fbpx

Podobno licho nie śpi. Ale Mazda również. Najlepszym tego dowodem jest nowy członek rodziny – Mazda CX-30. To brakujące ogniwo pomiędzy kompaktowym CX-3 a muskularnym CX-5. Teoretycznie stanowi zatem odpowiedź na ludzkie potrzeby, bo apetyt na SUV-y nie maleje. A jak jest w praktyce? Postanowiłem sprawdzić.

Obserwując polskie drogi, dochodzę do wniosku, że Japończycy wykonują naprawdę dobrą robotę. Mazda na dobre wpisała się bowiem w nasz krajobraz, ale na tym nie koniec: w salonach właśnie się pojawiła nowa Mazda CX-30, która po dotychczasowej „trójce” jest modelem siódmej generacji. Na pierwszy rzut oka to Mazda 3, która wspięła się na palce. W końcu powiększony prześwit ciężko jest przeoczyć. Moja uwagę zwróciły również czarne ochraniacze z tworzywa widoczne na nadkolach, które mogą sugerować, że Mazda CX-30 bezdroży się nie boi. Ale to przede wszystkim kolejny, bardzo ładny samochód, zresztą ponętne kształty Mazdy były już doceniane prestiżową nagrodą Red Dot Award. Nadwozie ma 4395 mm długości, zatem nie da się ukryć, że Mazda CX-30 to rasowy crossover, który ma konkurować m.in.: z Volvo XC40, Audi Q2 czy Toyotą CH-R.

Od kabiny pasażerskiej samochód zapożyczył od Trójki to, co najlepsze. Czyli niemal wszystko. Wnętrze jest funkcjonalne i świetnie wykonane. To kolejny model, który powstał zgodnie z filozofią marki Jinba Ittai – „jedność jeźdźca z koniem”. I nie jest to jedynie pusty slogan reklamowy, lecz w stu procentach dotrzymana obietnica. A wystarczy spędzić kilka chwil za kierownicą, aby nie mieć żadnych wątpliwości, że Mazda CX-30 to samochód, który powstał z myślą o kierowcy. Udało mi się jednak znaleźć jeszcze kilka dodatkowych zalet: kabina pasażerska została wyśmienicie wygłuszona, komputer pokładowy jest niemal dziecinnie prosty w obsłudze, a zamiast dotykowego ekranu, producent zdecydował się na obecność pokrętła umieszczonego tuż pod ręką. Nie jest ono tak pokaźne jak w samochodach marki BMW, ale sprawdza się równie doskonale, ponieważ nie odrywa w tak dużym stopniu uwagi kierowcy od drogi, jak to czyni wariant dotykowy.

Samochód na polskim rynku jest dostępny jedynie z silnikiem benzynowym. Wolnossące, aczkolwiek bardzo przyjemnie pracujące, jednostki to specjalność Mazdy, w której miałem okazję się rozsmakować przy okazji testu Mazdy 3. Podstawowy silnik to Skyactiv-G 2.0 generujący moc 122 KM. I właśnie taki drzemał pod maską testowanego egzemplarza. Dla tych, którzy potrzebują mieć pod butem nieco większą moc, producent przygotował 180-konny Skyactiv-X. 

Mimo że samochód do najmniejszych nie należy, to ta liczba koni wyśmienicie dawała sobie radę. Silnik pracuje bardzo dyskretnie, a apetyt na paliwo też nie jest symboliczny. W cyklu miejskim Mazda CX-30 wypijała ok. 7 litrów na każde 100 km. Całość współpracowała z manualną, 6-biegową skrzynią, której ciężko nie polubić za precyzyjne i bardzo krótkie przełożenia. Napęd został przeniesiony na przednią oś, ale w ofercie jest również dostępny wariant z automatyczną przekładnią i napędem na wszystkie 4 koła.

Jak to się prowadzi? Jak na Mazdę przystało. Auto ma lekko usztywnione zawieszenie, dzięki czemu nadwozie, mimo nieco wyżej zawieszonego środka ciężkości, nie wychyla się na boki. Pokonywanie zakrętów samochodem typu crossover rzadko kiedy bywało dla mnie tak przyjemne. Dzięki opływowym kształtom nadwozia niczym delfin rozcina otaczające ją powietrze. Układ kierowniczy nosi znamiona sportowego, stawiając bardzo subtelny, przyjemny opór. Dzięki temu symboliczny ruch kierownicą nie skutkuje natychmiastową zmianą pasa ruchu. Jest zatem dobrze.

Producent umiejscowił ten model wśród konkurencji z segmentu premium. Tzw. „gołych” wersji w cenniku zatem nie będzie. Mając to na względzie, nie powinien dziwić fakt, że przyjemność w postaci Mazdy CX-30 zaczyna się od 101 900 zł. Za tą ceną stoi jednak bogate wyposażenie, bo m.in.: adaptacyjny tempomat, nawigacja, system rozpoznawania znaków drogowych, reflektory LED oraz system monitorowania martwego pola. A jeżeli dodatkowo brać pod uwagę, że ładniejszej czerwieni u żadnego producenta nie znajdziecie, to decyzja o zakupie wydaje się być oczywista.