O sukcesji, rozwijaniu siebie i firmy, o tym jak mieszkać lepiej i czego moglibyśmy nauczyć się od Australijczyków rozmawiamy z Agnieszką Banaszak, prezesem zarządu firmy deweloperskiej DOM-EKO, która wybudowała w Poznaniu już ponad tysiąc mieszkań.

Rozmawia: Michał Gradowski

Zdjęcia: Filip Wendland

 

W 2002 roku razem z ojcem rozpoczęła Pani budowanie firmy, która dziś przechodzi wiele zmian m.in. związanych z sukcesją. Jak wspomina Pani tamten czas?   

To było ogromne wyzwanie, bo z jednej strony musiałam poukładać sobie relacje z tatą, który stał się moim szefem, a z drugiej strony, jako młoda osoba, a do tego kobieta, musiałam równocześnie zbudować swój autorytet w branży deweloperskiej, w której wtedy, w jeszcze większym stopniu niż dziś, przeważali mężczyźni.

 

Dziś jest już łatwiej?

Coraz więcej osób na stanowiskach kierowniczych, także w firmach deweloperskich, to kobiety. To już nie jest przeszkoda, a raczej atut.

Kobiety lepiej się komunikują, mają w sobie więcej empatii, mniejszą rolę odgrywa ego. Kiedy kobieta rozmawia o realizacji inwestycji, nikt nikomu nie udowadnia, kto ma rację, strony skupione są na znalezieniu optymalnego rozwiązania konkretnego problemu. To jest jak gra zespołowa. Kobiety mają mnóstwo cech, które sprawiają, że lepiej odnajdują się w roli liderek, zwłaszcza w firmach rodzinnych.

Czy proces sukcesji można już uznać za zakończony?

Razem z ojcem współtworzyłam tę firmę, więc nie jest to typowy proces sukcesji. Jesteśmy na zaawansowanym etapie przekazywania firmy w ręce młodszego pokolenia. Tata nie angażuje się już w bieżącą działalność, ale ciągle służy nam swoją radą. Pozostaje jednocześnie współwłaścicielem, mającym wpływ na podejmowanie wszystkich kluczowych decyzji dotyczących naszej organizacji.

Należy on do pokolenia, dla którego praca była wiodącym elementem w życiu, więc nie była to dla niego łatwa decyzja, ale wspólnie doszliśmy do wniosku, że zmiany są konieczne. To był naturalny proces, stopniowo przejmowałam nowe obszary związane z technicznymi aspektami inwestycji, którymi do tej pory zajmował się ojciec. Do naszego zespołu dołączyły nowe osoby, przejmując część obowiązków związanych z budową, posiadające nie tylko odpowiednie  kompetencje i doświadczenie, ale przede wszystkim podzielające naszą filozofię. W firmie nie jestem zatem sama. Poza kompetentnym i zaangażowanym zespołem w zarządzie jest również moja siostra, która wspiera mnie od wielu lat, rozwijając firmę w zakresie marketingu i public relations.

Patrząc z boku wydaje się, że firmę DOM-EKO tworzy bardzo zgrany zespół. Są wspólne wyjazdy na narty, życzenia urodzinowe w mediach społecznościowych, torty dla Pani Prezes…

Oczywiście o to trzeba by zapytać przede wszystkim naszych pracowników, ale rzeczywiście mamy bliski kontakt, trochę jak w rodzinie. Pracownicy utożsamiają się z wartościami firmy. Wspólnie świętujemy sukcesy, ale też wspieramy się i pomagamy sobie w trudnych sytuacjach życiowych. Trzon DOM-EKO tworzy dziesięcioosobowy zespół, ale jako firma deweloperska, która sama realizuje inwestycje budowlane, współpracujemy także z licznymi podwykonawcami. Bardzo dbamy o to, aby firmy te wyznawały podobne do naszych wartości.

Ten rodzinny charakter firmy wpływa także na sposób, w jaki komunikujemy się z klientami. Osoby kupujące u nas mieszkania mają bliski kontakt z doradcą, ale też bezpośrednio z nami – np. przy podpisaniu aktu notarialnego, gdzie zawsze obecny jest przedstawiciel zarządu. Nie jesteśmy korporacją, klienci czują się u nas „zaopiekowani” i dzięki temu mają do nas większe zaufanie.

Jego zdobycie to w tej branży niełatwe zadanie, bo deweloperzy nie cieszą się raczej dobrą opinią…

Faktycznie, wiele zawodów związanych z nieruchomościami cieszy się złą sławą: pośrednicy, zarządcy, a zwłaszcza deweloperzy. Największy wpływ miały na to spektakularne upadki firm deweloperskich, przez które ludzie tracili oszczędności swojego życia. Dziś cała branża bardzo się zmieniła, dojrzała, jest wiele prawnych rozwiązań zabezpieczających interesy klientów.

Jako członek Polskiego Związku Firm Deweloperskich angażujemy się w wiele inicjatyw, które mają na celu zmianę wizerunku firm deweloperskich. Na targach mieszkaniowych edukujemy klientów, jak we właściwy sposób kupić mieszkanie, jak dokonać świadomego wyboru, jak zabezpieczyć się prawnie np. w przypadku zakupu nieruchomości w trakcie budowy.

Przede wszystkim jednak pracujemy na obraz naszego biznesu, dbając o relacje z klientami, pracownikami, firmami, z którymi współpracujemy. Chcemy być przykładem tego, że budując zdrową organizację można osiągać zysk i systematycznie się rozwijać.

 

Kiedy powstawała firma DOM-EKO słowo ekologia nie było jeszcze odmieniane przez wszystkie przypadki niemal w każdej branży. Czy to była świadoma decyzja, żeby już wtedy tak sprofilować działalność?

Powiem szczerze, że nie. Jednak kiedy na jednym z warsztatów rozwojowych dla firm rodzinnych, w których braliśmy udział, próbowaliśmy dokładnie nazwać nasze wartości, elementy wyróżniające, to złożyły się one w szeroką definicję słowa EKO, rozumianego nie tylko jako ekologia, ale też np. ekonomia. Nigdy nie chcieliśmy być ani najwięksi, ani najtańsi. Elementem wyróżniającym nasze projekty jest wartość dodana, która oznacza wykorzystanie naturalnych materiałów budowlanych i wykończeniowych, dobrą termoizolację i energooszczędne rozwiązania, a w konsekwencji niższe rachunki. Istotna jest także lokalizacja inwestycji w pobliżu terenów zielonych, które sprzyjają prowadzeniu aktywnego trybu życia.

Jednakże faktycznie bardzo ważna jest dla nas ekologia sensu stricto. Na jednej z naszych inwestycji – Polanka Kameralna – apartamenty na ostatnim piętrze zostały zbudowane w technologii szkieletu drewnianego z zastosowaniem materiałów budowlanych i izolacyjnych z włókna drzewnego. Jest

rekuperacja, ogrzewanie podłogowe, okna najwyższej jakości – w środku panuje wyjątkowy mikroklimat, ma się wrażenie, że cały czas przebywamy we właśnie przewietrzonym pomieszczeniu. Technologia ta chroni mieszkańców przed upałem w lecie oraz spadkami temperatur, czy też smogiem w zimie. Ekologia to trend rozwojowy. Mamy nadzieję zaistnieć na mapie Poznania w świadomości jego mieszkańców jako ekodeweloper.

Jako firma zachęcacie: „Mieszkaj lepiej!”, jak to wygląda w praktyce?

Kluczowa jest świadomość potrzeb i oczekiwań klientów, dlatego realizujemy projekty dla osób, które mają określoną wizję funkcjonowania siebie i swojej rodziny. I wybierają np. mieszkania oddalone od centrum miasta, gdzie ceny za metr kwadratowy są nieco niższe, ale można pozwolić sobie na większy metraż, a do dyspozycji są także np. pomieszczenia wspólnotowe. Tak jest w naszej inwestycji Silva Eco Ville, oddanej do użytku w ubiegłym roku. Chcieliśmy, aby mieszkańcy mogli integrować się z sąsiadami, razem gotować, oglądać mecze, organizować wspólne seanse filmowe czy kreatywne warsztaty dla maluchów. Zaprojektowaliśmy więc dla nich wspólne przestrzenie. Wiemy, że chętnie z nich korzystają, że dzięki nim lepiej się poznali i lepiej im się mieszka.

Taka świadomą decyzją jest też wybór mieszkania mniejszego, ale za to blisko centrum. Jesteśmy w przededniu rozpoczęcia budowy inwestycji Tumsky Residence, w wyjątkowej lokalizacji, z bogatą historią, w unikatowym otoczeniu, na jedynej wyspie w Poznaniu. Lokalizacja blisko terenów rekreacyjnych rzeki Warty, a jednocześnie blisko Śródki, Malty czy Rynku Starego Miasta to oszczędność na dojazdach, więcej czasu wolnego na realizację pasji, a w konsekwencji lepsza jakość życia.

 

Co w tej pracy daje najwięcej satysfakcji?

Ogromna różnorodność i zmienność. Projekt i realizacja każdej inwestycji to złożony proces, który wymaga wiedzy nie tylko czysto technicznej, ale też doświadczenia z zakresu prawa, finansów, współpracy z urzędami centralnymi czy jednostkami samorządu terytorialnego. Na każdym etapie wymaga też sporo kompetencji miękkich. Każdy projekt, każdy klient jest inny. To branża, w której nie można popaść w rutynę.

Największą satysfakcję dają jednak drobne, codzienne sprawy. Kiedy klient przy podpisaniu aktu notarialnego szczerze podziękuje, pochwali pracowników w biurze czy na budowie, podzieli się opinią na temat jakości obsługi. Bardzo cenię sobie także krytyczne, merytoryczne uwagi, bo wbrew pozorom świadczą one o zbudowaniu dobrej relacji – klient mówi nam wprost, co możemy poprawić, zamiast wypisywać negatywne komentarze na forach internetowych. To są elementy, które najbardziej budują i motywują do jeszcze większych starań. Poza tym uznanie w oczach współpracowników, zgodnie z maksymą Johna Adaira: „Na szefa wybiera Cię rada nadzorcza lub zarząd, na lidera – serca i umysły ludzi”.

 

A co Panią motywuje poza pracą?

Przede wszystkim rodzina – mąż i trzech wspaniałych chłopców – starszy syn w tym roku skończy dziesięć lat, młodsze bliźniaki w lutym obchodziły szóste urodziny. Staramy się z mężem znaleźć balans między pracą a życiem prywatnym, pracować nad sobą, pokazywać synom, że wysiłek procentuje, że warto się rozwijać – dla siebie, ale też dla innych. Cała rodzina jest bardzo aktywna, urlopy najchętniej spędzamy na nartach, sporo podróżujemy. Poprzednie wakacje spędziliśmy w Alpach, w przyszłym roku planuję dłuższą wyprawę ze starszym synem do Australii. Wraz z mężem wpajamy dzieciom, że ważna jest samodzielność, dlatego nie zawsze wyjeżdżamy w komplecie 2+3, czasami podróżujemy w innych konfiguracjach, a dzieci mogą wtedy spędzić czas tylko z jednym z nas i budować swoje własne relacje, bez rodzeństwa, z osobami spotykanymi w podróży.

Codziennie zaczynam dzień o szóstej rano spacerem z psami – dwoma bokserami, zimą czasami z latarką na głowie. Cisza, spokój, przyroda wokół – to jest mój czas na zebranie sił i uporządkowanie myśli. Staram się też znaleźć wolną chwilę na jogę, która uczy skupienia się na tu i teraz, pomaga zachować równowagę, wycisza emocje.

Ten spokój, dystans, to słynne easy-going jest też czynnikiem, który sprawił, że zakochałam się w Australii. To moja druga ojczyzna. Oczywiście czynniki kulturowe, historyczne czy charakterologiczne nie są bez znaczenia, ale

ten brak „spinania się” moglibyśmy przejąć od Australijczyków.

 

Myśli Pani, że tego luzu można się nauczyć?

Jacek Santorski, twórca Akademii Psychologii Przywództwa,

trafnie sformułował myśl, która jest mi bliska w kontekście ego, czy szerzej naszych cech charakteru: to ty masz ego, a nie ego ma ciebie. Rozumienie siebie – swojego ciała, swoich cech charakteru, tego, jak jesteśmy postrzegani i kim jesteśmy pozwala w bardzo świadomy sposób korzystać ze swoich zasobów, wybierać odpowiedni sposób komunikacji, podejmować decyzje, z kim warto pogłębiać relacje. Utożsamiam się też z hasłem learn-unlearn-relearn – życie cały czas weryfikuje naszą wiedzę, wciąż jesteśmy na etapie nauki, w trakcie procesu zmiany. Jacka Santorskiego poznałam na jednym ze spotkań firm rodzinnych organizowanych przez Instytut Biznesu Rodzinnego, krótko po urodzeniu chłopców, nie było więc mowy o studiach na APP. Cały czas miałam jednak z tyłu głowy pomysł na podjęcie studiów z psychologii przywództwa, co, kiedy nadszedł odpowiedni moment, okazało się jedną z najlepszych decyzji w moim życiu.

Wiele osób – zwłaszcza kobiet – kiedy chce zrobić coś dla siebie, zaczyna wątpić i myśleć, że plany te stoją w sprzeczności z oczekiwaniami i potrzebami innych – bliskich, znajomych czy współpracowników. Warto jednak wtedy zadać sobie pytanie, dlaczego to robię. Jeśli dzięki tym działaniom, nawet jeśli chodzi tylko o pójście na trening czy przeczytanie książki, stanę się lepszym człowiekiem, lepszym menedżerem, lepszą żoną czy mamą, nie ma żadnego usprawiedliwienia, żeby tego nie robić. Nie ma wymówek, ale też wyrzutów sumienia.

 

Czego Pani obecnie brakuje?

Na tym etapie brakuje mi tylko czasu. W moim życiu dzieje się teraz dużo wartościowych, wymagających wysiłku rzeczy, które łączą się z realizacją ogromnej potrzeby rozwoju.

Właśnie wróciliśmy z weekendu szkoleniowo-integracyjnego w Szklarskiej Porębie, podczas którego Bogumił Głuszkowski – sportowiec, twórca Citizena – uczył nas m.in. kontroli nad własnym ciałem poprzez różnego rodzaju ćwiczenia. Na stoku z kolei pod okiem fachowców ćwiczyliśmy wchodzenie na krawędź, wykonywanie skrętu, wyprowadzanie narty. Jeśli nie włożymy w to odpowiednio dużo wysiłku i skupienia, upadniemy. To dobra metafora, bo w życiu jest podobnie – bez codziennego wysiłku, pracy nad sobą i z innymi ludźmi, nie będziemy odpowiednio przygotowani. Jeśli natrafimy na trudniejszy moment, poślizgniemy się. Dlatego ten obecny niedobór czasu i spiętrzenie zadań w moim życiu to w pełni świadoma decyzja, aby w dłuższej perspektywie lepiej sobie wszystko poukładać.

 

A gdyby miała Pani zająć się czymś zupełnie innym – co by to było?

Otworzyłabym kwiaciarnię – kocham kwiaty. A gdybym miała niewyczerpane pokłady wolnego czasu, poświęciłabym go na podróżowanie i realizację sportowych pasji.