu?

Obowiązkowych lektur nie lubię. (śmiech) Wolę książki romantyczne, o mezaliansach, poszukiwaniu uczuć, o skrywanych marzeniach. Fascynuje mnie też świat podróżników i ich ekscytujące eskapady w różne zakątki świata. Podziwiam takich ludzi, dla których życie to nieustanna podróż. Często podróż w nieznane…

Jak już weszłyśmy w sferę uczuć i w tematy romantyczne, to muszę Cię zapytać, czy masz chłopaka?

Nie, nie mam. (śmiech)

Jaką radę dałabyś młodym dziewczynom, chcącym uczestniczyć w konkursie miss?

Przede wszystkim trzeba być sobą. Nikogo nie udawać. Uczestniczki tego typu konkursów powinny brać je jako dobrą zabawę i przygodę, a nie jako rywalizację.