fbpx

Tekst i zdjęcia: Sławek Drapiński, drapinski.com

Azja staje się coraz bardziej przystępna dla wakacyjnych podróżników. Promocyjne ceny biletów lotniczych, wyśmienity klimat i smakowita kuchnia przyciągają. Nas tym razem skusił Wietnam. Zyskująca na popularności, a jednak wciąż jeszcze dziewicza destynacja. Jedenaście tysięcy kilometrów od domu, trzy tysiące kilometrów podróży, dziesięć różnych środków lokomocji od samolotów, statków, busów po kolejkę górską, osiem wietnamskich kierunków w zaledwie szesnaście dni. 

Trochę baliśmy się Hanoi. Azjatycki bałagan wielkich miast potrafi być przytłaczający. Ale Hanoi da się lubić. Kompaktowy Old Quarter można zwiedzić, spacerując pośród zatłoczonych uliczek, wokół malowniczego jeziorka czy wzdłuż niezawodnego Night Market, gdzie uliczni handlarze prześcigają się w ofertach dla turystów. Najfajniej jest w weekendy, kiedy główne ulice zostają wyłączone z ruchu, milknie gwar wszędobylskich skuterów i opadają wreszcie opary spalin. W dzień warto odwiedzić mauzoleum wodza Ho Chi Minh, wjechać na przeszklony widokowy taras na 65. piętrze Lotte Tower. Najdziwniejszą atrakcją Hanoi jest chyba Train Street.  Wąziutka ulica – a właściwie obudowany domkami pojedynczy tor kolejowy – jest gęsto zamieszkała. Na skraju toru bawią się dzieci, „restauracje” przygotowują posiłki, kobiety robią pranie, a mężczyźni naprawiają swoje skutery. Życie zamiera tam tylko na krótkie chwile, rano i wieczór na głośny okrzyk „train to Sa Pa”. 

Nocnym do Sa Pa, czyli podróż pociągiem dokładnie do Lao Cai, oddalonej od Hanoi o 290 km, graniczącej z Chinami górskiej miejscowości, zajmuje ponad siedem godzin jazdy. Sporo, ale to atrakcja sama w sobie. Jeden pociąg, ciągnący dziesiątki wagonów różnej klasy, różnych firm wyrusza ze stolicy około godziny 22:00, by rano dotrzeć do bazy wypadowej. Pozwala zaoszczędzić dzień w podróży, w zamian oferując wygody proporcjonalne do budżetu. Od luksusowych sypialnych pokoi aż po ekonomiczne kuszetki przypominające te z poprzedniej epoki. W góry dojeżdża się jednak o samym świcie i można prosto ze stacji ruszyć na spotkanie z rdzennymi plemionami i najwyższymi szczytami Indochin.

Okolice Sa Pa to jeden z symboli Wietnamu. Znane z pocztówek, wielokrotnie powielane w Internecie widoki zielonych tarasów ryżowych przyciągają co roku tysiące turystów. Ale uwaga, pora roku ma tu ogromne znaczenie. Na końcu kwietnia ryż dopiero kiełkował z wody i zamiast wszechobecnej zieleni napotkaliśmy na wszechobecne błoto. Skupiliśmy się więc na lokalnych mieszkańcach, majestatycznym szczycie Fansipan zwanym Dachem Indochin i doznaniach kulinarnych. Spotkanie z plemionami niezmiennie łączy się w Sa Pa za słowem trekking. Na szczęście można go dostosować do możliwości uczestników. Są zarówno kilkudziesięciokilometrowe wyprawy, jak i wycieczki o charakterze dłuższych spacerów. Warto. Odwiedziny u różnokolorowych Hmongów zatrzymują uczestnika w pędzie życia. Wiele z plemion nigdy nie opuszcza wiosek, nie mówi w żadnym innym niż lokalnym języku, nie doświadcza kontaktu nowych technologii, nie zna świata. A jednak wydają się żyć szczęśliwie. W lokalnych społecznościach jak dawniej zajmują się produkcją i barwieniem odzieży, uprawą ryżu i hodowlą bydła. Przy dobrej pogodzie należy wspiąć się na Fanspian,  najwyższy szczyt Wietnamu i Dach Indochin. Wysokość robi wrażenie (3143 m n.p.m.), ale sama góra jest łatwo dostępna, jeśli chce się wydać kilkaset złotych na wygodną kolejkę linową wjeżdżającą niemal pod sam szczyt. Ale można również wysiąść na stacji bazowej pod szczytem i resztę wspinaczki przejść, pokonując kilkaset kamiennych stopni – i to warto! 

Miłośników morza zachwyci Ha Long Bay. Zatokę, na której rozsianych jest ponad tysiąc dziewięćset skalistych wysepek, najlepiej podziwiać z pokładu statku. Można skorzystać z jednodniowych wycieczek, jak i kilkudniowych rejsów łodziami o standardzie również dopasowanym do każdej kieszeni. Podczas rejsów warto zobaczyć wydrążone w wapiennych skałach jaskinie, odwiedzić hodowlę pereł czy po prostu podziwiać lazur wody.

Wyjątkową atrakcją jest miasto lampionów Hoi An, wpisane do rejestru zabytków UNESCO. Miasteczko co wieczór kompletnie zmieniające oblicze i rozbłyskające tysiącami kolorowych świateł. Wiekowe świątynie i mosty, tradycyjne domy czy po prostu kolorowe ściany dostarczają turystom niesamowitych planów do zdjęć, a niezliczone restauracje kuszą lokalnymi przysmakami. To miasto dosłownie daje się doświadczać wszystkimi zmysłami.

Południowy Wietnam mocno kojarzy się z amerykańską inwazją z lat 60. XX wieku, a hasło „Sajgon” znane jest chyba wszystkim.  Zainteresowani tematem powinni odwiedzić region Ho Chi Minh, gdzie najłatwiej doświadczać historii. Skąd wyruszają wycieczki do wietnamskiej dżungli, skrywającej tunele, które przyczyniły się do wygrania przez lokalne formacje wojny, czy do delty Mekongu. Rozlewiska tej największej rzeki regionu skrywają setki wiosek słynących z rzemiosła i rolnictwa. Warto poświęcić dzień czy dwa na poznanie lokalnych zwyczajów i posmakować niespotykanych nigdzie indziej dań. Samo miasto Ho Chi Minh uznawane jest za stolicę street foodu. Na każdym placu, skrzyżowaniu i wręcz na każdym kroku czyhają kulinarne pokusy. Niesamowite dania, przygotowywane wprost na ulicy przeplatają się z ofertą handlarzy oferujących wątpliwej jakości pamiątki. Ale całe miasto składa się z takich przeciwstawności. Historia lubi spierać się z nowoczesnością. Stare domy odbijają się więc w szybach luksusowych drapaczy chmur, urocze zakątki konkurują z widokowymi tarasami na szczytach wieżowców. To pozwala każdemu doświadczyć miasta tak jak lubi. 

Wietnam pozwala odpocząć. Bardziej mentalnie niż fizycznie, bo kraj nie jest mały, a atrakcje rozrzucone są od górzystej północy po upalne południe. Trzeba sporo wysiłku, aby się przemieszczać. Lokalne loty zapewniają oszczędność czasu, ale podróż rejsowym autobusem również ma swój urok. To kraj otwarty, łatwy do ogarnięcia podczas indywidualnej podróży i dający spore możliwości zwiedzania w swoim własnym tempie. Wystarczy kliknąć wybrany lot, elektronicznie zamówić darmową wizę i wyskoczyć o każdej porze roku do zupełnie innej rzeczywistości. Wietnam czeka…