fbpx

Jak jedna decyzja zmienia rzeczywistość? Jak ważne jest wsparcie bliskich i poczucie wewnętrznego spełnienia? O prawdziwych i hipotetycznych marzeniach rozmawiam z Maćkiem Szlufikiem, zwycięzcą konkursu Wielkopolski Mister, który dodatkowo otrzymał tytuł Mistera „Poznańskiego Prestiżu”.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Jakub Borkowski

Dziękujemy salonowi HairHouse przy ul. Święty Marcin 31/2 w Poznaniu za udostępnienie wnętrz na potrzeby sesji zdjęciowej.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z konkursem Wielkopolski Mister?

Maciej Szlufik: Do udziału w konkursie namówiła mnie koleżanka z województwa lubuskiego, która nota bene też startowała w wyborach Wielkopolskiej Miss. (śmiech) Było to dla mnie nie lada wyzwanie. I kompletnie nowa sytuacja, bo nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w tego typu imprezach. To pierwszy mój kontakt ze sceną, pokazanie się przed dużą publicznością. Na początku byłem bardzo sceptyczny. Mówiłem sobie w duchu „Przecież to nie mój świat”. (śmiech) Jednak jak przyjechałem na konkurs po raz pierwszy, to mi się spodobało. Dużo się działo, pełno wrażeń, ekscytacji, nowych ludzi. Bliscy wspierali mnie w tych poczynaniach i tak się to wszystko zaczęło. Nieoczekiwanie i ciut przypadkowo. W sumie sam byłem zaskoczony wygraną.

Czy były stresogenne sytuacje?

Pierwszy raz, gdy wychodziłem na pokaz w hotelu Novotel – to był ćwierćfinał wyborów Wielkopolskiej Miss i Mistera – nogi mi się ugięły. Trząsłem się z nerwów. Na widowni kilkaset osób, jury złożone z wielu wybitnych osobowości i w tym wszystkim ja. (śmiech) Po pierwszym przejściu i kontakcie z publicznością trema przeszła. Pozytywna atmosfera, uśmiechy ludzi i dobra aura – wszystko wpłynęło na zmianę mojego zachowania i postrzegania tego typu konkursów. Dlatego następne wyjścia już były łatwiejsze. Na gali finałowej kompletnie nie czułem stresu.

Swoje życie zawodowe chciałbyś związać z modelingiem, pokazami mody?

Tak, chciałbym bardzo. Na razie został mi jeszcze rok studiów na dziennikarstwie i komunikacji społecznej. Kiedyś chciałem być komentatorem sportowym, ale przeszedł mi już taki pomysł na siebie. Obecnie dorabiam sobie w modellingu w Zielonej Górze, gdzie mieszkam. Czekam też na następny rok, bo wówczas ma być zorganizowany konkurs wyborów Miss i Mistera Województwa Lubuskiego, podobna inicjatywa jak w Wielkopolsce. Będzie też ten sam organizator. W tym roku startowałem w wyborach w Poznaniu, gdyż miałem do wyboru albo Dolny Śląsk, albo Wielkopolskę. Za rok więc będę startował w konkursie Mistera Lubuskiego, to już otwarta impreza przed wyborami Mistera Polski. Chciałbym spróbować. Zobaczę, co wyjdzie. Lubię pracę w modellingu. Zacząłem rok temu, też nie byłem do tego przekonany. Znaleźli mnie ludzie z branży, (śmiech) odkryli na Instagramie. 

Czyli obiektyw Cię lubi?

Im więcej patrzę na swoją twarz, to już nie mogę. (śmiech) Analizuję miny, ustawienia, sylwetkę itp. Lepiej, w moim przekonaniu, nie patrzeć. Znudziłem się sobą, ale dobrze, że nie nudzę się innym. Ludzie, mówiąc nieskromnie, zachwycają się mną. To w tym zawodzie najważniejsze, aby odbiór był pozytywny. 

Jesteś ze Szprotawy, mieszkasz od pięciu lat w Zielonej Górze. Co w większych miastach najbardziej przyciąga Twój wzrok? 

Ludzie są kompletnie inni. I to na plus. Zauważyłem, iż w dużych miastach jest dużo kolorów, ludzie mają swój styl, gust, żyją jak chcą, jak im się podoba, nie zważając na opinię sąsiadów. Oryginalny ubiór czy fryzura w moim rodzinnym mieście od razu byłyby negowane przez mieszkańców. I nawet młode osoby boją się tam wyjść poza jakiś utarty schemat ubioru, wyglądu, zachowań. Dlatego to stwarza wrażenie, że w mniejszych miejscowościach ludzie są podobni do siebie. W Poznaniu jest dużo tzw. „kolorowych ptaków”, osób ubierających się ze smakiem, innowacyjnie, a często szokująco. To zaskakuje, ale też wyróżnia indywidualności, daje możliwość do wyrażania siebie. Bez schematów i rutyny – czego nie znoszę. Ponadto doceniam urok dużych miast pod kątem wieczornego czy nocnego życia. Jest tyle knajpek, miejsc wartych odwiedzenia, gdzie można z przyjaciółmi, znajomymi spędzić czas poza domem.

Czy masz ulubione miejsce w Poznaniu?

Przyjeżdżając z moją dziewczyną do Poznania, zawsze zahaczamy o Stary Rynek. Uwielbiam zgiełk tego miejsca. Urokliwe stare kamienice z kolorowymi elewacjami. W okresie wiosenno-letnim dodatkowo tętniące życiem ogródki z poszczególnych restauracji i kawiarni. Poznań jest dla mnie nowatorskim miastem, wciąż rozwijającym się. Widać tu co rusz nowe inwestycje. 

Jak określiłbyś swój styl ubierania?

To wszystko zależy od pory roku i od okoliczności. Latem lubię luz, modę streetwear. Na uczelnię czy do pracy zazwyczaj – sportową elegancję. Przywiązuję też uwagę do detali, dodatków, takich jak: buty, pasek, perfumy itp. Lubię dbać o siebie, niezależnie od ubioru, na który się w dany dzień zdecyduję. Wygląd dużo mówi o człowieku, bo jednak „szata zdobi człowieka”. Inaczej jest wówczas postrzegany.

Jeśli wygrałbyś milion złotych, co byś sobie kupił? Na co przeznaczyłbyś tę ogromną sumę pieniędzy?

Wow, milion złotych. (śmiech) Kupiłbym sobie na start mieszkanie, fajne auto: Mercedes, BMW lub Audi. Ponadto chciałbym część odłożyć, część zainwestować np. w nieruchomości. Kupiłbym mieszkania, które potem wynajmowałbym. Myślę, że postąpiłbym tak przyszłościowo, zdroworozsądkowo, aby wszystkiego nie upłynnić od razu.

A jeśli mógłbyś wybrać miejsce na Ziemi do zamieszkania, gdzie to by było?

Na pewno jakieś egzotyczne miejsce na świecie. Lazurowa woda, piękne widoki, słońce, plaża, palmy. Seszele, Malediwy, Bali, Bora-Bora, Indonezja, Karaiby – to są miejsca, gdzie mógłbym spędzić życie. 

Na jaki film poszedłbyś do kina? W jakich produkcjach gustujesz?

Na Netfixa nie poświęcam zbyt dużo czasu, choć wiem, że obecnie panuje na niego szał i moda. Nie mam natury ani takiej osobowości by oglądać seriale, czekać na kolejny odcinek, myśleć, co się dalej wydarzy, co zaskoczy mnie w fabule. Nie mam, szczerze, na to czasu. Mam kartę unlimited w Cinema City i chodzę na każdą nową produkcję. Lubię i chcę być na bieżąco z nowymi filmami, niezależnie od gatunku, reżysera. Oglądam i polskie, i zagraniczne hity, nowości. Odpowiada mi oglądanie filmów w kinie, lubię tę kinową scenerię. Ostatnio byłem na Polityce Vegi i bardzo znudził mnie ten film. To była pierwsza taka sytuacja, że mówiłem sobie „zaraz stąd wyjdę”. 

W jaki sposób spędzasz swój wolny czas? 

Zielonogórski Klub Żużlowy – Falubaz – mnie pochłania. Uwielbiam żużel. W ogóle sport: siatkówkę, piłkę nożną. Lubię pójść na siłownię, zmęczyć się i wyciszyć jednocześnie. Założyć słuchawki, posłuchać muzyki i zapomnieć o kłopotach, problemach codzienności.

Jesteś bardziej introwertykiem, czy ekstrawertykiem?

Bez dwóch zdań ekstrawertykiem. Jestem osobą lubiącą kontakt z ludźmi, rozmowę, wspólne przebywanie. Wiadomo jednak, że każdy z nas potrzebuje pobyć sam ze sobą, wyciszyć się, przemyśleć pewne sprawy, zadumać się, zaplanować coś. Ja też. 

Jakie masz marzenie, którym mógłbyś się podzielić z czytelnikami „Poznańskiego Prestiżu”? 

Chciałbym, aby mi się udało na gali Mistera Polski. I aby spełniły się moje marzenia o wielkim modelingu.