fbpx

O nowoczesnym zarządzaniu instytucją kultury, inspiracjach płynących z biznesu i planach na przyszłość z dr Przemysławem Kieliszewskim, dyrektorem Teatru Muzycznego w Poznaniu, rozmawia dr Agata Wittchen-Barełkowska z NU Foundation. 

Teatrami w Polsce często zarządzają artyści. Ty jesteś z wykształcenia prawnikiem, doktorem nauk humanistycznych. Masz doświadczenie przedsiębiorcy, menedżera i badacza kultury. Czy to pomaga prowadzić instytucję?

Przemysław Kieliszewski: Moja dyrekcja nie jest dyrekcją „zza biurka”. Zależało mi, żeby pokazać artystom, że nie jestem tylko prawnikiem, który się wymądrza, nieczułym menedżerem, zamieniającym teatr w korporację. Ponieważ mam wykształcenie muzyczne – wybierając studia brałem nawet pod uwagę wydział wokalno-aktorski – odważyłem się wejść na scenę, pracować i zaśpiewać z zespołem. Chciałem pokazać, że mam kompetencje, by oceniać umiejętności artystyczne osób pracujących na markę teatru.

W zarządzaniu teatrem przydają mi się różne doświadczenia, w tym studia prawnicze. Przez dziesięć lat wspierałem kariery artystów czy zespołów zajmujących się muzyką klasyczną. Byłem menedżerem, działającym na wolnym rynku, co pokazało mi, jak działać w obszarze konkurencji. Prowadzenie własnej działalności i organizacja festiwalu muzycznego nauczyły mnie zarządzać instytucją jak firmą. 

Wydaje mi się, że choć nie ma jednego modelu zarządzania, to zarządzanie instytucją kultury przez kogoś, kto nie jest artystą, ma szansę być bardziej obiektywne. 

Co to znaczy, że zarządzasz teatrem jak firmą? 

Po pierwsze oznacza to dla mnie pełne zaangażowanie – działam tak, jakbym prowadził firmę, którą sam stworzyłem. W sektorze publicznym czy instytucjach kultury, które wcześniej miałem okazję badać, misja czasami usprawiedliwia pewną nieracjonalność działania. Pod jej płaszczykiem ukrywa się bezradność, niekompetencje, niechęć do uczenia się nowych rzeczy. Nigdy nie mogłem się z tym zgodzić.

Po drugie – bardzo zależało mi na zmianie perspektywy. Skoro jako teatr działamy w obszarze usług, to widz, czy brzydko mówiąc klient, powinien być dla nas najważniejszy. Trochę się to kłóci z tradycją teatralną, w której aktor podniesiony jest do rangi boga i wszystko kręci się wokół artystów. Oczywiście: bez aktorów nie ma teatru, ale jednak bez publiczności nie ma artystów. Dla mnie było ważne, żeby artyści zrozumieli, że nie wszystkie ich pomysły muszą być realizowane, nie każda idea musi być przeniesiona na scenę, że przede wszystkim musimy pomyśleć, kim są nasi widzowie, jacy są, co jest dla nich ważne. Nie znaczy to, że chcemy tylko zaspokajać gusta publiczności. Nasz repertuar pokazuje, że robimy bardzo różne spektakle, dbając o rozwój widzów. 

Spektakle Teatru Muzycznego cieszą się w Poznaniu ogromną popularnością. Czy teatr służy do zarabiania pieniędzy?

Instytucja kultury nie jest powołana w tym celu. W sektorze prywatnym etyczne jest zarabianie pieniędzy, w trzecim sektorze realizujemy nasze cele społeczne, promujemy idee albo komuś pomagamy. W sektorze publicznym natomiast mamy misję do spełnienia – różną w zależności od instytucji. 

To, że teatr musicalowy, teatr rozrywki – nie bójmy się tego słowa – w Polsce działa akurat w sferze publicznych instytucji kultury, jest wypadkową historii i szczęścia. Podobne teatry w Niemczech czy Wielkiej Brytanii działają najczęściej w sektorze prywatnym. W tym sensie jesteśmy najbardziej wysunięci w kierunku rynku i biznesu – pokazują to nasze przychody z biletów.

Jako instytucja kultury moglibyśmy poprzestać na realizacji naszej misji dzięki dotacjom. My jednak staramy się kalkulować produkcję teatralną tak, żeby przychód z pojedynczego spektaklu był większy niż bieżące koszty jego obsługi. Nie wszystkim instytucjom się to udaje.

Wasze podejście doceniają firmy, które zostały partnerami Teatru Muzycznego w Poznaniu, między innymi Aquanet, PKO BP, PZU. Jak inicjujecie współpracę z biznesem?

Zaszczepiam wśród moich współpracowników filozofię, którą nazywamy „dopieszczaniem” naszych partnerów. W wielkim skrócie: ja nie mówię naszym partnerom, co mają lubić, tylko pytam ich, co oni rzeczywiście lubią. Gdy przygotowuję się na spotkanie z partnerem, to sprawdzam, jaka jest jego strategia, do jakich klientów się zwraca, jakie ma cele biznesowe – pytam też o to podczas rozmowy. Nie mamy standardowej oferty, którą wysyłamy wszędzie, tylko staramy się zbudować relację i zobaczyć, gdzie nasze interesy mogą się połączyć. Jeśli drogi się spotykają, mamy szansę na długoterminową współpracę. 

Udało się również zaprosić do nas nową, poznańską klasę średnią, która wcześniej omijała Teatr Muzyczny. Widzimy zmianę publiczności: przedstawiciele biznesu, którzy stali się bywalcami naszych premier, przyciągają kolejne osoby. Wydaje mi się, że stworzyliśmy taki trend.

Jak budujecie relacje z partnerami? Na co zwracacie szczególną uwagę?

Nad zbudowaniem relacji z partnerami pracowaliśmy długo – rozmowy często trwały kilka lat. Dla przykładu mogę powiedzieć, że PKO BP po raz pierwszy udało nam się zaprosić do współpracy w 2016 roku i od tego czasu dyrektor regionalny był naszym sprzymierzeńcem i wspólnie zabiegaliśmy o partnerstwo w centrali PKO BP. 

Mamy szereg dobrych relacji. W oczach potencjalnych partnerów bardzo uwiarygadnia nas współpraca z firmą Aquanet, która już trzeci rok jest sponsorem naszego teatru. Po raz kolejny sponsorem premiery będzie we wrześniu PZU. Lokalny dealer Mercedesa Duda-Cars również wspiera nas nie po raz pierwszy, podobnie jak Novotel czy poznański deweloper UWI Inwestycje S.A.

Dzisiaj we współpracy z biznesem nie mówimy już o klasycznym sponsoringu. Każda złotówka wydawana w tym obszarze oglądana jest wiele razy – myślimy o innych budżetach marketingowych niż te sprzed lat, gdy duże firmy wchodziły do Polski. To powoduje, że musimy się starać dużo bardziej. Świadczenia, które oferujemy, daleko odbiegają od przyklejenia logotypu partnera, gdzie się da. Nasi partnerzy mogą swoich klientów zaprosić na spektakle, które od dawna są wykupione, spotkać się w teatrze przy kieliszku wina, spędzić czas z artystami. Okazuje się, że dzisiaj, kiedy ludzie mają zaspokojone wszelkie potrzeby, szukają takich niedostępnych gdzie indziej doświadczeń.

Czy za budowanie relacji z przedstawicielami biznesu odpowiadasz osobiście?

Uważam, że jest to nieodzowne. Trudno, żeby z dyrektorem czy prezesem dużego przedsiębiorstwa rozmawiał kierownik działu. Moje zaangażowanie odgrywa ważną rolę i jest w stanie dużo zdziałać. Wydaje mi się, że zostałem wychowany na empatycznego człowieka. Może nie zawsze mi się to udaje, ale się staram. Potem, mając małą firmę, musiałem zawsze bardzo dbać o każdy szczegół, pilnować, żeby wszystko działało. Teraz, zarządzając instytucją, deleguję zadania, staram się nie wtrącać moim współpracownikom. Ale są takie obszary, szczególnie te związane z relacjami, których nie potrafię odpuścić. Zawsze mam repertuary teatru przy sobie i sam rozdaję je na wszystkich spotkaniach. 

We współpracy z partnerami możesz liczyć na wsparcie artystów? 

Organizujemy dla jednego z naszych partnerów specjalne wyjścia do teatru dla jego klientów, których elementem są spotkania z artystami po spektaklu. Przyznam, że bałem się, czy to zadziała. Okazuje się jednak, że te spotkania mają dużą wartość dla obu stron. Partnerzy dziękują nam, bo ich klienci są zadowoleni, czują się wyjątkowo. Dla aktorów możliwość spotkania z widzami jest bardzo ważna. Dostają mnóstwo dobrych zwrotnych informacji, a przecież każdy chce usłyszeć, że spektakl się podobał, był dla widzów ważnym przeżyciem. Udało nam się przekonać artystów, że takie działania są w naszym wspólnym interesie i że oni są twarzą teatru.

Jesteście w przełomowym momencie rozwoju, związanym z budową nowej siedziby Teatru Muzycznego. Czy ma to wpływ na współpracę z biznesem?

W ciągu ostatnich sześciu lat Teatr Muzyczny przeszedł ogromną zmianę – repertuarową, wizerunkową, ale też zmianę zespołu, który w siedemdziesięciu procentach jest nowym zespołem. Przychodzi moment, że chciałoby się „konsumować” efekt wprowadzonych zmian, ale my mamy nowe wyzwanie. Myślę, że to jest bardzo inspirujące dla zespołu, do którego dołączają ludzie z całej Polski, widzący swoją przyszłość i możliwość rozwoju w Poznaniu. Mówimy otwarcie, że będziemy najlepszym teatrem muzycznym w Polsce. Nic nie będzie stało nam na przeszkodzie.

Dynamika prorozwojowa, związana z nową siedzibą teatru, powoduje, że interesariuszy przybywa. Budowa teatru na pewno będzie potrzebować nowych partnerów. Zamiast 400 miejsc na widowni będzie 1200, więc nasza „siła rażenia” będzie wzrastać.

Jakie inspiracje czerpiesz ze współpracy z biznesem?

Bardzo inspirujące dla zespołu było szkolenie z Pawłem Motylem, długoletnim szefem Harvard Business Review Polska, na które zaprosiła nas firma Nagel Polska. Opowiadał nam on, jak zmienia się świat i jak powinniśmy się do tego dziś ustosunkować. Nową siedzibę teatru otworzymy za pięć lat, ale będzie ona służyć ludziom za dziesięć, piętnaście i więcej lat. Ważne, żeby nie wiązać się z pewnymi nawykami, które już dzisiaj są schyłkowe. Trzeba myśleć o tym, na jakie wyzwania ta instytucja będzie odpowiadać w przyszłości. 

Korzystam z wielu spotkań z przedsiębiorcami, uczę się ich filozofii, myślenia o biznesie. Ostatnio moją wielką inspiracją są start-upy i firmy z obszaru wysokich technologii. Za cztery lata będziemy chcieli sprzedawać trzy lub cztery razy więcej biletów niż dzisiaj. To oznacza, że albo będę musiał zwiększyć zatrudnienie, albo tymi samymi siłami, przy użyciu nowych technologii, być może nawet sztucznej inteligencji, będziemy w stanie obsłużyć ten proces, w dodatku chwaląc się, że jesteśmy w zakresie nowych technologii najbardziej zaawansowanym teatrem w kraju. Takie sojusze staramy się nawiązywać, bo sektor prywatny jest najbardziej kreatywnym sektorem, szukającym nowych rozwiązań dla swoich korzyści. 

Co jest najważniejsze dla łączenia środowisk kultury i biznesu? 

Mam dużą swobodę w relacjach z biznesem, bo czuję ogromną dumę z zespołu – potrafię z entuzjazmem opowiadać o tym, co tworzymy. Nie muszę niczego udawać, tylko mogę powiedzieć: „przyjdźcie, zobaczcie, jak świetne spektakle robimy i bądźcie z nami”. Dobrze się rozmawia z przedsiębiorcą, który jest zachwycony tym, czego doświadczył podczas spektaklu.

Mam poczucie, że udało nam się zbudować instytucję, która stara się nie mieć słabych punktów. Nie mamy kompleksów. Ciężko zapracowaliśmy na sukces poszczególnych premier i na to, w jakim miejscu dziś jesteśmy. Mamy przed sobą perspektywę niesamowitego rozwoju. Wydaje mi się, że w relacjach najważniejsza jest wiarygodność – artystyczna i wizerunkowa. Nie można długofalowo udawać kogoś, kim się nie jest, obiecywać partnerom czegoś, czego im się ostatecznie nie zapewni. 

Obejmując dyrekcję w Teatrze Muzycznym odkryłem, że musical jest niezwykle komunikatywny, potrafi w niesamowity sposób opowiadać o problemach współczesnego człowieka. I to też daje wiarygodność – 

wiarygodne są emocje, które się przenoszą ze sceny na widza.