fbpx

O humanistycznym podejściu do biznesu, walce serca z rozumem i sztuce kompromisu rozmawiamy z Ewą Voelkel-Krokowicz, CEO Concordia Design i dyrektor zarządzającą Auli Artis.

Rozmawiają: dr Agata Wittchen-Barełkowska i Mikołaj Maciejewski z NU Foundation

Zdjęcia: Jakub Wittchen

Jakie założenia towarzyszyły powstaniu Concordia Design i jak zmieniły się przez lata funkcjonowania centrum? Czy kultura odgrywa ważną rolę w kształtowaniu tego miejsca?

Ewa Voelkel-Krokowicz: Od powstania Concordii minęło kilka lat. Na początku mieliśmy być instytucją dofinansowaną przez struktury samorządowe pod nazwą Wielkopolskie Centrum Designu, zajmującą się popularyzacją designu. Jeździliśmy na wizyty studyjne i oglądaliśmy podobne centra zagranicą: w Cardiff, Bilbao, Eindhoven i Mediolanie. Wszystkie wyprawy utwierdzały nas w przekonaniu, że takie miejsca muszą być dofinansowane, bo biznes i przedsiębiorcy z różnych regionów boją się wejść na ścieżkę innowacji, zmiany strategii, funkcjonowania, tworzenia kultury organizacji, zmiany myślenia – wejścia w obszar, gdzie jest się w pełni odpowiedzialnym za swój produkt czy usługę i zupełnie inaczej trzeba pracować w zespołach. Bez dofinansowania strukturalnego firmy mają duży opór, żeby się zaangażować. Takie założenia towarzyszyły nam na początku. Rewitalizacja i wyposażenie budynku dofinansowane były przez Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego ze środków Unii Europejskiej. Poznań miał być miastem designu… Ostatecznie musieliśmy nauczyć się działać komercyjnie i reagować na potrzeby rynku.

Jak zareagowaliście na taką zmianę? 

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że bardzo dobrze się stało, bo musieliśmy się nauczyć funkcjonować biznesowo. Ponieważ pierwotne założenia były inne, do dziś wiele osób myśli, że jesteśmy centrum kultury. Prowadzimy działalność na taką skalę, jakbyśmy nie byli firmą prywatną. Trochę się z tym borykamy. Z jednej strony musimy na siebie zarabiać, z drugiej strony bardzo nam zależy, żeby realizować misję związaną z kulturą – to jest walka serca z rozumem.

Pracując w zespole, często się zatrzymujemy i zastanawiamy, w jakim kierunku powinniśmy zmierzać, żeby utrzymać duży zespół, który wciąż się powiększa i wiemy, że to musi być biznes. Odpowiedzialność za ludzi, za to miejsce, powoduje, że czasem trzeba coś odciąć i wyciszyć serce, staramy się wyważyć proporcje.

Czy z pierwotnych założeń pozostało poczucie misji związanej z popularyzacją designu? 

Nasza misja wciąż się zmienia. Dawniej organizowaliśmy wiele wystaw, działań edukacyjnych, bo ludzie nie rozumieli, czym jest design. Pokazywaliśmy przykłady dobrze zaprojektowanych produktów, wystawy prezentujące proces ich tworzenia i tłumaczyliśmy, że design rozumiemy jako funkcję, wzornictwo przemysłowe i element, który stanie się strategią rozwoju firmy, a nie design w rozumieniu „nowego fotela”. Małymi krokami wspieraliśmy biznes i chcieliśmy wprowadzać design do firm, spójnie z organizacją.

Zaraz po otwarciu Concordia po remoncie wyglądała jak cacuszko. I jeszcze ta nazwa! Nikt nie wiedział, jak to wymówić. Concordia jest oryginalną nazwą drukarni, która tutaj funkcjonowała od 1890 roku, od początku istnienia budynku. Concordare w języku włoskim znaczy łączyć się, zgadzać, to pasowało do koncepcji, ale zajęło chwilę, nim poznaniacy zrozumieli, czym jesteśmy.

Teraz to inny etap. O wzornictwie mówi się bardziej świadomie, firmy częściej je wykorzystują, my też jesteśmy mądrzejsi  i gotowi na nowe wyzwania. Dojrzewamy, wiele się uczymy i ja też dojrzewam z tym biznesem. Ciekawe doświadczenie, bo nie skończyłam  ekonomicznych studiów, które mogły mnie przygotować do zarządzania i bycia menedżerem, a już tym bardziej liderem. Z wykształcenia jestem socjologiem. Mogę powiedzieć, że Concordia kształtuje się ze mną, a ja z Concordią.

Jak w praktyce sprawdza się połączenie humanistycznego wykształcenia z biznesem? 

Wydaje mi się, że humanistyka jest bardzo bliska biznesowi. Pracuję z samymi kobietami, wszystkie mają wykształcenie humanistyczne. To są filolożki, kulturoznawczynie, dziewczyny po socjologii, psychologii, historii sztuki – generalnie kobiety, dla których kultura i humanistyka, posiadanie pewnej wrażliwości na innych, są tematami, które je interesują. Jednocześnie jesteśmy kobietami bardzo twardo stąpającymi po ziemi. Nie stawiamy na zadziwianie świata, jak to czasami mężczyźni mają w zwyczaju, tylko na realizację pewnych wspólnych celów, które mają sens.

Socjologia ukształtowała moje myślenie społeczne, przekonanie, żeby robić rzeczy, które mają większy sens i szersze spektrum działania, które rezonują gdzieś dalej, a nie tylko doraźnie, biznesowo. Teraz dużo mówi się o kulturze i biznesie, często w bardzo marketingowym wymiarze. A u nas wszystko działo się organicznie, była pasja, która naturalnie pojawiała się w obrębie naszych działań. Takie podejście oczywiście fantastycznie buduje to miejsce. Ludzie zatrzymują się na Przystani Sztuki, oglądają różne wystawy: fotografii czy rzeźby, słuchają muzyki, oglądają filmy. Cieszymy się, że osoby, które nie mają na co dzień kontaktu ze sztuką, przychodzą i tu jej doświadczają. Zatrzymują się na przykład grupy młodych ludzi, którzy mogliby po prostu przejść obok, ale cofają się, wracają, czytają teksty kuratorskie. Może nie kupiliby biletu do muzeum, a tutaj to się dzieje naturalnie. Wydaje mi się, że to jest ogromny atut tej przestrzeni.

Czy Twoje upodobania wpływają na to, co dzieje się w Concordia Design, na Przystani Sztuki oraz w Auli Artis, której jesteś dyrektor zarządzającą? Wybierasz to, co lubisz, czy zgodnie z oczekiwaniami odbiorców? 

Życie to sztuka kompromisu. Z jednej strony nie próbujemy w tych przestrzeniach manifestować wyłącznie naszych przekonań, z drugiej strony nie płyniemy z falą, która jest największa i najsilniejsza. Organizujemy wydarzenia, z którymi się utożsamiamy i pod którymi  możemy się podpisać, mające potencjał wpływu na odbiorców. Ale zdarza się również, że w Auli pokazujemy spektakle, na które niekoniecznie mam ochotę pójść. Nie prowadzę swojego autorskiego teatru.

Concordia i Aula Artis są po to, by pokazywać bardzo różne wydarzenia, osobowości, twórczość, projekty. Próbujemy zachować pewien standard, ale zapraszamy do teatru różnych odbiorców i spotykamy tam szeroką publiczność: młodych, dzieci, starszych, z różnymi preferencjami. Wydaje mi się, że taka demokracja ma sens.

Mogę też powiedzieć, że korzystam z Auli Artis i tych przestrzeni prywatnie. Mam z tego swoją osobistą przyjemność i rozrywkę. Chodzę na prawie wszystkie spektakle do Auli, siadam w ostatnim rzędzie i oglądam, bo to uwielbiam. Swój prywatny czas staram się maksymalnie wykorzystać na kulturę i teatr. Kontakt z kulturą, z artystami daje pewną wrażliwość w życiu osobistym, a moje życie osobiste jest też życiem biznesowym, więc to się wszystko przeplata.

Concordię czeka teraz całkiem nowy rozdział związany z inwestycją we Wrocławiu. Uchylisz rąbka tajemnicy? 

Concordia się rozwija, będzie miała drugą siedzibę we Wrocławiu na Wyspie Słodowej. Otwarcie w marcu 2020 roku. To jest duża rzecz, ogromne wyzwanie, bo pojawia się nowe miejsce na mapie miasta, które nie funkcjonowało w takiej formie wcześniej. Trzeba wykreować je od nowa, zaprosić, zachęcić do korzystania. Architektura to tylko pewne ramy, budynek, który trzeba wypełnić życiem, pokazać mieszkańcom. Ludzie muszą zrozumieć, czym jest, docenić go, polubić.

Kształtowanie tych przestrzeni jest cały czas w dyskusji. Nie jesteśmy korporacją, która ma wyliczoną przez panów strategię w Excelu. Wydaje mi się, że mam po ojcu takie wariactwo, bardzo często zmieniam zdanie. Concordię we Wrocławiu przerabialiśmy kilkukrotnie, łącznie z architekturą po reakcji społeczników i mieszkańców, co było totalnie wywrotowym działaniem. Mieliśmy już pozwolenie na budowę, a ja zmieniałam dach. Odbiór naszych decyzji był jednak bardzo pozytywny.

Natomiast dwa tygodnie temu zmieniłam kuchnię – koncepcję i technologię. Trzeba mieć wizję tego, co chce się osiągnąć, ale też mocno otwierać się na to, co się słyszy. Pracuję w taki sposób, że dużo słucham różnych mądrych osób wokół, potem ostatecznie decyduję sama. I to jest na pewno duże wyzwanie, które stoi zapewne przed każdym liderem, bo odpowiedzialność na końcu spada na jedną osobę, która musi podjąć, czasami kontrowersyjną, decyzję.

Czy wrażliwość na kulturę wyniosłaś z domu? Droga Twojego ojca była dla Ciebie inspiracją? 

Rodzina nas kształtuje i to jest nie do uniknięcia. Im jesteśmy starsi, tym bardziej zdajemy sobie z tego sprawę. Znajdujemy naszych rodziców w nas samych. W naszym domu kultura i sztuka były zawsze bardzo obecne. Dużo chodziliśmy do teatru, na różne koncerty, czytaliśmy też o wydarzeniach kulturalnych. Ojciec zabierał nas do wszystkich możliwych muzeów w każdym nowym mieście, które odwiedzaliśmy. Czasami mieliśmy już serdecznie dosyć, a on nas jeszcze potem przepytywał. Dziś, kiedy sama mam już trójkę dzieci, myślę, że bardzo ważne jest, jak  mówi się o kulturze. Ojciec jest silnym charakterem i bardzo lubił, jak wszyscy powtarzali to, co on myśli. Trudno było mu zaakceptować nasze interpretacje, a ja zawsze chciałam trafić w jego sposób odbioru.

Teraz myślę o kulturze trochę inaczej. Wydaje mi się pięknym, że można spektakl teatralny odebrać na milion sposobów, i właściwie o to chodzi – nie ma jednej właściwej i poprawnej wersji. Daję moim dzieciom taką perspektywę. Dyskutowanie o tym, kto jak odczytał obraz, dramat, koncert jest najfajniejsze. Każdy nakłada swój filtr, własną wrażliwość. Odkrywanie tego mnie fascynuje. Niedawno byliśmy w Louisiana Museum of Modern Art, genialnym muzeum pod Kopenhagą, które jest jednym z najpiękniejszych miejsc sztuki na świecie, jakie widziałam. Mój syn po dwóch godzinach miał już dosyć i zaczął zadawać pytania: „A co ty widzisz w tym obrazie?”. Odpowiedziałam, że nie wiem, że potrzebuję jeszcze chwili, prawdopodobnie wróci to do mnie – za dwa dni, może za miesiąc, a może dopiero za jakiś czas. Sztuki można uczyć się przez całe życie – na różne sposoby, w różnych etapach życia odbierać i odczuwać ją inaczej.

Jaką inspiracją, ważną dla współpracy kultury i biznesu, chcesz się podzielić?

Kiedyś widziałam te dwa światy jako odległe wyspy, a za ważne dla mnie zadanie przyjmowałam budowanie mostów między nimi. Dziś wiem, że nowoczesny biznes z ambicjami stworzenia własnych oryginalnych produktów i globalnej marki nie może powstać bez podłoża i inspiracji, jaką jest kultura i sztuka. Miasto, region, państwo, które ma ambicje, żeby stać się nowoczesnym środowiskiem dla biznesu i widzi swoją szansę w rozwoju społecznym, chce mieć lepsze miejsca pracy, musi najpierw stworzyć warunki dla sztuki i kultury. Dotyczy to też w mniejszej skali rozwoju osobistego, rodziny i firmy. Wiem, że byłabym kimś innym, gdyby nie kontakt, współpraca i szansa na bliższe relacje z ludźmi sztuki, artystami. Ich potrzeba wolności, chęć robienia trudnych, unikalnych dzieł, odkrywanie nowych idei, chęć prezentacji swoich realizacji oraz konfrontacja z odbiorcą są dla mnie ważną inspiracją i dodają mi odwagi do własnych, czasami ryzykownych, działań. Chętnie współpracuję z artystami i wspieram ich projekty w Auli Artis, na Przystani Sztuki, w Concordia Design. To bezcenne doświadczenie i nauka.