fbpx

 

Jeżeli ma się dwadzieścia kilka lat, to wygląda się w nim jak bananowe dziecko. Na ulicach ludzie z trudem, ale jednak odwracają wzrok i szepczą pod nosem. W korku zdarzały się próby usłyszenia jego wydechu, nieśmiałe machanie, a nawet i zdjęcia z ukrycia. Mimo wszystko AMG GT 4door to auto, które idealnie odetnie Cię od zazdrosnego wzroku niczym kokon ze złotej nici, kiedy Ty będziesz rozkoszować się jazdą. Jedno jest pewne. Warto było na niego czekać. 

Całe pokłady mocy

Czterodrzwiowy AMG GT kusi, aby wcisnąć gaz w podłogę, nie bez przyczyny topowa wersja ma pod maską V8 o mocy 639 KM, która rozpędza go do kuriozalnych 315 km/h. Naszą testową wersję napędzała benzynowa, rzędowa szóstka o mocy 435 KM z funkcją EQ Boost. Ta, zmieszana z prądem, dodanym elektrycznym kompresorem oraz podwójną turbosprężarką rozpędza tę elegancką bestię do 100 km/h w granicach 4,5 sekundy. Moje plecy musiały pogodzić się z potężnym tąpnięciem, bo taka moc to już nie przelewki. Słysząc takie parametry, już nie jesteś pewien, czy ochoczo chcesz wciskać gaz. Na szczęście rozwiązania technologiczne, jakie zostały tam wprowadzone, są po prostu wykradzione NASA. Tylna oś skrętna, która zapewnia stabilność w każdym łuku, przeinteligentny napęd 4MATIC+ gwarantujący stabilność oraz aktywna aerodynamika – to wszystko dla maksymalnych osiągów i bezpieczeństwa. Czy może być coś lepszego? 

Mocarna jednostka napędowa spięta jest z dziewięciostopniową skrzynią biegów. Stworzona została dla najbardziej wymagających kierowców. Kiedy potrzebujesz komfortu, zapewnia niewyczuwalną pracę, a w trybie SPORT+ każdy międzygaz oraz zmiana biegu jest słyszalna.

Usportowiona klasa

Po uruchomieniu silnika nie usłyszysz nic. Są dwa warunki. Włączony jest tryb COMFORT i siedzisz wewnątrz. Dopiero po włączeniu trybu SPORT+ zaczyna się zabawa. Jeżeli masz sąsiadów, których nie lubisz, to właśnie mam samochód dla Ciebie. Po dodaniu gazu z ich ulubionej jabłonki zaczną spadać liście, a Ty odjedziesz z uśmiechem. 

AMG GT 53 to model, który oferuje dużo. Ten pięciometrowy atleta ma wszystko to, czego oczekuje się od rasowego Mercedesa. Fotele, mimo że sportowe, to zapewniają maksymalną wygodę podczas podróżowania. Łuki i zakręty to pryszcz, dzięki pompowanym boczkom zapewniającym maksymalne podtrzymanie. Oczywiście nie mogło zabraknąć tam również masażu, który zapewni chwilę relaksu. Dla oczekujących jeszcze większej dawki sportowych przeżyć dostępne są wyjątkowo agresywnie uszyte kubełki.

Zawieszenie pneumatyczne nie ma ochoty pogruchotać Ci kręgosłupa. W trybie komfortowym tłumi wszystkie nierówności wzorowo i niezauważalnie, przecież to Mercedes. 

Wygląd broni się sam

Nie ma co rozwijać się na temat wyglądu i designu. Wystarczy na niego spojrzeć. Seksownie opadająca linia dachu, agresywny grill i światła przednie, sensualny pas tylny z dozą tajemniczości. Obok niego nie da się przejść obojętnie, mogę to potwierdzić bo „testowałem to na własnej skórze”. Nawet laik stwierdzi, że ten samochód jest wyjątkowy. W ruchu ulicznym jest czarną owcą, a przyszli właściciele tego modelu wcale nie będą niezadowoleni z tego powodu. 

„Słuchaj, nie wiem, co to, ale kosztuje z bańkę” – tak relacjonował 4-DOOR-a przemiły pan swojemu znajomemu. Mało kto jednak na mieście zwraca na niego szczerą  uwagę.  A przynajmniej ludzie dobrze udają.

Tekst i zdjęcia: Filip Olczak.