fbpx

Czy zwracasz uwagę na to, co jesz i jakich używasz kosmetyków? Jeśli tak, to bardzo dobrze! O sposobach spowalniających proces anti-ageing, odpowiednich kosmetykach zawierających antyoksydanty, o wyborach i drogowskazach w swojej pracy zawodowej skrupulatnie opowie dr Joanna Igielska-Kalwat, trycholog, wykładowca, specjalistka od chemii kosmetycznej i ekotrendów.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Filip Olczak

W pracy doktorskiej pięknie Joasiu podziękowałaś swoim rodzicom za trud wychowawczy, mężowi za motywację w spełnianiu marzeń, a córeczce dedykowałaś pracę – za bezwarunkową miłość. To niezwykle ciepłe i wzruszające słowa, chwytające za serce. Czy Ty hierarchizujesz swoje życie: rodzina, dom, praca, obowiązki? I czy sednem Twojego życia jest rodzina, czy jednak spełnianie tych zawodowych marzeń, wspinanie się po szczeblach kariery?

Joanna Igielska-Kalwat: Powiem szczerze, staram się oddzielić życie zawodowe od rodzinnego. I przez chwilę nastawiłam się na zadowolenie i spełnienie typowo w pracy, ale to była ta chwila, gdy jeszcze nie posiadałam dziecka. Rozpoczynałam doktorat z moją córką w brzuchu, (śmiech) także przez cały okres mi towarzyszyła. Faktycznie ten pierwotny cel nastawienia się na karierę naukową całkowicie został przebudowany, zweryfikowany i nie ma co ukrywać, skupiłam się głównie na wychowaniu mojej córki. Nie było łatwe powiązanie tej funkcji wychowawczej ze stacjonarnymi studiami doktoranckimi. Było ciężko, ale dałam radę. Dlatego składam podziękowania w stronę męża i rodziców, bo jednak oni bardzo dużo pomagali do czasu, aż córka poszła do przedszkola. Bo później już było trochę łatwiej. (śmiech) Teraz wspinam się po szczeblach kariery i trochę jest mi łatwiej, bo córka jest coraz starsza, chodzi już do szkoły. Oczywiście, wymaga nadal opieki, ale nie aż tak absorbującej jak noworodek. Najgorsze były noce nieprzespane, gdy np. ona mogła do 6 rano nie spać, a ja od godz. 8 rano musiałam zacząć prowadzić zajęcia ze studentami. I nie było tutaj wyróżnienia, nie było „zmiłuj się”. 

Jesteś certyfikowanym analitykiem w zakresie trychologii, stosunkowo młodej dziedziny nauki, a także interesujesz się chemią kosmetyczną i ekokosmetykami. Tym wszystkim, co obecnie jest na topie. Od czego to się zaczęło?

Rodziło to się stopniowo. Pierwotnie jestem chemikiem. Specjalizacja dosyć dziwna – elektrochemia techniczna, kompletnie odbiegająca od chemii kosmetycznej.  Później natknęłam się na studia podyplomowe właśnie z chemii kosmetycznej i kosmeceutycznej, są to takie kosmetyki, które zawierają więcej substancji aktywnych z pogranicza leczniczych właściwości. Na tyle mnie zainspirowały, że na studium doktoranckie aplikowałam do tej samej pani profesor na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza i kończyłam specjalizację chemii kosmetycznej. To był ten pierwszy, znaczący krok, jeśli chodzi o chemię kosmetyczną. Oczywiście wtedy nie był jeszcze rozwinięty tak trend eko. Tutaj to już moja inwencja, indywidualna pasja związana z własnymi, osobistymi problemami skórnymi, głównie związanymi ze skórą głowy. Dlatego, sama stosując kosmetyki – zarówno te, które zawierają stricte chemiczne związki, jak i te odpowiedniki naturalne – widziałam u siebie postęp. Sama wyleczyłam dolegliwości, których dermatolodzy nie umieli przez lata zniwelować, metodą prób i błędów. I to był mój osobisty bodziec. Zaczęłam się tym bardziej  interesować. I faktycznie, zaczął się rozwijać ten ekotrend na rynku konsumenckim. 

Jako trycholog co polecasz kobietom, które borykają się z suchymi włosami, po koloryzacji, prostowaniu, po zabiegach upiększających?

Jest teraz taki zestaw, który nazywa się PEH. Polecam go jak najbardziej. To jest połączenie protein, emolientów i humektantów. Proteiny natłuszczają, odbudowują. One mają za zadanie wnikać w łuskę włosa. I są podobnie zbudowane jak naturalna keratyna. Emolienty, czyli oleje mające właściwości typowo natłuszczające. Humektanty to nawilżacze, które mają zatrzymywać wodę, aby ona nadmiernie nie odparowywała z włosów. Mamy wiele fajnych składowych tego PEH. Proteiny to np. hydrolizowana keratyna, proteiny jedwabiu, proteiny ryżu, czekolady, jeżeli ktoś lubi aspekty sensoryczne, a kobiety lubią. (śmiech) Jeśli chodzi o oleje, to ja jestem zwolenniczką oleju arganowego. Jednak z olejami trzeba uważać. Nie każdy olej dla każdego jest wskazany. Oleje też zamiast natłuszczać, mogą obciążać włosy. Musimy same zaobserwować, jaki olej lubi nasze włosy. Odnośnie humektantów, to dużo jest skutecznych wyciągów z owoców: granatu, aloesu. Popularny jest też kwas hialuronowy.

 

A karotenoidy, naturalne składniki, które odnawiają naskórek oraz chronią przed promieniowaniem i tym samym spowalniają procesy starzenia, czy stanowią dla Ciebie pewnego rodzaju wyzwanie naukowe?

Ich głównym zadaniem jest zwalczanie wolnych rodników, które m.in. doprowadzają do procesu starzenia, przyspieszają ten proces. Jako antyoksydanty, zarówno te naturalne, jak i syntetyczne, mają przeciwdziałać tym negatywnym procesom. Beta-karoten pewnie większości nam znany, ale też astaksantyna – mniej znany karotenoid, który ma silne właściwości antyoksydancyjne, wygładzające, nawilżające. I z punktu widzenia zdrowia, i z punktu widzenia kosmetologii zalet astaksantyny jest mnóstwo. Jej różowe zabarwienie zawdzięczają: łosoś, homary, krewetki, kraby. Ja starałam się udowodnić w swojej pracy doktorskiej ich cenne działanie i dobroczynne właściwości.  

Starzenie się jest naturalnym i nieuchronnym procesem postępującym wraz z wiekiem. Najwięcej zmian starczych jest widocznych na skórze, która już od około 25. roku życia stopniowo ulega starzeniu. Jak opóźnić ten proces i czy w ogóle to możliwe?

Anti-ageing to najbardziej rozbudowana dziedzina chemii kosmetycznej, jak i kosmetologii. Chyba wszystkie instytuty badawcze i laboratoria na całym świecie poszukują złotego środka, który – niestety – nie do końca powstrzymuje starzenie się naszej skóry. Ale są takie substancje aktywne, które mogą opóźnić cały proces. Np. peptydy biomimetyczne. Jest ich kilka. Ale takim godnym polecenia peptydem jest arginina. Mózg wysyła impuls do mięśni, które są odpowiedzialne za ich rozluźnienie. Jak zbyt dużo pracują mięśnie, to tworzą się nam zmarszczki. A peptydy opóźniają ten impuls, nie przekazują go, krótkotrwale blokują. Taki efekt „botoks like”. Oczywiście, nie będzie to efekt idealny, bo to tylko wypełniacze zmarszczek mogą go nadać. Jeśli chodzi o substancje aktywne, to od lat opatentowany, przebadany – retinol. Uważam, iż jest on nadal skuteczny. Często stosuje się go w kosmetykach pod oczy, w różnych formach, oraz wykorzystywane są różne pochodne. Wiemy już, że wszystkie procesy dzieją się nie na naszej zewnętrznej warstwie, tylko muszą przenikać w głąb skóry. I tu jest właśnie problem, aby cząsteczki były tak małych rozmiarów, aby mogły tam przenikać. Np. przez chwilę był taki mit, że kolagen i elastyna, czyli białka, które budują nasz organizm, będą przeciwdziałały procesom starzenia się. Niestety nie za bardzo, gdyż one nie przenikają – ze względu na wielkość cząstki – w głąb skóry. Mogą działać nawilżająco, poprawiać kondycję skóry, co również jest ich atutem, ale na pewno nie będą działać na procesy starzenia. Jeszcze jedna substancja aktywna, o której warto wspomnieć, to jest resweratrol. Jest on ekstrahowany  z winorośli. To polifenol, który chroni włókna kolagenu i elastyny przed destrukcją. Jest silnym antyoksydantem, dzięki temu resweratrol hamuje proces starzenia. 

Za starzenie odpowiadają też nasze geny, to, co odziedziczyliśmy po przodkach.

To prawda – genokosmetyka, telomery. Nie do końca są jeszcze udowodnione ich właściwości. Każdy z nas ma jakieś zmarszczki. Nasza twarz jest naszą mapą. I widać, które części ciała są u nas bardziej emocjonalne. Uważam, iż mimika, a przede wszystkim kurze łapki, są takim pozytywnym aspektem naszej twarzy. Człowiek nie jest robotem, rozróżnia nastroje.

Dużo uwagi poświęcasz antyoksydantom, przeciwutleniaczom. A czym jest likopen – najsilniejszy przeciwutleniacz w przemyśle kosmetycznym? To innowacja na miarę naszych czasów?

Jak najbardziej tak. Jest to potwierdzone. Ja również przeprowadzałam badania wskazujące moc tych antyoksydantów. Faktycznie likopen i astaksantyna charakteryzują się jednymi z najsilniejszych właściwości. Oczywiście najlepiej, aby stosować te substancje w formie naturalnej, czyli z pożywieniem – np. lipoken w pomidorach. Źródłami astaksantyny są skorupiaki, krewetki, łosoś. Jej przenikanie przez układ pokarmowy jest o wiele lepsze niż przez kosmetyki. Ale zawsze można się wspomóc dwutorowo, stosując i odpowiednią dietę, i dobrane kosmetyki. 

Na rynku dostępnych jest wiele kosmetyków i polskich marek, i zagranicznych. Nietestowanych na zwierzętach, roślinnych, hipoalergicznych, bez parabenów i bez środków zapachowych. To całe morze informacji. Jak mądrze wybrać kosmetyk? Czym się kierować podczas zakupu?

To, co jest napisane na opakowaniach, to jest deklaracja producenta. I ona nie podlega jakiejkolwiek normalizacji, czyli producent w deklaracji może napisać, co uważa za słuszne. Niekoniecznie ma to potem pokrycie ze składem kosmetycznym. Czyli my powinniśmy zwracać uwagę na skład INCI, zawartość kosmetyku. Na opakowaniu powinien być też odnośnik do strony internetowej, jest to wymóg. Musimy się powoli uczyć, jak analizować składy, choć jest to język i chemiczny, i angielski. Wiem, że to nie jest łatwe, ale może taką podpowiedzią będą analizatory kosmetyczne. Aplikacje, posiadające skaner w telefonie, przykładamy do produktu – spożywczego czy kosmetycznego – do kodu kreskowego i otrzymujemy potrzebne dane. One są rzetelnie prowadzone. I faktycznie możemy też zweryfikować czy to, co deklaruje producent jest odpowiednie ze składem. Ale ja, oczywiście, zachęcam do nauki wszelkich nazw kosmetyków, ich składów. Można się obsłuchać z tymi negatywnymi składnikami, aby zapadły nam w pamięć i zwracać na to uwagę, np. parabeny i inne. 

Wspomniałaś o tej dwutorowości. Jesteśmy tym, czym jemy i czym się smarujemy – mówiąc kolokwialnie. Wielu pulmonologów, dermatologów, alergologów zaleca u dzieci czy dorosłych, u których wykryto AZS (atopowe zapalenie skóry), zrobić badania z krwi, tzw. panel pokarmowy i panel wziewny. Często jednak nie można znaleźć przyczyn atopii, alergii skórnych, zaburzeń warstwy lipidowej naskórka. Lekarze zalecają stosowanie emolientów, produktów natłuszczających, a w ekstremalnych sytuacjach maści ze sterydami. Czy weług Ciebie te wszelkie alergie skórne stanowią bolączki naszej współczesności? 

Oczywiście, że są bolączką. Bo, niestety, jedzenie jest naszpikowane chemią. I chyba ciężko z tego wybrnąć, tak, aby nasza dieta była zadowalająca. Jeśli zaś chodzi o kosmetyki, to faktycznie część jest chemicznych, a część naturalnych – przeze mnie polecanych. I jesteśmy tym, czym jemy i tym, czym się smarujemy. Powinniśmy uważać, co spożywamy i jakie kosmetyki stosujemy. Atopowe zapalenie skóry to jest ogromny znak zapytania. Dermatolodzy wciąż nie znają genezy AZS. Mówi się o nieszczelnej barierze hydrolipidowej. Ceramidy wchodzą w skład tej naszej naturalnej bariery i chronią ją przed nadmierną utratą wody. I warto szukać kosmetyków z takimi substancjami. Przede wszystkim należy odstawić kosmetyki zawierające kontrowersyjną parafinę, bo to nic innego jak substancja, która powstaje w wyniku destylacji ropy naftowej. I parafina jest, substancją uboczną uzyskaną w wyniku tej produkcji. Nikt nie chciałby przecież smarować się przetworzoną ropą naftową! Ja jestem fanką warzywno-owocowej diety. Trzeba uważać też na tłuszcze roślinne, nie tylko odzwierzęce. Cukier w ogóle odpada! Kiedyś mleko było czymś w rodzaju must have dla dzieci, a teraz nie. Trądzik, na który cierpi młodzież, często spowodowany jest chipsami, hamburgerami, złą dietą. Więcej chorób dermatologicznych nastąpiło z rozwojem technologii, cywilizacji. Mamy plusy i minusy tego postępu.

Wykładasz w Wyższej Szkole Zdrowia Urody i Edukacji, prowadzisz zajęcia dydaktyczne. Czy znane nam wszystkim powiedzenie „Kto pyta, nie błądzi” i słowa Alberta Einsteina, które stały się takim clue otwierającym Twoją rozprawę doktorską „Ważne jest, by nigdy nie przestać pytać” stanowią dla Ciebie drogowskaz drogi życiowej? I czy sens tych słów próbujesz też  przekazać swoim studentom, nakłaniając ich do refleksji i zadawania pytań?

Jak najbardziej. Zarówno Albert Einstein, jak i Maria Skłodowska-Curie, kobieta ze spektakularną karierą w tamtych czasach, towarzyszą mi w całej pracy zawodowej, a także wyznaczają tory mojego podejścia życiowego. Uważam, że nie ma głupich pytań, czasami są głupie odpowiedzi. (śmiech) Swoich studentów i swoją córkę uczę, aby zawsze pytać, być ciekawym, aby całe życie się dokształcać. Bo przez całe życie się uczymy. Musimy tylko weryfikować źródła swojej wiedzy.