fbpx

Paweł Rost – wielki fan Bruce’a Springsteena, dobrej muzyki i artystów, którzy są twórcami, a nie odtwórcami. Kilka lat temu zaczął zmieniać poznańską scenę muzyczną, tworząc projekt „Country w Mieście – spotkania mądrych artystów z inteligentną publicznością”. 

ROZMAWIA: Karolina Kałdońska  

ZDJĘCIE: Sebastian Dacków

Skąd pomysł, aby w Poznaniu promować muzykę niszową, autorską?  

Soundtrack mojej młodości to muzyka Springsteena i innych wielkich songwriterów. Ich opowieści budowały mój świat wyobraźni, kształtowały emocje. Wielu moich przyjaciół tworzy autorski materiał, ale nie ma gdzie go zaprezentować. Postanowiłem więc stworzyć przestrzeń, która będzie promowała twórców. Tak powstała idea „Country w Mieście” – klubowej sceny promującej songwriterów. Mam na myśli artystów operujących w przeróżnej stylistyce muzycznej: country, blues, folk, muzyka poetycka czy satyryczna. Tym, co ich łączy, jest umiejętność budowania opowieści. Zamykania w kilkuminutowych ramach historii, która potrafi poruszyć, czasami bulwersować lub wzruszać. Jednak nade wszystko skłania do refleksji. 

Czy artyści chętnie przyjeżdżają na takie niszowe, studyjne spotkania?

Obecnie nie ograniczam się wyłącznie do zapraszania artystów na koncerty. Coraz częściej prowokuję ich do artystycznych działań, poprzez produkcję autorskich programów czy koncertów tematycznych. Wszystkie te działania nie byłyby jednak możliwe bez publiczności i wsparcia kilku oddanych osób, jak choćby Łukasz i Ania Szulcowie. Dzięki ich zaangażowaniu możemy realizować naprawdę odważne pomysły. Paweł Głowacki, poznański multiinstrumentalista, powołał „Country w Mieście House Band” – rotacyjny kolektyw muzyczny, towarzyszący na scenie zapraszanym gościom. Materiały promocyjne przygotowuje świetny grafik Andrzej Dobosz, a koncerty dokumentuje Sebastian Dacków. Udało się stworzyć markę rozpoznawalną w całej Polsce i przyciągającą uznanych wykonawców. Artyści lubią do nas wracać, chętnie nas rekomendują i są bardzo otwarci na wszystkie niestandardowe pomysły.

Czego najbardziej brakuje w promocji inteligentnej muzyki? 

Być może zaskoczy Panią to, co teraz powiem, ale brakuje nam wszystkim chęci do intelektualnego wysiłku. Spotkania z twórczością autorską wymagają bezpiecznej przestrzeni na wymianę poglądów i myśli. Jeśli słuchamy tych opowieści w samotności, jest nam łatwiej, niż w sytuacji, kiedy konfrontujemy nasze odczucia z innymi słuchaczami i artystą na scenie. Takie spotkania bywają niezwykle emocjonalne. Często opowiadane w piosenkach historie budzą nasz sprzeciw, niekiedy wręcz oburzenie. Reakcją jest często skłonność do oceniania i łatwego klasyfikowania ludzkich zachowań. Podczas naszych koncertów jest szansa na dialog i poszerzenie perspektywy własnych doświadczeń. Pod warunkiem, że wypracuje się w sobie skupienie i otwartość, a to nie jest takie proste w dzisiejszych czasach.

Już w marcu nastąpi premiera wywiadu rzeki z legendą muzyki country w Polsce, Michałem Lonstarem. Skąd pomysł na taki film?

Michała Lonstara poznałem kilka lat temu i zafascynowała mnie złożoność jego biografii. Mając w ręku intratny zawód architekta, poświęcił całe życie muzyce, która nigdy w Polsce nie dorobiła się statusu, jakim cieszy się na świecie. Całe życie poświęcił na jej promocję, a jest bardziej ceniony i rozpoznawalny w Nashville czy Europie niż u nas. To niezwykle ciekawy człowiek, warto przedstawić go szerszej publiczności. Serdecznie zapraszam do kina Muza 30 marca. Szczegóły na: www.countrywmiescie.pl