fbpx

Na sport nie mam już za bardzo czasu, ale chyba dobrze mi go zastępuje bieganie między miejscami mojej pracy – mówi Izabela Grzybowska, dyrektor naczelna Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu i wiceprezes spółki Szpitale Wielkopolski, która odpowiada za budowę Wielkopolskiego Centrum Zdrowia Dziecka.

O nowym szpitalu dziecięcym mówi się w Poznaniu już od 20 lat. Dziś po dwóch dekadach oczekiwań, praca na budowie wre, widać maszyny, dziesiątki inżynierów i robotników, tony wylanego betonu. Co Pani czuje, widząc jak Wielkopolskie Centrum Zdrowia Dziecka pnie się w górę?

Cieszę się i czuję ogromną satysfakcję. Znam z własnego doświadczenia – bo przecież pracuję jako dyrektor szpitala dziecięcego przy ul. Krysiewicza – warunki, w jakich musimy leczyć najmłodszych pacjentów, i w jakich przyszło pracować lekarzom, pielęgniarkom, personelowi medycznemu oraz administracyjnemu. Widząc pierwsze mury, wylewane posadzki, nie mogę się już doczekać otwarcia i przenosin szpitala do budynku przy ul. Wrzoska. Dzieci zasługują na to, by zajmowano się ich zdrowiem w lepszych warunkach.

W pierwszych dniach kwietnia potwierdziło się, że na budowę szpitala przyznane zostaną środki unijne. Niebagatelna kwota 56 milionów euro pomoże w budowie Centrum, w tym między innymi pierwszego w Wielkopolsce oddziału ratunkowego dla dzieci. Co jeszcze powstanie za te środki z dotacji?

Przede wszystkim zostaną przeniesione oddziały, które w tej chwili funkcjonują w Poznaniu. Taki był warunek otrzymania unijnego wsparcia, wiążący się z tym, że nie może powstać większa liczba łóżek w nowym obiekcie, niż funkcjonuje w tej chwili. Powstanie za to niesamowita infrastruktura, począwszy od apteki wyposażonej w specjalny system, rozdzielający leki bezpośrednio na pacjenta, po pocztę pneumatyczną ograniczającą czas pracy personelu. Leki, próbki, dokumentacja – to wszystko będzie transportowane przez taką pocztę. 

Dzieci i ich rodzice będą mogli w końcu przebywać w bardziej komfortowych warunkach? Szara rzeczywistość polskiej służby zdrowia wygląda niestety tak, że ci drudzy, chcąc być przy swoich pociechach, często spędzają noce na korytarzach.

Zdecydowanie tak. Nowością będą pokoje jednoosobowe dla pacjentów, także z miejscem dla opiekuna. A dla tych rodziców, którzy nie będą czuwać przy dziecku, przygotujemy pomieszczenia do spania. Do tego w Wielkopolskim Centrum Zdrowia Dziecka znajdziemy fantastyczne poradnie funkcjonujące teraz przy ul. Spornej. Ma w nich funkcjonować system kolejkowy, zatem rodziny nie będą musiały godzinami przesiadywać na korytarzach pod drzwiami lekarza przyjmującego. Nawet ten skrócony czas oczekiwania na wizytę będzie można spędzić w wyznaczonym miejscu do zabaw. Co ważne, w Centrum pojawi się również oddział rehabilitacji, który zostanie przeniesiony ze szpitala dziecięcego w Kiekrzu. 

Kiedy pierwsi pacjenci pojawią się w szpitalu?

Pod koniec 2021 r., natomiast wiosną planujemy odbiór inwestycji. Musimy jednak pamiętać, że szpital to nie tylko budynek, ale także urządzenia medyczne, łóżka czy systemy informatyczne. Przyjęliśmy więc strategię, że w trakcie budowy ogłaszamy na wszystkie wskazane elementy kolejne przetargi. Te plany zweryfikuje jednak życie, ale jesteśmy przygotowani także na niemiłe niespodzianki. By ich uniknąć, odwiedzaliśmy inne szpitale w Polsce, np. nowo otwartą placówkę we Wrocławiu. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że trzeba uważać na przetargi, które ze względu na odwołania mogą się ciągnąć nawet dwa lata. 

 

Część sprzętu trafia lub trafi do szpitala także dzięki prywatnym przedsiębiorcom. Współpracuje Pani między innymi z autoryzowanym dealerem Mercedes-Benz MB Motors, który część pieniędzy z każdego sprzedanego samochodu przeznacza na zakup aparatu holtera EKG serca.

Wystąpiliśmy do dealera z prośbą o wsparcie w zakupie holtera, ponieważ w szpitalu są także leczone dzieci kardiologiczne. Jest ich wiele, dlatego taki sprzęt pozwoli nam na skrócenie kolejki. Współpraca z MB Motors układa się nam zatem bardzo dobrze. Cały czas zresztą szukamy pieniędzy, od funduszy unijnych, przez środki dotacyjne z Urzędu Marszałkowskiego, po darczyńców. Cieszę się, że w przypadku dealera tę trzecią ścieżkę udało się nam wykorzystać.

Coraz więcej mówi się o społecznej odpowiedzialności biznesu. Czy kiedy chodzi o szpital dziecięcy łatwiej zdobywa się potrzebne fundusze?

Nie zawsze. Ale prowadzona inwestycja jest z pewnością dobrym argumentem podczas rozmów z potencjalnymi darczyńcami. Z dużą solidarnością i przychylnością spotkaliśmy się w przypadku Aquanetu. Spółka za własne środki wybudowała nam wodociąg oraz PSG. Szkoda, że nie wszyscy są tak otwarci.

Zanim wzięła Pani na swoje barki budowę Centrum, ratowała już Pani zadłużony szpital kardiologiczny w Kowanówku, a jeszcze wcześniej nadzorowała rozbudowę placówki w Kowanówku. Obecna inwestycja to chyba największe wyzwanie w Pani karierze zawodowej.

Tak. Przecież pochłonie ona blisko pół miliarda złotych. W przypadku Centrum budujemy coś od podstaw, wcześniej zajmowałam się głównie przekonywaniem ludzi.

Do czego?

By chcieli dokonywać zmian. Bez nich wiele jednostek mogłoby sobie nie poradzić finansowo.

Jak udaje się Pani łączyć dwie bardzo odpowiedzialne funkcje – dyrektora szpitala przy ul. Krysiewicza oraz wiceprezesa spółki Szpitale Wielkopolski, która jako inwestor zastępczy jest odpowiedzialna za budowę nowego Centrum?

W zasadzie nie dałoby się tego odłączyć. (śmiech) Budowa jest ściśle związana z pracą dyrektora, ponieważ tych 800 osób pracujących w szpitalu dziecięcym też tworzy tę inwestycję. Nie możemy funkcjonować bez ich uwag. Nad projektami Centrum pracowaliśmy wspólnie przez półtora roku, by stworzyć ich nowe miejsce pracy. To oni dali swoją wiedzę i doświadczenie, a projektant przeniósł to na papier.

To ile godzin dziennie spędza Pani w pracy?

Dużo, ale nie przeliczam tego. (śmiech) Czasami jednak rzeczywiście mam ochotę oderwać się od tego, wyjechać na chwilę, by naładować się na nowo energią. 

Gdzie zatem Pani ucieka?

W Bieszczady. Najczęściej wybieram to miejsce, by popatrzeć sobie z góry na wszystko i na chwilę zapomnieć o tym, co zostało na dole. 

Zostaje trochę czasu na hobby i sport?

Na sport nie mam już za bardzo czasu, ale chyba dobrze mi go zastępuje bieganie między miejscami mojej pracy. (śmiech) Natomiast bardzo lubię nordic walking, czasem udaje mi się wyrwać po pracy na spacer z kijkami. 

Wcześniej angażowała się Pani także w działalność charytatywną.

Na to też brakuje czasu, ale staram się służyć innym pomocą, jeśli zachodzi taka potrzeba.