fbpx

Tekst: Karolina Tylkowska

Zdjęcia z podróży: Przemek Oleszczyk

Zdjęcia biżuterii: Krzysztof Dąbrowski

Ręczna praca ma uzależniającą energię, trzeba się w niej zatopić.
Fragment po fragmencie dopieszczam formę, wpadam w zauroczenie
i już nie mogę doczekać się kolejnego projektu –
Anna Orska

Już samo słowo „Meksyk” przywołuje szereg skojarzeń. Mogą dotyczyć słońca, plaż, pustyni, meksykańskiego chaosu czy Azteków. Możliwości jest mnóstwo, jednak z pewnością kraj o tylu barwach nie pozostawia nikogo obojętnym. Gorąca, pełna życia kultura ukształtowała nie mniej energiczną sztukę. To właśnie one uwiodły Anię Orską i kazały ruszyć w poszukiwaniu inspiracji do stworzenia nowej kolekcji biżuterii.

 

Nie pierwszy raz artystka udała się w odległy zakątek świata, aby odnaleźć cząstkę egzotycznej kultury i zinterpretować ją według własnej koncepcji. W poszukiwaniu inspiracji oraz nowych technik Ania Orska systematycznie wybiera destynacje słynące z wysokiej jakości rękodzieła o oryginalnej estetyce. W niewielkich miejscowościach o wielopokoleniowych, rzemieślniczych tradycjach poszukuje mistrzów w swych dziedzinach, gotowych dzielić się wiedzą i umiejętnościami. Dotychczas pozwoliło to projektantce czerpać z kunsztu nepalskich jubilerów, indonezyjskich rzeźbiarzy czy wietnamskich mistrzów lakowania. – Po zakończeniu pracy nad kolekcją Vietnam, odruchowo zaczęłam rozglądać się za kolejnym celem podróży – opowiada Orska. Ostatnie trzy zagraniczne kolekcje powstały na Wschodzie, zatem moje myśli instynktownie zaczęły wędrować ku Zachodowi. W poszukiwaniu właściwego miejsca najważniejsze jest dla mnie rękodzieło danego rejonu. Kiedy zobaczyłam alebrijes, nie miałam żadnych wątpliwości. Wyruszyłam do San Martin Tilcajete w meksykańskiej prowincji Oaxaca.

Nowe natchnienie 

Alebrijes to rzeźby wykonane z drewna kopalowego, ręcznie malowane w niebywale kolorowe, geometryczne wzory. Alebrijes przyjmują formę zwierząt i hybryd ujrzanych przez prekursora tej sztuki pod wpływem ziół podanych przez szamana. Hybrydy różnych gatunków o nienaturalnym, a jednocześnie zachwycającym umaszczeniu, budziły w nim trwogę i trwale wpisały się w jego pamięć. Gdy z przerażeniem wyrwał się z transu, jedyne o czym myślał było to, że musi podzielić się zadziwiającym doświadczeniem. Tak w latach 30. ubiegłego wieku powstały pierwsze alebrijes. 

– W tej sztuce zachwyciły mnie nasycone kolory i regularne, bardzo precyzyjne wzory. Malunki są tworzone liniami grubości włosa. Wiele wzorów ma określone znaczenie wywodzące się z zapoteckiej symboliki. Wykonanie takich zdobień wymaga lat praktyki oraz kaligraficznych umiejętności. W zagłębiu tej sztuki – wsi  San Martin Tilcajete – znajdują się setki warsztatów, otwartych w odpowiedzi na ogromną popularność alebrijes. Widziałam tam wiele prac o najróżniejszych kształtach i zdobieniach. Zaskoczyło mnie jednak to, że żadne nie miały charakteru użytkowego. Wszystkie były wyłącznie dekoracyjne. Mimo ponad 70-letniej tradycji tego rzemiosła, mój pomysł okazał się nowością dla lokalnych artystów – tłumaczy Ania Orska.

Rodzinny biznes

Pracą nad rzeźbami zajmują się na ogół całe rodziny. Poszczególne osoby są wyspecjalizowane w określonym zadaniu. Są zatem fachowcy od wybierania odpowiednich konarów drzewa kopalowego oraz od rzeźbienia w nich maczetą, nożami i dłutem. Ważne jest doświadczenie i wyczucie rzeźbiarza, tak samo jak znajomość narzędzi. Nie każda maczeta pozwoli stworzyć piękną rzeźbę. Dobra maczeta nie może dźwięczeć przy uderzeniu, musi wydawać głuchy dźwięk dzwonu. Tylko wówczas nadaje się do pracy. Rzeźbić należy od razu po odcięciu drewna, ponieważ wtedy jest najbardziej miękkie i najłatwiejsze w obróbce.

Komponenty biżuterii z kolekcji Meksyk powstawały w dwóch warsztatach. Jeden z nich był prowadzony przez Gabriela Sosa Ortegę, syna Jesusa Sosa Ortegi, lokalnego artysty i założyciela jednego z pierwszych certyfikowanych warsztatów alebrijes. Oprócz Gabriela, w warsztacie pracowała Francisca, Ramzes oraz matka Gabriela. – Mam wielkie szczęście, że trafiam na dobrych ludzi. To niesamowite, jak na przestrzeni czasu, który z nimi spędzam, zmienia się ich postrzeganie mojej osoby. To „wieś spokojna, wieś wesoła”. Tutaj Meksyk wydaje się najbezpieczniejszym miejscem na świecie – zdradza Orska.

W zależności od formy, każda rzeźba wymaga innego nakładu czasu. W przypadku komponentów do biżuterii z kolekcji Meksyk trwało to od jednego do kilku dni. – W warsztacie, w którym pracowałam, rzeźbą zajmowała się Francisca, fantastyczna osoba, z którą złapałam świetny kontakt. Ona wymachiwała maczetą, a mężczyźni w tym czasie malowali kaligraficznym pędzelkiem. Byłam zachwycona! – wspomina projektantka.

Ważne etapy twórczości

Po wyrzeźbieniu całości przychodzi etap szlifowania powierzchni, żeby przedmiot był nieskazitelnie gładki. Tak przygotowana rzeźba schnie pod meksykańskim słońcem od czterech do ośmiu godzin. Potem element jest gruntowany, aby wszelkie nierówności po sękach przykryć gładką warstwą pyłu kopalowego wymieszanego z klejem. Tego typu roztwór schnie bardzo szybko, żeby potem znowu poddać się szlifowaniu i wygładzaniu. Zagruntowany element stanowi idealną bazę pod malarstwo.

– Jakość malarstwa jest nierówna w poszczególnych warsztatach. Mnie udało się wybrać dwa, które wręcz zadziwiły mnie swoją precyzją. Farba nakładana jest warstwami. Najpierw jednolite tło, a potem drobne wzory, liniami grubości włosa. Sama próbowałam tworzyć te malunki i mimo że pędzel nie jest mi obcy, nie podołałam temu zadaniu. Linie nigdy nie były wystarczająco cienkie. Metodyczne zdobienie rzeźby delikatnymi, równymi malunkami było dla mnie formą medytacji. Malowanie trwa dużo dłużej niż rzeźbienie – od dwóch do sześciu dni. Pomalowaną rzeźbę zabezpiecza się mieszanką ze skórki kaktusa, która służy jako utrwalacz – tłumaczy Orska.

Poznański finał

Praca nad kolekcją nie kończy się w Meksyku. Gotowe, pomalowane elementy trafią do poznańskiej pracowni, gdzie zostaną oprawione i dopiero wtedy będą mogły zaistnieć jako biżuteria. Każdy egzemplarz jest unikatowym dziełem łączącym w sobie rzeźbę, malarstwo oraz sztukę złotniczą. Każdy z nich jest zdobiony innymi wzorami, czerpiącymi z folkloru i wierzeń Meksyku. Powstały egzemplarze głoszące tak istotne wartości, jak rodzina, szacunek, nadzieja czy praca. Przypominają nam, że fundamentalne kwestie są ponadczasowe, niezależne od zmieniającego się świata i równie ważne w każdej kulturze. Wiodącymi motywami rzeźb są zwierzęta mocy o dużym znaczeniu symbolicznym dla Meksykanów, jak jaguary, jaszczurki, kolibry i węże. Ponadto powstały proste geometryczne formy, elementy o kształcie półkuli lub okręgu wykonane ze skorup miejscowych orzechów.

Nowatorstwo i indiański duch

Ania Orska jest znana z oryginalnego podejścia do materiałów i tematów, które podejmuje w swoich projektach. Dotychczas tworzyła kolekcje inspirowane naturą, upcyklingiem, insektami czy skamielinami. Kolekcja Meksyk jest jednak pod wieloma względami nowatorska, nawet dla tak płodnej artystki. Mimo często okazałych projektów, biżuteria Ani Orskiej cechuje się minimalistycznym podejściem do projektowania. Meksyk natomiast to kolekcja obfitująca zarówno w kształty, jak i kolory. Mocno artystyczna wymowa jest zasługą wiernego odwzorowania indiańskiej sztuki, bez intencji poprawiania jej, czy ingerowania w tak kompletny i spójny styl.