fbpx

Team fryzjersko-biznesowy: Sebastian Czyż i Waldemar Taranowski. Uśmiechnięci, energiczni i racjonalnie patrzący na otaczający nas świat. Tworzą wybuchową – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – mieszankę charakterologiczną. Odpowiadają za wyjątkową aurę w nowo otwartym salonie HairHouse przy ul. Święty Marcin 31. Na 220 m kw. każde zaprojektowane pomieszczenie ma swoje specjalne przeznaczenie. Gdy przestąpimy ich progi, otwiera się przed nami designerska przestrzeń, jak gdyby zaczarowany świat w zabytkowej kamienicy. Stąd nie chce się wychodzić!

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Filip Olczak

Jak zaczęła się Sebastianie Twoja przygoda z fryzjerstwem? I kiedy stwierdziłeś, że to będzie Twój zawód?

Sebastian Czyż: To się zaczęło już w szkole podstawowej – od zawsze interesowałem się sztukami plastycznymi. Odnajdywałem się przy tworzeniu i generalnie wszystkim, co wymagało twórczej pracy. Dlatego myślałem, by kontynuować edukację w liceum plastycznym, ale wiązałoby się to z wyprowadzką do innego miasta, a rodzice nie chcieli się na to zgodzić, bo martwili się, że będę daleko od domu.

W mojej rodzinie zawsze było dużo dziewczyn, więc moje dużo starsze kuzynki prosiły mnie, abym im zrobił jakieś fryzury „przed wielkim wyjściem”, upiął włosy lub zakręcił na lokówkę, a ja jako dzieciak zawsze z chęcią im pomagałem. Często klientki mówią nam, fryzjerom, że jesteśmy artystami, choć ja sam się nim nie czuję. Mnie fryzjerstwo zawsze kojarzyło się z rzemiosłem. Uważam, że fryzjer jest rzemieślnikiem, wykonującym swoją pracę. Taki obraz z włosów na zamówienie. (śmiech)

Kiedy Waldku dołączyłeś do teamu, współtworząc HairHouse? 

Waldek Taranowski: Zawsze uważałem, że fryzjerstwo ma perspektywy i od zawsze chciałem mieć swój salon fryzjerski. Dodatkowo moja siostrzenica jest fryzjerką. Obiecałem jej, że jak skończy szkołę, to otworzę dla  niej salon. Zawsze mi się to marzyło… Kiedy cztery lata temu poznałem Sebastiana, szybko zaproponowałem mu wspólny biznes, jednak on musiał do tego dojrzeć. (śmiech) W styczniu 2018 roku Sebastian ostatecznie się zgodził i zaczęliśmy szukać odpowiedniego lokalu. 

Jak sobie coś postanowię, to do tego dążę – realizuję swoje plany i postanowienia. Niektóre przychodzą szybciej, za niektórymi trzeba nieco poczekać, co nie jest dla mnie łatwe, bo jestem osobą niecierpliwą. (śmiech) Ale wszystko udało się i jest tego efekt.

Macie salon w pięknej zabytkowej kamienicy w centrum miasta. Jak doszło do wybrania takiej lokalizacji?

W.T.: Prawdę mówiąc trochę przez przypadek. Lokalizacja miała być pierwotnie na Wildzie w lokalu po starej piekarni, ale w końcu z niej zrezygnowaliśmy. Po dalszych poszukiwaniach odnaleźliśmy wielki potencjał w samym sercu Poznania. Ta przestrzeń przy św. Marcinie, klimatyczne wnętrze, wystrój to głównie zasługa Sebastiana, który pokazał tu swoje wyczucie estetyczne. I nawet mógłby być dobrym projektantem wnętrz. (śmiech)

S.Cz.: Przez biura nieruchomości szukaliśmy lokali spełniających nasze oczekiwania,  głównie metrażowe – interesowały nas duże przestrzenie w kamienicach, by mieć perspektywę rozwoju. Niestety nawet agenci nieruchomości nam odmawiali – to było dość zabawne, gdy tłumaczyli nam, że dana powierzchnia jest za duża. Sugerowali małe, 40-metrowe. 

W.T.: Wszyscy mówili ze zdziwieniem: „Na salon fryzjerski 100 czy 200 metrów?”. Ludzie kompletnie nie znają potencjału branży i nie wyobrażają sobie jak można zaaranżować wnętrza. Oczywiście, duży metraż przeraża pod kątem finansów, bo koszty rosną wraz z zajmowaną przestrzenią.

Kto Ciebie, Sebastianie, inspiruje? Kto jest Twoim autorytetem w branży?

S.Cz.: Nigdy nie miałem kogoś jednego, kto był moim wzorcem czy guru. Jeszcze przed praktyczną nauką byłem samoukiem. Co prawda zawsze miałem jakiegoś mentora w zakładzie fryzjerskim (śmiech) – w tamtych czasach tak to działało, a typowy zakład fryzjerski był właśnie  40-metrowy albo nawet mniejszy. Kiedyś pracowałem w pewnej półsuterenie, gdzie schodziło się parę schodów w dół, a dział męski i damski były oddzielone. Tam zrozumiałem, że od każdej osoby mogę uczyć się czegoś innego. Była pani Basia, która tworzyła rewelacyjne upięcia, był pan Bogdan, który wykonywał świetne męskie cięcia, czy pan Zbyszek, który nie bał się brzytwy. Ze względu na to, że preferuję różne style i tendencje, czerpię inspiracje od wielu osób. Wciąż się uczę i doskonalę swoje fryzjerskie rzemiosło. Lubię mieszać i wykorzystywać odmienne stylizacje. Nie uważam się,  oczywiście, za osobę doskonałą i wiem, że każdy z nas ma coś dobrego, czym może się podzielić. Dlatego przez lata doświadczeń w branży fryzjerskiej czerpałem z bogatych osiągnięć i z tego dobra innych osób, które spotkałem na swojej drodze. 

A jak jest z rekrutacją? Potrzebujecie rąk do pracy, osób znających się na fryzjerstwie?

W.T.: Na tę chwilę poszukujemy osób z doświadczeniem, choć będziemy też werbować uczniów, bo Sebastian ma stopień mistrza i potrzebne do tego uprawnienia. Szukamy osób z branży, ale powiem szczerze, że bywa ciężko – wielu młodych fryzjerów przeraża sam metraż i skala naszego salonu, przyzwyczajeni są  do pracy w bardziej kameralnych warunkach. Tacy kandydaci nie potrafią sobie niestety wyobrazić pracy tutaj. Nie wpisują się  po prostu w nasz klimat pracy, są mało elastyczni, mało dostosowani do wymagań naszych klientów. Niektórzy dziwią się, że mamy tu swoich wiernych i stałych klientów, a dzięki poleceniom zjawiają się nowi. Mieliśmy pracowników, którzy trochę u nas popracowali, ale sami – na własne życzenie – odeszli, bo się tutaj nie odnajdywali. Nie potrafili wyjść poza schemat, inaczej spojrzeć na branżę fryzjerską, na klientów. 

S.Cz.:  Jednocześnie chcemy tworzyć przestrzeń, w której każdy się odnajdzie – gdzie będzie odpowiednia atmosfera, gdzie nie będzie spięć i każdy będzie czuł motywację do pracy. Wiem jednak dobrze, jak trudno jest stworzyć zgrany zespół –mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach rzadko można spotkać postawę, że razem coś naprawiamy, budujemy, tworzymy od zera w sensie relacji, projektu, przedsięwzięcia. Jeśli komuś coś nie odpowiada to często się odchodzi i szuka czegoś prostszego. A współpraca i solidarność są bardzo ważne – moim zdaniem to podstawa dobrych relacji w zespole. Każda strona powinna jednakowo od siebie dawać. Mnóstwo klientek i klientów, którzy do mnie przychodzą i prowadzą swoje biznesy ma ten sam problem z pozyskaniem ludzi z pasją i chęcią do pracy oraz ze stworzeniem bezkonfliktowego i zwartego zespołu. 

W.T.: Bardzo ważne jest dla nas, co potencjalny pracownik może wnieść do naszego zespołu. Osoby towarzyskie, które oprócz swojego doświadczenia i umiejętności wniosą dobrą atmosferę i radość są bardzo cenne – takich osób szukamy szczególnie. 

S.Cz.: Dokładnie. My jako pracodawcy musimy innym zaufać, powierzyć obowiązki, wprowadzić w jakiś sposób do zespołu. Ważne, by to działało w obie strony i byśmy również otrzymali zaufanie.  Oczywiście zawsze są obawy, niepewność. Nie bez powodu myślę też szczególnie o uczniach,  bo praca i poznawanie człowieka od samego początku, to szczególnie ważne doświadczenie. 

W.T.: Wszystko też jest kwestią wychowania i tego, co wynieśliśmy z domu. Takie wartości jak szacunek do innych, szacunek do pracy (w tym pracy innych). Trzeba nauczyć się cierpliwości, o czym sam dobrze wiem (śmiech), mieć do siebie dystans i zdroworozsądkowe podejście do życia.

Czy uważacie, iż Polacy bardziej dbają o swój wygląd, o fryzury niż przed laty? Czy nasz wygląd zmienił się na korzyść?

S.Cz.: Tak, zdecydowanie. Ja pamiętam jeszcze, że dawniej gdy mężczyzna chodził zbyt często do fryzjera, nie wspominając już o kosmetyczce, uważany był za zniewieściałego. Dzisiaj mężczyzna robi maseczki, dba o fryzurę, robi manicure, pedicure, chodzi na masaże itp. i nie jest to nic dziwnego. To jest oznaka zmieniających się czasów i podejścia – dziś to jest normalne, że każdy, bez względu na płeć, chce ładnie i schludnie wyglądać, chce być zadbany. W wielu kręgach społecznych dbanie o siebie, o wygląd, aktywność fizyczną, o swój rozwój jest wyznacznikiem inwestowania w siebie.

Czy Wasi klienci są odważni jeśli chodzi o ekstrawaganckie cięcia, koloryzacje, czy bardziej preferują klasykę, klasyczne tendencje, trendy?

S.Cz.: Większość moich klientów preferuje klasyczne stylizacje, są to nierzadko klienci, którzy przychodzą do mnie od blisko 20 lat. Mnie to odpowiada – takie osoby szukają poczucia bezpieczeństwa i chcą mieć pewność tego, co się wydarzy. Siadają na fotelu i wiedzą, co ich czeka, co będą mieć na głowie po wyjściu z salonu. Mogą się odprężyć, poczuć swobodnie. Mam też oczywiście takie klientki i klientów, którzy podczas każdej wizyty chcą mieć inną fryzurę. To wszystko zależy od ich charakteru, osobowości, wyznawanej filozofii czy podejścia do życia. Znaczenie ma też miejsce pracy i obowiązujący tam lub nie dress code, jak i wykonywany zawód. Niektóre miejsca pracy wymagają stonowanych barw, grzecznych fryzur itp. Niekiedy jest to narzucone, wręcz wymuszone przez instytucje, ale z drugiej strony dana osoba decyduje się na pracę w takim środowisku, bo jej to odpowiada i jest w stanie dostosować się do odpowiednich wymagań – zazwyczaj naturalnie wynika, że taka osoba wpisuje się w obowiązujący dress code, gdyż to po prostu do niej pasuje i stanowi całość jej wizerunku.

A Ty, Waldku, poddajesz się Sebastiana wariacjom fryzjerskim? Bez obaw?

W.T.: (śmiech) Mógłbym przejść kompletną metamorfozę mojego wyglądu. Poddałbym się awangardowemu ogoleniu, koloryzacji. Mówiłem już Sebastianowi, żeby mi zrobił platynowy blond (śmiech), ale nie chce, bo to nie pasuje do moich rysów twarzy, koloru oczu itd. Muszę przyznać, że odkąd poznałem Sebastiana nie potrafiłbym się strzyc u kogoś innego – w jego ręce mogę oddać swoje włosy bez żadnych lęków.

Rozmawiałam niedawno z przemiłą trycholog o biokosmetykach, o ekotrendach i ich zastosowaniach. Czy Ty, Sebastianie, uważasz, że wiele problemów związanych z suchością włosów można wyeliminować lub złagodzić, wybierając naturalne oleje, stosując np. olej arganowy w odżywkach, maseczkach do włosów?

S.Cz.: Jestem zwolennikiem hybryd, czyli połączenia środków syntetycznych z naturalnymi komponentami. To, co jest wydobywane w laboratoriach i udoskonalane, świetnie współgra w bioproduktach. Uważam, że gdy ktoś ma bardzo zniszczone włosy od licznych koloryzacji, to trudno jest przywrócić im blask i zdrowie wyłącznie naturalnymi olejami i kosmetykami. Trzeba ten proces trochę wspomóc chemią, ale chemią w dobrym tego słowa znaczeniu. Bo gdy pada słowo „chemia”, to nam już zapala się czerwona lampka i mamy negatywny odbiór. W dzisiejszych czasach, gdy mówi się o chemii, to jednoznacznie uważa się coś za szkodliwe czy trujące. Ja tak nie uważam. Wszystko jest chemią. Arszenik jest naturalny, a potrafi zatruć. Równie dobrze, to, co jest wymyślone i stworzone w laboratorium, czyli jest zaklasyfikowane jako produkt chemiczny, potrafi uratować włosy, odbudować ich strukturę, przywrócić blask. Więc ja łącząc te produkty, czerpię i z jednej, i z drugiej strony. 

Waldku, już wiem, iż mógłbyś przejść metamorfozę fryzjerską. A patrząc na Sebastiana, czy Ty widzisz jego, swojego wspólnika, w innym kolorze włosów, w innej stylizacji na głowie?

W.T.: Widziałem kiedyś jego zdjęcie z młodości, z dzieciństwa w takich długich lokach. Myślę, że dziś wyglądałby zabawnie w takiej fryzurze. (śmiech) 

Czego Wam życzyć? Bo entuzjazmu, pogody ducha i zapału do pracy nie trzeba, bo to macie.

W.T.: Żeby dobrze się spinał biznes, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. A przede wszystkim – dobrych ludzi do pracy. Dobrej atmosfery i energii.

S.Cz.: Tak, pozytywnych ludzi. Kreatywni pracownicy, chcący się uczyć i rozwijać, sami przyciągną do siebie klientów.