To nie jest seksmisja, projekt biznesowy czy jednorazowa akcja. Joanna Przetakiewicz ruszyła w Polskę i wraz z coraz liczniejszą grupą lokalnych liderek buduje kobiece mikrospołeczności – oparte na dobrej woli, czystych intencjach oraz potrzebie wzajemnego wspierania się. Z ogromnym potencjałem społecznej zmiany Era Nowych Kobiet zawitała też do Poznania. 

Rozmawia: Michał Gradowski

 

Czym jest Era Nowych Kobiet? 

To projekt, który nie realizuje żadnej strategii rządowej ani nie jest planem biznesowym. To pewnego rodzaju klub towarzyski, zbudowany na potrzebie bycia razem, bez żadnych obowiązków. Inaczej mówiąc, to PROJEKT SZCZĘŚCIA. Jesteśmy tu tylko dla swojej przyjemności. Potrzeba bycia razem i przynależności jest najsilniejszą ludzką potrzebą. Tak jak miłości, przyjaźni, zrozumienia i docenienia. Generowanie tych emocji to mój główny cel. Nasz mózg jest tak skonstruowany od tysięcy lat, że kiedy zostajemy sami, wysyła sygnał: „jesteś w niebezpieczeństwie”. Badania przeprowadzone wśród wszystkich stulatków na świecie pokazały, że czynnikiem szczęścia, zdrowia i długiego życia nie jest ani zdrowa dieta, ani aktywny tryb życia, kariera czy pieniądze, a przynależność do mikrospołeczności.

Rewolucja technologiczna przedłużyła i zwielokrotniła etapy naszego życia, a zagubienie i samotność stały się powszechnym doświadczeniem, zwłaszcza wśród kobiet. 70 proc. ludzi w Polsce, migrujących z mniejszych ośrodków do dużych miast to kobiety, 60 proc. kobiet z dużych miast, w wieku od 25-35 lat to singielki, 50 proc. wszystkich kobiet to osoby niezatrudnione. Polska nie jest w tym odosobniona. Theresa May w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii powołała do życia ministerstwo ds. samotności. Policzono, że jest dziewięć milionów ludzi, którzy nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach. Podobne plany są także w Szwajcarii i Niemczech.

Projekt Era Nowych Kobiet jest odpowiedzią na te globalne wyzwania. Chcę, by Kobieta Nowej Ery była szczęśliwa sama ze sobą, kochała siebie i innych oraz rozumiała potrzebę wzajemnego wsparcia. To najważniejsza potrzeba XXI wieku.

Jak Pani spotkania z innymi kobietami w ramach ENK wpływają na ich życie? Czy mówimy tutaj raczej o dawce inspiracji, czy też takie spotkanie może być początkiem trwałej zmiany?

Słowa usłyszane od osoby, do której mamy zaufanie, znaczą o wiele więcej niż setki przeczytanych poradników, w których powtarzają się podobne teorie lub recepty na szczęście, a my prześlizgujemy się po nich bez dogłębnej percepcji. Najpierw trzeba się na taką wiedzę otworzyć, dlatego tak ważne dla nas są spotkania. Podam przykład: w pewnym małym mieście kobieta już po 40. rozwiodła się ze swoim bardzo wpływowym mężem. Jak to zwykle bywa w takich małych społecznościach, ludzie się od niej odwrócili, trzymali stronę „silniejszego”. Wtedy ta osamotniona i załamana kobieta przypadkowo spotkała w sklepie koleżankę, której nie widziała od lat. Okazało się, że sześć lat temu przytrafiło się jej dokładnie to samo. Powiedziała: „musisz się wyprowadzić, znaleźć nową strefę komfortu, to jest dużo łatwiejsze niż ci się wydaje!”. Posłuchała, dziś ma 48 lat, mieszka w Warszawie, jest wspaniałą spełnioną kobietą. Te dziesięć minut rozmowy odmieniło jej życie. Podobnie jest na spotkaniach Ery Nowych Kobiet.

Oczywiście można mi zarzucić, że moje życie zupełnie nie przystaje do życia innych kobiet, bo moja sytuacja finansowa jest inna. W ostatecznym rozrachunku to nie ma znaczenia. Bo szczęście nie zależy od statusu społecznego. Oczywiście, mówienie, że pieniądze szczęścia nie dają, jest bzdurą, bo przecież one pozwalają realizować marzenia – nasze czy naszych dzieci. Znam jednak wielu zamożnych ludzi, którzy nie czują się szczęśliwi. Często są tak głęboko „zakopani” w swoich projektach, że sami nie wiedzą już, po co je realizują. Znam też sporo osób, które w sensie finansowym nie mają wiele, ale codziennie są radosne, bije od nich cudowna, magnetyczna siła i energia. Dlatego Era Nowych Kobiet to projekt, który nie zależy od statusu, wykształcenia czy wieku. Jedynym wymogiem są dobre intencje. Chcemy się wspierać, a nie spierać.

 

Na Pani mediach społecznościowych można znaleźć wiele osobistych wpisów innych kobiet. Skąd bierze się to zaufanie? 

Jestem kobietą, która ma to szczęście, że może budować swoje życie z wielu warstw. Będąc mamą trojga dzieci; bizneswoman, zarządzającą klinikami dentystycznymi, restauracjami, a później domem mody; będąc również żoną, potem rozwódką i samotną mamą, później w dziesięcioletnim związku, następnie znowu samą – bardzo często opuszczałam swoją strefę komfortu, żeby zacząć coś od nowa. Wiem, jakie to trudne i jednocześnie cudowne. Gdybym kiedyś wiedziała wszystko to, co wiem dzisiaj, żyłoby mi się łatwiej. I właśnie dlatego chcę się tą wiedzą podzielić. Szczęścia można się nauczyć. To jest łatwe, wbrew pozorom, ale nie chcę być kolejnym psychoterapeutą czy life coachem. Po prostu opowiadam o swoich doświadczeniach, szczerze, bez koloryzowania – myślę, że stąd biorą się te osobiste relacje z drugiej strony.

Kiedy nadejdzie Era Nowych Kobiet? 

To zależy tylko od kobiet, które zaangażują się w ten projekt. Nie chciałabym, żeby czuły presję, że jest jakiś deadline. Uważam, że to jest projekt na zawsze. Chciałabym, aby do Ery Nowych Kobiet dołączyło tyle liderek, aby jedna z nich budowała wokół siebie społeczność około trzydziestu osób. Każda liderka jest drzewem, które wypuszcza kolejne gałęzie – w ten sposób budujemy jedno duże drzewko szczęścia. Dla mnie najważniejszym jest, abyśmy przestały myśleć, że to rodzina, praca czy oczekiwania innych są na pierwszym miejscu, a moje szczęście gdzieś na kolejnych etapach. To jednak proces, który wymaga czasu.

 

Spróbujmy na chwilę odwrócić sytuację i wyobrazić sobie projekt Era Nowych Mężczyzn. Jaka powinna być jego agenda? 

Chciałabym podkreślić, że Era Nowych Kobiet to nie jest żadna seksmisja. Wcale nie uważamy, że mężczyźni są nam niepotrzebni. Jest dokładnie odwrotnie – potrzebujemy siebie nawzajem. Przez ostatnie lata straciliśmy harmonię, spokój i zrozumienie. Kobietom sporo udało się wywalczyć w sferze równouprawnienia, i będą robić to nadal, lecz nie w opozycji do mężczyzn. Stąd naszym symbolem są różowe szpilki, a nie np. różowy młot.

Męski mózg jest inaczej skonstruowany, musimy przestać mieć o to żal do facetów. Mężczyźni inaczej myślą, mają inne potrzeby, inaczej je werbalizują.

Ich największym deficytem jest nieumiejętność rozmawiania o emocjach. Mężczyźni mają dużo większe ego niż kobiety, nie potrafią mówić otwarcie o swoich problemach czy wątpliwościach, trudno im przyznać się, że czegoś nie wiedzą, więc nie chcą słuchać rad. Bardzo często nie mają też żadnych przyjaciół – tylko kolegów z pracy. Nie mogą się więc „wygadać”, znaleźć upustu dla presji, z którą się zmagają. Gdyby mężczyźni rozmawiali więcej o swoich problemach, na pewno żyliby dłużej.

Projekt Era Nowych Mężczyzn na pewno miałby więc sens, jednak najpierw to my musimy połączyć siły, bo to kobiety najczęściej dają emocjonalne wsparcie – innym kobietom i mężczyznom.

Często pyta Pani samej siebie: „czy jestem szczęśliwa?”… 

Miałam kiedyś taki rytuał, który pierwszy raz wcieliłam w życie, kiedy byłam zapracowaną mamą trójki dzieci. Wsiadałam do samochodu i jechałam w stronę Gdańska – 50, 100 czy 200 km – a podczas jazdy zastanawiałam się, jak się czuję, co chcę osiągnąć. Przeważnie kończyło się na 50 km. I tak np. po zdaniu aplikacji radcowskiej, kiedy w moim życiu pojawiła się wielka luka po intensywnym okresie edukacji, w czasie takiej „wycieczki” zdałam sobie sprawę, że chcę tę przestrzeń jak najszybciej zapełnić.

Dziś, kiedy czuję się źle, spotykam się z moimi wspaniałymi przyjaciółkami, które z otwartością i bez oceniania potrafią mnie wysłuchać i pomagają znaleźć rozwiązanie. Ostatnio policzyłam, do ilu osób mogłabym zadzwonić po wsparcie o każdej porze dnia i nocy. Mam dziewięć takich osób. To ogromna wartość, większość ludzi nie ma takiego komfortu.

Co jakiś czas robię też małą rewolucję w swoim życiu, bo zdaję sobie sprawę, że muszę robić pewne rzeczy inaczej, w sposób który mnie nie przytłacza czy zabiera mniej czasu. Uwielbiam też robić listę planów na najbliższy czas – zwykle są to dwie listy: wish list i to do list. W pewnym momencie mojego życia zdałam sobie jednak sprawę, że rzeczy z wish list, spotkanie z przyjaciółmi czy wakacje, ciągle przesuwałam, żeby realizować cele z to do list. I to też postanowiłam zmienić. Warto jak najczęściej zadawać sobie pytanie, czy to, co robię, jest tym, czego chcę, czy może tym, czego inni ode mnie oczekują.

Popularność pomaga Pani realizować cele, ale jest też pewnie dużym obciążeniem?  

Wszystkie osoby, które znam i które funkcjonują w przestrzeni publicznej czerpią ze swojej popularności wyłącznie korzyści, niekoniecznie materialne.

Ostatnio rozmawiałam z Magdą Gessler – znamy się od wielu lat – która powiedziała: „Asia, jak ja to kocham, tylu ludzi chce sobie zrobić ze mną zdjęcie! To mi w ogóle nie przeszkadza”. Właśnie takie podejście lubię. Nigdy nie spotkałam się z chamstwem czy złą energią, może poza hejtem w sieci. Ludzie są dużo lepsi, niż nam się wydaje, dlatego obalam mit Polaka pieniacza, który jest złośliwy, zazdrosny i ciągle narzeka. Nieprawda!

 

Pani największy sukces? 

Na pewno trzej synowie i fakt, że nic nie muszę, a bardzo wiele rzeczy mogę.