fbpx

Wulkan energii, urodzona animatorka, już w liceum zorganizowała spotkanie z jednym z szefów Microsoftu. Pomimo młodego wieku stara się niczego nie zostawiać w życiu na później – m.in. dlatego skoczyła na bungee z ponad 200-metrowej wieży. Poznajcie Natalię Iwaszko, koordynatorkę projektu Przedsiębiorcza Kobieta.

Rozmawia: Michał Gradowski

 

Pamięta Pani swój pierwszy event?

Zawsze byłam aktywna, lubiłam stawiać sobie nowe wyzwania, organizować warsztaty czy prelekcje. Już w liceum – w moim rodzinnym mieście Gorzowie Wielkopolskim – przygotowywałam eventy nawet na 500 osób. Moim pierwszym biznesowym wydarzeniem było jednak spotkanie z szefem Microsoftu na Europę Centralną i Wschodnią. Uzyskaliśmy patronat wojewody lubuskiego, na spotkanie, które odbyło się w Bibliotece Wojewódzkiej, przyszła lubuska kurator oświaty, były delegacje ze wszystkich gorzowskich szkół ponadgimnazjalnych, a wcześniej promocja w radiu i telewizji. To było moje pierwsze wydarzenie na skalę miasta, a nie tylko szkoły, więc pamiętam je bardzo dobrze.

Na studia przyjechałam już natomiast do Poznania. To był naturalny wybór, bo najważniejsze jest dla mnie nie miejsce, a relacje, a większość moich znajomych i przyjaciół też wybrała Poznań. Już pierwszego dnia czułam się tutaj jak w domu i równie szybko zaangażowałam się w projekt Przedsiębiorcza Kobieta.

Czym się on wyróżnia na tle innych wydarzeń dedykowanych kobietom, których systematycznie przybywa w Poznaniu?

Sama uczęszczam na ogromną liczbę takich spotkań, na każdym dowiaduję się czegoś nowego i zawieram nowe znajomości. Lubię tę kobiecą energię, choć na wielu wydarzeniach pojawiają się także mężczyźni. Spotkania w ramach projektu Przedsiębiorcza Kobieta na pewno wyróżniają się dostępnością – są otwarte zarówno dla kobiet biznesu, które zarządzają własną firmą lub zajmują wysokie stanowiska menedżerskie, ale także dla kobiet, które szukają w swoim życiu zmiany, chcą dopiero poczuć tego ducha przedsiębiorczości. Staramy się zapraszać osoby, które nie tylko podzielą się swoją wiedzą, ale też zainspirują słuchaczy, opowiedzą o trudnościach, które pokonali, poszukiwaniu motywacji, doradzą, jak budować swoją ścieżkę rozwoju. Na naszych spotkaniach regularnie pojawia się około 100-120 osób, są stałe bywalczynie, coraz częściej też mężczyźni, którzy próbują zrozumieć kobiecy punkt widzenia. Wieczorem w dniu wydarzenia, po dwunastu godzinach w szpilkach, mam więcej energii niż na początku dnia.

 

Kogo najbardziej chciałaby Pani zaprosić na kolejne spotkanie w ramach Przedsiębiorczej Kobiety?

Jest bardzo wiele takich osób. Na pewno bardzo inspirujące byłoby spotkanie z Dominiką Kulczyk, którą podziwiam za działalność biznesową i program „Efekt Domina”. Bardzo chciałabym też zaprosić do nas Roksanę Ciurysek-Gedir, która dla wielu kobiet mogłaby być ideałem bizneswoman, łącząc imponującą karierę w bankowości, w męskim świecie finansów, ze światem sztuki.

A spotkanie, które najbardziej utkwiło Pani w pamięci?

Gościliśmy wiele znakomitych osobistości, ale dla mnie prywatnie najważniejsze było spotkanie z Martą Klepką. Zawsze imponowała mi jej aktywność, liczba projektów, które tworzy, nie tylko jako dyrektor hotelu Blow Up Hall 5050. Chciałam, żeby jak inni prelegenci opowiedziała o sobie, ale kilka dni przed spotkaniem Pani Marta poprosiła o zmianę formuły – zależało jej na wywiadzie. To był dla mnie pierwszy wywiad na żywo, na scenie, przed tak liczną publicznością. Ogromne wyzwanie, ale też ogromna satysfakcja.

 

Takich wyzwań na pewno nie brakuje też w czasie podróżowania – Pani największej pasji. Co jest najważniejsze na tych wyprawach? 

Zwiedziłam już ponad czterdzieści krajów – od Stanów, przez Sri Lankę, po Australię i Nową Zelandię. Nie korzystam z usług biur podróży, sama organizuję wyjazdy i zapraszam na nie znajomych. Przygotowuję dla nich cały program, taki minifolder – są przeloty, transfery, hotele, atrakcje do zwiedzania ze zdjęciami, łączna cena. Wielu z nich dopiero po kilku wyprawach zorientowało się, że nie korzystają z gotowej oferty jednego z turystycznych pośredników. Podróże ukształtowały mój charakter, miały wpływ na wartości, jakie wyznaję. Dzięki wyjazdom stałam się bardziej otwarta na świat, często przypadkowo, w hostelu przy kolacji, poznawałam niesamowitych ludzi i ich historie – stewardessę z Etihad Airways, która odbierała poród na pokładzie samolotu czy lekarza z Wielkiej Brytanii, który jeździł na misje do Afryki w ramach projektu Lekarze Bez Granic.

Ulubione miejsce na mapie Pani podróży i następny wymarzony kierunek?

Zakochałam się w malutkiej wysepce Gili koło Bali. To miejsce, w którym czas się zatrzymał, gdzie można w pełni poczuć atmosferę spokoju i beztroski, przenieść się do czasów dzieciństwa.

Moim marzeniem jest natomiast zwiedzić wszystkie zamieszkałe kontynenty – została mi Ameryka Południowa, a celem numerem jeden będzie tam Salar de Uyuni, pozostałość po największym słonym jeziorze na Ziemi w boliwijskich Andach. Na lustrzanej powierzchni tego jeziora, po której można chodzić, odbijają się chmury, które są też wszędzie dookoła. Niesamowity widok.

 

Na co jeszcze poświęca Pani wolny czas?

Moją pasją jest również nurkowanie. Możliwość spędzenia czasu dwadzieścia metrów pod wodą – na Bali, w Zanzibarze czy w Tajlandii – jest doskonałą odskocznią, daje szansę na pobycie ze sobą, refleksję. Piękne widoki i cisza mają dla mnie, osoby gadatliwej, dużą wartość. (śmiech) Kolekcjonuję przeżycia, staram się niczego nie zostawiać na później. Ta cecha popycha mnie do sportów ekstremalnych. Będąc w Hongkongu wybraliśmy się do Macau, gdzie można podziwiać okolice z 233-metrowej wieży widokowej Macau Tower. Zobaczyłam tam napis: „Everyday do something that reminds you you’re still alive” i ludzi skaczących na bungee. Chwilę później podpięta do liny stałam już przy krawędzi. Skakałam wcześniej ze spadochronem, to również bardzo intensywne przeżycie, ale zupełnie innego rodzaju, bo samolot wzbija się do góry stosunkowo długo, zapala się zielone światło, wszyscy skaczą na komendę, nie ma tego momentu na samodzielne podjęcie decyzji. A tam trzeba było zrobić ten ostatni krok, spojrzeć w dół i odważyć się na skok.

 

Pani rodzice przyjeżdżają na wszystkie spotkania Przedsiębiorczej Kobiety. Czy to od nich przejęła Pani tę odwagę do realizacji swoich celów?   

Rodzice też są przedsiębiorczy, dużo podróżują, zawsze byli dla mnie ogromnym wsparciem, od nich nauczyłam się, że gdy zamykają przed tobą drzwi, trzeba wchodzić oknem. Staram się kierować w życiu tą zasadą, gdy pojawia się problem, szukać innego rozwiązania i konsekwentnie dążyć do celu. Nigdy nie miałam ściśle określonego planu na siebie, nie wiedziałam, czym chcę się zajmować, wykorzystywałam możliwości, jakie dostałam. Mam bardzo dynamiczne życie, w ciągłym biegu, ale bez tej adrenaliny nie byłabym sobą.

 

Fot. Olga Jędrzejewska