fbpx

Jak być jednocześnie spełnioną matką, partnerką i bizneswoman? Jak skutecznie promować tolerancję i różnorodność? Między innymi na te pytania już niedługo w Poznaniu odpowiadać będzie Omenaa Mensah, dziennikarka, prezenterka telewizyjna, przedsiębiorca, założycielka fundacji Omenaa Foundation, która buduje szkołę dla dzieci ulicy w Ghanie.

Rozmawia: Michał Gradowski

Zdjęcia: Marta Wojtal

Już 7 marca będzie Pani gościem spotkania na Młyńskiej12 w ramach projektu KREATORZY WIZERUNKU by MM. Czego możemy się spodziewać? 

Omenaa Mensah: To wydarzenie organizowane z myślą przede wszystkim o kobietach, na którym opowiem o swojej działalności biznesowej, o mojej pracy w fundacji, pozyskiwaniu partnerów biznesowych, realizacji projektów, oczywiście też o pracy w telewizji oraz o łączeniu tych wszystkich aktywności z rolą spełnionej mamy i partnerki. Liczę na ciekawe pytania, dociekliwość, na rozmowę na ważne tematy, także te prywatne.

Zaczniemy jednak od tematu „typy osobowości a sposoby ubierania się”. Są cztery podstawowe typy osobowości: sangwinik, choleryk, melancholik, flegmatyk. Każdy z nas powinien być świadomy, jakim typem jest, bo to pomaga w wyznaczeniu sobie drogi zawodowej i życiowej. Ja na przykład jestem typem towarzyskiego sangwinika z cechami energicznego choleryka, osobą otwartą, raczej gadułą, ale też sfokusowaną na realizację wyznaczonych celów. Każdy typ ma swoje wady i zalety. Z moim typem osobowości na pewno nie spełniałabym się np. jako księgowa. Określenie właściwego dla nas typu osobowości to dobry punkt wyjścia do szerszej autorefleksji, odpowiedzi na pytanie, „kim jestem?”, „co chcę w życiu robić?”. Prowadzę też warsztaty motywujące dla kobiet, wiele z nich nie czuje się dobrze w swoim ciele, a dobrze dobrany strój pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości.

Od wielu lat Polacy korzystają z Pani rad, jak się ubrać – próbując dobrać strój odpowiedni do pogody. Czy telewizja jest ciągle na pierwszym miejscu? Bo jest jeszcze przecież własna marka meblowa Ammadora czy aktywność w branży modowej… Jak znaleźć na to wszystko czas? 

Próbowałam ostatnio policzyć, ile czasu poświęcam telewizji. Wyszło mi około

30 proc. aktywności zawodowej, ale w marcu ruszamy z nagraniami do nowego programu o najbardziej luksusowych domach i wnętrzach w Polsce, więc te proporcje pewnie się nieco zmienią. W programie będziemy pokazywać niesamowite realizacje domów w całym kraju, rozmawiać z topowymi architektami wnętrz – to będzie pasjonująca przygoda. Oczywiście nie porzucam prognozy pogody, naprawdę ciągle bardzo to lubię.

Mały biznes prowadziłam jeszcze na studiach, już wtedy wiedziałam, że chcę zarabiać własne pieniądze. Praca w telewizji jest wspaniała, ale zdaję sobie sprawę, że nie trwa wiecznie, dlatego od wielu lat rozwijam też inne projekty biznesowe. Obok Ammadory zainwestowałam w markę James Button, która produkuje wyjątkowe koszule, a część kwoty ze sprzedaży każdej z nich zasila moją fundację Omenaa Foundation. W ramach projektu „Każda koszula pomaga” powstają limitowane kolekcje przygotowane przez znanych projektantów – już we wrześniu premiera najnowszej kolekcji stworzonej przez Macieja Zienia.

Obok James Button uruchomiliśmy również markę premium Occhiello, promującą klasyczną włoską elegancję – garnitury szyte na miarę w najmniejszej, rodzinnej Sartorii w Neapolu, prowadzonej przez braci, która rocznie produkuje 300 sztuk garniturów. Są to produkty bardzo unikatowe, więc na nasze garnitury prowadzimy zapisy. Już niedługo otwieramy nowe atelier, w którym zamówić będzie można ekskluzywny garnitur na miarę. Atelier wyposażone zostanie w meble Ammadora&Heban, które produkuję we współpracy z Galerią Heban.

Jak pogodzić te wszystkie projekty? Kluczem jest dobra organizacja czasu, duże pokłady energii, chęci i determinacji, ale przede wszystkim świetny zespół, który udało mi się stworzyć. Od osób, które zarządzają strategicznymi projektami, przez zespół PR, który dba o kreację wizerunku mojego i mojej fundacji, po moją prawą rękę, Pamelę Munyama.

Od wielu lat w swojej fundacji promuje Pani tolerancję i różnorodność. Widać jakiś progres? 

W ostatnich dwóch latach mieliśmy sporo dowodów raczej na regres w tym aspekcie, ale myślę, że idziemy w dobrą stronę. Najważniejsze są działania skierowane do dzieci i młodzieży – to od nich zaczyna się cały ten proces, to oni mogą wychować w przyszłości pokolenie, dla którego ważna będzie różnorodność.

W promowaniu tolerancji istotne są małe kroki. Nie chodzi o to, aby z dnia na dzień diametralnie zmienić czyjąś postawę, bo to jest niemożliwe, ale dać powód do refleksji, do zastanowienia się, czy to, co robię, jak traktuję innych jest ok. Nie na ostro, bo zwykle wtedy rozmówca się „napina”, a efekt jest odwrotny do zamierzonego, ale w lekkiej, przystępnej formie.

Właśnie tak będziemy to robić w spektaklu teatralnym Czarno to widzę w reżyserii Olafa Lubaszenki. Sztukę dla Omenaa Foundation napisał Marcin Szczygielski. Będzie ona wspierała działania edukacyjne mojej fundacji. Weronika Książkiewicz, Patricia Kazadi, Lesław Żurek i wielu innych znanych aktorów w zabawny sposób opowie na scenie o tolerancji. Mam nadzieję, że spektakl odwiedzi całą Polskę, a wpływy ze sprzedaży biletów mocno zasilą budżet naszego projektu KIDS HAVEN (DZIECIĘCA PRZYSTAŃ).

To najważniejszy projekt Omenaa Foundation – budowa szkoły w Temie w Ghanie dla dzieci ulicy. Na jakim jest etapie i ile da lokalnej społeczności?

Potrzeba nam około 400 tys. złotych, do tej pory udało się zebrać ok. pół miliona zł. Niedawno zaczęliśmy współpracę z firmą Wedel, która produkuje polskie czekolady z kakao z Ghany. Dzięki temu w styczniu zrobiliśmy dach, w czerwcu planujemy kolejny etap prac. Marzy mi się, aby w przyszłym roku zakończyć budowę, ale droga do tego celu jest jeszcze bardzo kręta. To duży projekt, jak na afrykańskie warunki, a zbieranie funduszy na szkołę dla dzieci, które żyją tysiące kilometrów stąd, nie jest w Polsce łatwe. Ciągle wielu ludzi w naszym kraju uważa, że jest nam bardzo źle i sami potrzebujemy pomocy, dlatego ostatnie lata poświęciłam na pokazywanie tego, jak w wielu miejscach wygląda życie dzieci w Afryce. Sześciolatek jest oddawany przez własnych rodziców do niewolniczej pracy na plantacji. Często dopiero po wielu latach udaje się go uwolnić – dzięki pracy specjalnej komórki policyjnej, z którą współpracujemy na miejscu. I kiedy takie dziecko trafia do ośrodka Salezjanów Don Bosco, w którym budujemy szkołę, na przykład w wieku dwunastu lat, pierwszy raz śpi w łóżku, pierwszy raz ma okazję skorzystać z prawdziwej toalety, dostaje swój pierwszy zeszyt i może po raz pierwszy uczyć się matematyki czy angielskiego. To pokazuje skalę wyzwań, z jakimi się mierzymy. Czterdzieści pięć milionów ludzi na świecie wykonuje pracę, która ma charakter niewolniczy. Dzieci, którymi się opiekujemy, są doskonałym przykładem niewolnictwa w XXI wieku.

W Polsce edukacja, dostęp do szkół podstawowych są na najwyższym europejskim poziomie, nawet podopieczni domów dziecka mają zagwarantowane miejsce w szkole. W Afryce, jeśli rodziców nie stać na edukację, dzieci w ogóle się nie uczą. Mimo tego ciągle wiele osób zadaje pytanie, dlaczego budujemy szkołę w Afryce, a nie w Polsce. Chcemy dać tym dzieciom wędkę, aby mogły same pokierować swoim życiem. Podobnie wychowuję też własne dzieci. Mój ojciec zawsze mówił: „pieniądze, samochody, domy, biżuteria, zegarki – to wszystko można łatwo stracić, ale tego, co mamy w głowie – wykształcenia, doświadczenia – nikt nam nie zabierze”. W sierpniu wraz z kolejną grupą wolontariuszy jedziemy do Afryki. Już nie mogę się doczekać.

Czy kiedy teraz przyjeżdża Pani do Poznania, porównuje miasto z czasami, kiedy kończyła Pani tu studia? Jak wypada to porównanie? Podróż sentymentalna, czy raczej odkrywanie miasta na nowo?

Poznań zdecydowanie wolę poznawać na nowo. Wcale tak dobrze nie wspominam swoich czasów studenckich, a miejsca, które wtedy odwiedzałam albo już nie istnieją, albo już nie chciałabym tam bywać. Podoba mi się Poznań w nowej odsłonie, wyremontowane ulice, nowe inwestycje, takie jak Bałtyk. Miałam okazję być ostatnio w Concordii Design. Na Młyskiej12 jeszcze nie byłam, ale to podobno wyjątkowe miejsce.

 

Jak dużo daje rozpoznawalność? Czy warto zrezygnować z komfortu anonimowości, żeby łatwiej realizować swoje cele?

W Polsce rzeczywiście nie mam już tego komfortu, więc raczej wybieram sprawdzone, ulubione, mniej dostępne miejsca. Sporo czasu spędzam jednak za granicą – tam ciągle mogę cieszyć się anonimowością. Nie uciekam natomiast od popularności, bo prowadząc fundację własnego imienia wiem, że dzięki niej mogę zrobić coś dobrego na drugim końcu świata, wykorzystując kontakty, które zdobyłam przez lata pracy w mediach. Przyzwyczaiłam się już, że jestem oceniana przez pryzmat tego, jak wyglądam, jak ludzie postrzegają mnie w mediach, ale bardzo często po bliższej rozmowie słyszę „nie wiedziałem, nie widziałam, że Pani jest taka normalna!”. Choć zależy, co dla kogo znaczy normalność. (śmiech)