fbpx

Każda, nawet najmniejsza myśl kreuje działanie. Pobudza wyobraźnię, otwiera umysł, mobilizuje do codziennej pracy. Tak właśnie funkcjonuje Mayart – Studio Myśli Twojego Wnętrza, które każdej myśli nadaje odpowiedni wizerunek. Gdzie prosty detal i drobiazg może wywołać lawinę skojarzeń. Z Mają Chrostowską, właścicielką Mayart, rozmawiamy o rewolucyjnym podejściu do aranżacji wnętrz, umiejętnym wsłuchaniu się w potrzeby i oczekiwania klientów, o miejscu z duszą w dzielnicy pełnej sprzeczności i twórczych inspiracji.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Filip Olczak

Mayart – Studio Myśli Twojego Wnętrza. Czy jest to rozbudowane clue, które przyświeca Pani działalności?

MAJA CHROSTOWSKA: Tak, to moje studio i moje myśli o wnętrzu. Dwadzieścia pięć lat temu wpisałam to motto w nazwę mojej firmy, by zaznaczyć, że naprawdę przez cały czas myślimy, analizujemy i udoskonalamy projekt zgodnie z oczekiwaniami i gustami klientów. Jest w nas dążenie do ideału. Staramy się odgadnąć, jak wygląda wyobrażenie o wnętrzu u naszego klienta. Dlatego też myśli łączymy z wyobrażeniami i z odpowiednimi koncepcjami. Rozmawiamy z klientem, poznajemy się nawzajem. I tak rodzi się obopólne zaufanie, które nas mobilizuje do działania. Tworzymy zadane wnętrze wspólnie z klientem ponieważ chcemy, by był też współtwórcą i ekscytował się na równi z nami. Nadajemy ton, podnosimy batutę i muzyka zaczyna sama płynąć… Muzyka odpowiednia dla każdego zaaranżowanego wnętrza.

Oferta Mayart jest bardzo bogata, obejmująca pełen zakres usług projektowych od prac koncepcyjnych przez rysunki wykonawcze, ich realizację, po nadzór artystyczny. Co dla Pani stanowi kwintesencję Mayart?

Dla mnie to trud „uszycia wnętrza na miarę” na  indywidualne zamówienie mojego klienta. Tak, by klient czuł się w nim  szczęśliwy, by w nim odpoczywał, by z radością wracał do niego po ciężkim dniu lub z przyjemnością oddawał się w nim pracy. To trud i sukces trafienia w „dziesiątkę”.

W kwestii samego wyposażenia proponujecie klientowi: ekskluzywne drzwi wewnętrzne, podłogi, oświetlenie, designerskie grzejniki czy stylowe meble. Przepiękne zapachy, świece i idealne drobiazgi na prezent. Ponadto doradzacie przy wyborze efektów dekoracyjnych na ścianę, a nawet mieszacie farby?

 

Tak. Wyselekcjonowaliśmy z różnorodnej oferty na rynku nie tylko te propozycje, które niosą ze sobą zarówno ponadczasowy design i doskonałą jakość, ale również te które budzą zachwyt wśród odbiorców, nie zubożając ich portfela. Nasze perełki produktowe pochodzą nie tylko z fabryk włoskich, hiszpańskich czy niemieckich, ale też z rodzimej produkcji. Co bardzo nas cieszy, bo polskie wyroby dorównują standardem i jakością wykonania zagranicznym markom. Staramy się zawsze, aby cena towarzyszyła jakości. Jesteśmy od kilkunastu lat przedstawicielem różnych fabryk, a nasza oferta ewoluuje i zmienia się wraz z pojawiającymi się trendami wnętrzarskimi. Wsłuchujemy się w pytania, które zadają nam projektanci, wykonawcy i szukamy najlepszych rozwiązań. 

Co skłoniło Panią do stworzenia firmy z tak szerokim spektrum oferty? Czy przyświecała temu chęć ukierunkowania myśli klienta na odpowiedni tor?

 

To sami klienci właściwie stworzyli to miejsce. To oni skłonili mnie do tego, żeby prócz projektowania zająć się również sprzedażą. Wówczas bierze się za projekt odpowiedzialność, a przede wszystkim za to, że nasze wyobrażenie w głowie ma realny odpowiednik w rzeczywistości. Myśl przekłada się w koncept, a koncept w realizację. Pomimo wszechpanującej doby Internetu, każdy klient chce wszystko zobaczyć na żywo. Chce pogłaskać tapetę, sprawdzić jak świeci lampa, usiąść na naszych bezstresowych fotelach, sprawdzić czy wygodne. Chce przekonać się na własne oczy, czy wybrana płytka na pewno dobrze koresponduje z wybranym kolorem na ścianie. I tak stworzyło się miejsce z miłą obsługą, dobrą kawą i muzyką w tle. A wszystko wykreowane od początku z myśli… Staram się pozyskiwać  katalogi, na bieżąco wszystkie próbniki i materiały, które dla klienta i dla innych odwiedzających nas projektantów stanowią podstawowe narzędzie pracy. Podstawowe, ale nie wirtualne. I powoli brakuje nam miejsca. (śmiech)

Czy zauważa Pani zmianę w tendencjach dotyczących wystroju wnętrz prywatnych i publicznych? Jaki najczęściej klienci wybierają styl? Minimalistyczny, skandynawski, chłodny czy wręcz przeciwnie – wzbogacony bibelotami i pamiątkami z podróży?

Obecnie panuje trend na tzw. surowe, betonowe wnętrze w stylu tzw „loftowym”. Zdarzają się nierzadko jednak przypadki, że klienci proszą o pomoc, o poradę, bo ich wnętrze wydaje im się , za żadne, za puste i za bardzo minimalistyczne. Nie wiedzą co im przeszkadza, po prostu źle się w nim czują. Szukają, pytają, a my im pomagamy. Często klienci chcą stworzyć wnętrze na wzór i podobieństwo innego, które odwiedzili, które widzieli gdzieś na zdjęciu. Popełniają wówczas podstawowy błąd, nie próbując sobie samemu odpowiedzieć na pytanie, w czym ja się czuję dobrze, jak ja naprawdę odpoczywam, jaki jest mój rytm dnia, czego oczekuję od mojego domu czy miejsca pracy? Ja te pytania im zadaję, a odpowiedź często zaskakuje mnie pozytywnie. Gdy otwierają się przede mną, otwierają swój umysł, podążają za swoim indywidualnym wyobrażeniem zgodnym z ich usposobieniem i gustem, a nie wszechpanującą modą – wówczas o wiele łatwiej udaje się „uszyć na miarę” ten przysłowiowy „garnitur”. Co najważniejsze dla mnie, to zadowolenie moich klientów, ich rekomendacja… bo klienci wracają. Dziś to już drugie pokolenie zasięga porady, co wyjątkowo mnie cieszy. Wiem, że czują się u nas bezpiecznie, czują się zaopiekowani. Pozwalają nam popuścić wodze fantazji przy realizacji projektów. Wielu z nich zostaje naszymi firmowymi przyjaciółmi. Wpadają tak przy okazji, będąc przejazdem, po jakiś bibelot czy zapach do domu, świeczkę czy drobny upominek na imieniny, by mieć pretekst do odwiedzin.

 

O jakim wnętrzu możemy według Pani powiedzieć, że jest designerskie i nowoczesne? I czy „piękno tkwi w szczególe”?

Cała sztuka projektowania zasadza się na harmonii i dbałości o detal. Już Michał Anioł powiedział: „nie należy lekceważyć drobnostek, bo od nich zależy doskonałość, która nie jest drobnostką”. Dla jednych nowoczesne to takie, które jest po prostu zmianą, dla innych takie jak z pierwszych stron wnętrzarskich magazynów. Dla mnie natomiast takie, które korzysta z nowoczesnych technologii, wykorzystuje i opiera się na ponadczasowej bazie produktowej i takie, które codziennie zachwyca detalem.

Gdy dokonywała Pani wyboru miejsca dla swojego salonu, dlaczego właśnie Jeżyce przykuły Pani uwagę? Czy to dobre miejsce do prowadzenia firmy?

Naprawdę tak. Mówi się, że Jeżyce to nie dzielnica – to styl życia. To paradoksalnie najlepsza dzielnica, najlepsza lokalizacja dla mojego salonu. Spacerując po jeżyckich ulicach, można spotkać wszystko i wszystkich. Wegańskie falafele z humusem i burgery serwowane z blaszaka, ludzi wyprowadzających króliki na spacer i kiboli Lecha Poznań z dziada pradziada. Intrygujące bohomazy na tematy społeczno-polityczne albo prozę Herberta na budynkach. Ktoś może powiedzieć, że Jeżyce to dzielnica sprzeczności. Ja myślę, że to miejsce dla ludzi z otwartą głową, którzy mają pomysł, chcą coś zmienić. To miejsce dla ludzi, którzy patrzą dalej, w przyszłość. To właśnie styl życia tej dzielnicy  – i mój styl życia. Oprócz materiałów, przedmiotów wyposażenia wnętrz, profesjonalnych usług oferujemy coś jeszcze… Sprzedajemy po prostu zrealizowane marzenia – i to jest wspaniałe. (śmiech) My jesteśmy kreatorami. Inspirujemy, inicjujemy, nadajemy przestrzeni ład, wprowadzamy harmonię i pokazujemy, że nawet niewielkim kosztem dom może być funkcjonalny, ciepły i jedyny taki na świecie.

Czy czuje się Pani spełniona zawodowo?

Tak, wciąż kocham to, co robię. Wiem, że brzmi to banalnie, ale wciąż – po dwudziestu pięciu latach – mogę to głośno powiedzieć. Wiem jednak, że sama nie dałabym rady. Jest ze mną moja zaufana załoga, moja przyjaciółka, z którą dzielę trudy i znoje, radości i dumę z projektów. Są od lat ze mną firmy, a na ich czele wciąż ci sami ludzie, którzy  z uporem tworzą swoje imperia i dzieła, które – my z kolei z przyjemnością – promujemy i sprzedajemy. Kiedyś uwierzyli we mnie i nadal wspierają mnie swoim doświadczeniem, wciąż chcą współtworzyć ze mną nowe projekty. Nie odpuszczają, „niemożliwe jest możliwe”. To motywuje i sprawia, że tworzenie jest sensem życia. Oddałam się temu całkowicie. Staram się, by każdy projekt był indywidualny, wszystko jedno, czy prywatny, czy komercyjny. Może tylko te ostatnie stresują bardziej, bo poddane są wybrednej opinii konsumenta i przez to są wyjątkowym sprawdzianem. Bez mojej załogi, powtórzę – która zarażona bakcylem stara się wciąż sprostać oczekiwaniom naszych klientów – o to spełnienie byłoby trudno.

Proszę uchylić rąbka tajemnicy: jakie prace aktualnie są w trakcie realizacji, a jakie projekty w planach?

Kolejny dom, kolejna restauracja, kolejny hotel. Nie wiem, kto jutro zapuka do naszych drzwi…