fbpx

,,Nie szata zdobi człowieka” czy „nie oceniaj książki po okładce” – piękne przysłowia, uczące, że nie wygląd decyduje o tym, jaki człowiek jest i jaka jest jego wartość, zostały w dzisiejszych czasach w dużej mierze zastąpione innym –mianowicie „jak cię widzą, tak cię piszą”. 

W czasach wszechobecnego kultu piękna nasz wygląd jest coraz częściej traktowany jako wyznacznik naszego statusu społecznego, wykonywanego zawodu, może odzwierciedlać nasze przekonania, wyrażać naszą osobowość. Odpowiedni strój może podkreślić nasze atuty i ukryć drobne mankamenty, może sprawić, że będziemy postrzegani jako profesjonaliści, czym zaskarbimy sobie już na wstępie szacunek drugiej strony, w końcu może nas nawet ośmieszyć. Zapewne wielu z nas pamięta najsłynniejszą stylizację Aleksandry Miller zaprezentowaną w lipcu 2002 roku, kiedy to jako żona ówczesnego premiera powitała japońską parę cesarską w kreacji z nadrukami składającymi się z różowych napisów „sexy”, „cute”, „romance”, „love”, „pink” i „pretty”. Niewątpliwie wyglądała bardzo ładnie, co nie zmienia faktu, że sukienka zapisała się na kartach historii polskiej dyplomacji w rozdziale „dyplomatyczna wtopa wszech czasów”.

Wygląd ma znaczenie. Wpływ naszego wyglądu dostrzegają także pracodawcy, ponieważ coraz częściej firmy wprowadzają w swoich biurach dress code, czyli zasady ubioru, makijażu i uczesania swoich podwładnych. 

W biznesie odpowiedni strój ma szczególne znaczenie; wpływa na nasz profesjonalny wizerunek, ale również na wizerunek firmy, w której pracujemy. Nie budzi wątpliwości, że kobieta ubrana elegancko i skromnie zarazem z pewnością wzbudzi większe zaufanie na spotkaniu biznesowym, niż ta ubrana w jeansy i niezobowiązujący szary T-shirt, eksponująca długie  neonowe paznokcie – najmodniejsze przecież tego lata. Podobnie spotkanie biznesowe z mężczyzną ubranym w garnitur dopasowany do jego postury, jedwabny stonowany krawat i odpowiednio dobrane dodatki wzbudzi większe zaufanie kontrahenta niż spotkanie z mężczyzną w bluzie z kapturem. No chyba, że spotykamy się z Markiem Zuckerbergiem.

Czy w związku z tym pracodawca ma prawo ograniczać wolność swoich pracowników, narzucać przyjęte przez niego zasady dotyczące ubioru i ingerować w wygląd pracowników? Czy można pogodzić oczekiwania szefa z naszym poczuciem wolności i piękna, wyrażonym strojem i makijażem? 

Odpowiedź na to pytanie nie nastręcza trudności, kiedy obowiązek noszenia określonego stroju jest konsekwencją przepisów dotyczących obowiązków zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Pracownik zobowiązany do stosowania odzieży i obuwia roboczego nie może zostać dopuszczony do pracy bez zastosowania tych środków ochrony, jeżeli są one wymagane na danym stanowisku pracy. Pracodawca w takich sytuacjach ma prawo, a wręcz obowiązek ingerencji w wygląd pracowników z uwagi na konieczność ochrony ich zdrowia i życia. 

Obowiązek noszenia określonego stroju może być też determinowany wykonywaniem określnego zawodu. Przykładowo sędziowie, prokuratorzy, radcowie prawni są zobowiązani do noszenia togi podczas rozpraw, co wynika bezpośrednio z przepisów ustawy. Niewątpliwie strojem służbowym związanym z wykonywaniem określonego zawodu jest mundur, który noszą policjanci, żołnierze, strażnicy miejscy, ale też np. leśnicy, górnicy. 

Ale co w pozostałych sytuacjach, kiedy obowiązek noszenia określonego stroju nie wynika ani z przepisów, ani z  faktu wykonywania określonego zawodu? Stosunek pracy to więź między pracownikiem a pracodawcą, która wyróżnia się pewnymi cechami, a jedną z najważniejszych jest podporządkowanie, a więc wykonywanie poleceń pracodawcy. Szef określa czas, miejsce i sposób wykonania pracy, wskazuje nam, jak chce, żeby dane zadanie było wykonane, a pracownik jest zobowiązany do zastosowania się do jego wytycznych w tym zakresie.  Ale czy to oznacza, że pracodawca ma prawo decydować również o tym, jak pracownicy wyglądają, jakie noszą ubrania, czy też na jaki kolor malują paznokcie? 

Na to pytanie, mimo iż kodeks pracy nie reguluje dress code’u wprost, należy odpowiedzieć twierdząco. 

Odpowiedni strój może być ważny dla pracodawcy z punktu widzenia jego interesów, stosowny strój może być istotny dla firmy z uwagi na kontakt z klientami oraz budowanie z nimi relacji biznesowych. Zwiewna sukienka na ramiączkach to idealny pomysł na spacer brzegiem morza z ukochanym, ale ta sama sukienka założona na spotkanie biznesowe, na którym negocjujemy kilkumilionowy kontrakt, może być odebrana jako lekceważenie i brak szacunku dla kontrahenta. 

Wygląd pracowników może przyczynić się do budowania prestiżu i podnosić wiarygodność pracodawcy w oczach kontrahentów, może mieć na celu zapewnienie jednolitych standardów. Dla przykładu – sportowcy wyczynowi będą zobowiązani do utrzymania określonej wagi po to, aby móc osiągać jak najlepsze wyniki; spawacze – do noszenia specjalnych masek ochronnych, aby uniknąć oparzeń lub uszkodzenia wzroku. 

Można jednoznacznie wskazać, iż przestrzeganie przyjętego w zakładzie pracy dress code’u będzie uznawane za realizację obowiązku dbałości o dobro zakładu pracy, wyrażonego w art. 100§2 pkt. 4 Kodeksu pracy. Obowiązek ten obejmuje zarówno dbałość o sferę majątkową zakładu pracy, czyli dbałość o jego mienie, ale także nakłada obowiązek troski o jego wartości niematerialne, takie jak dobre imię, budowanie renomy firmy i zaufania do pracodawcy jako rzetelnego partnera biznesowego. 

Wygląd pracowników w miejscu pracy nie jest kwestią dowolną i pracodawca ma prawo narzucać im wytyczne dotyczące sposobu ubierania się. Czasem  osoby popełniające niestosowności w ubiorze są zupełnie nieświadome, jak ich wygląd wpływa na otoczenie. Są też tacy, którzy celowo szokują swoim wyglądem i lekceważą przyjęte zasady, aby wyróżniać się na tle innych, szkodząc tym samym swoim przełożonym. 

Nie powinniśmy się obrażać na to, że ktoś oczekuje od nas określonego wyglądu i wprowadza pewne standardy w tym zakresie, ponieważ sposób ubierania się może powiedzieć o drugiej osobie dużo więcej, niż się nam może wydawać. Bo choć nie szata zdobi człowieka, to jednak wiele może zdradzić. 

Brak stosowania się do ustalonych w firmie reguł dotyczących ubioru może spotkać się nie tylko z niezadowoleniem szefa, ale doprowadzić do ukarania karą porządkową upomnienia lub nagany, a nawet do zwolnienia z pracy. Nikt bowiem nie chce trzymać w swoich szeregach osoby, która nie przyjmuje konstruktywnej krytyki, nie stosuje się do zasad obowiązujących w danym miejscu i lekceważy wytyczne pracodawcy.