fbpx

Jej fotografie publikowały magazyny „Vogue” oraz „National Geographic”. Na świat patrzy obrazami. Niezależna kobieta przedsiębiorcza – wiele lat zarządzająca dużą firmą. Z drugiej strony osoba niezwykle delikatna, z pasją do piękna. Z Beatą Orcholską rozmawiamy o tym, jaki świat widzi patrząc przez obiektyw.

Rozmawia: Dorota Gut

Zdjęcia: Beata Orcholska

 

Kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęła się Twoja fotograficzna przygoda?

Beata Orcholska: Zaczęłam fotografować wiele lat temu. Dodatkowo uwielbiam podróżować. Połączyłam te dwie pasje i wybrałam się do Indii. Wyjechałam w poszukiwaniu plemion, które żyją z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, a także zanikających religijnych obrzędów charakterystycznych dla wybranych obszarów tego kraju.

Uczestniczyłam w wielu rytuałach na pograniczu magii i ludzkiej wyobraźni. To było niezwykłe doświadczenie. Zazwyczaj interesują mnie miejsca niepopularne wśród turystów. Często wybieram kierunki egzotyczne także kulturowo. Przywoziłam z takich wypraw ogrom kadrów, ale najważniejsi na tych kadrach byli ludzie i ich codzienne – jakże dla nas niecodzienne – życie.

                    

Chętnie fotografujesz balet…

Balet niezmiennie mnie fascynował. Szczególnie urzeka mnie subtelność i delikatność. Postanowiłam, że moja praca dyplomowa będzie dotyczyła piękna ruchu w balecie. Poprosiłam tancerzy oraz osoby zajmujące się nim zawodowo, aby pozowały mi w ruchu, wykonując ustalone pozy. Ja zatrzymywałam migawkę, tak aby zawsze znajdowały się one kilka centymetrów nad ziemią. Zdjęcia były na tyle dobre, że promowały wystawę dyplomową. To mnie zachęciło do dalszych projektów. I tak balet i jego elementy towarzyszą moim zdjęciom do dziś, a często są motywem przewodnim. Do zdjęć chętnie angażuję artystów bądź adeptów szkoły baletowej, więc w naturalny sposób wykorzystuję ich sposób poruszania, grację czy piękne baletowe pozy. Fotografia podróżnicza zeszła niestety na drugi plan. Co może potwierdzać fakt, że planując koleje wyprawy, staram się znajdować miejsca związane z baletem. I tak na przykład za cel postawiłam sobie zrobienie zdjęć w słynnej szkole baletowej, w małej miejscowości Camaguey na Kubie, do której dostanie się było większym wyzwaniem niż cała wyprawa. (śmiech) Ale satysfakcja ze zrobionych zdjęć bezcenna.

 

Twoje fotografie prezentowane są na stronie „Vogue” Italia. Jak to się stało, że się tam pojawiły?

„Vouge” Italia ma bardzo surowe kryteria selekcji przyjmowania zdjęć i jestem bardzo zadowolona z tego, że moje fotografie wpisują się w ich estetykę. Jest to swoisty egzamin i wysoko postawiona poprzeczka dla fotografów pragnących być promowanymi w tak prestiżowym magazynie. Pewnego dnia odważyłam się przesłać do nich swoje zdjęcia, a oni je zaakceptowali.

 

Twoja praca nie ogranicza się do fotografowania i obróbki zdjęć. Stylizujesz swoich modeli, aranżujesz wnętrza, masz wizję artystyczną, którą ukazujesz na fotografiach. Skąd inspiracje, pomysły?

Codziennie spotykam interesujących ludzi, artystów, modeli, ciekawe miejsca, wszystko to mnie inspiruje. Wystarczy niebanalne spojrzenie, drobna, na pozór nieistotna rzecz. Ostatnio piłam kawę w kawiarni, patrząc na intrygujące malowidło na ścianie. Niedługo potem za pozwoleniem właścicieli odbyła się tam sesja zdjęciowa. Do moich kadrów szukam naturalnego, miękkiego światła. Ograniczam postprodukcję do minimum. Lubię w nich tę naturalność .

 

Od czego rozpoczynasz pracę? Jak przebiega proces twórczy?

Lubię planować całościowo, jednak to nie jest krótki proces. Myślę obrazami i tak widzę świat. Ale to początek procesu kreacji. Cały czas poszukuję pięknych miejsc, inspiracji. Gdziekolwiek jestem, rozglądam się i sprawdzam, co mogę wykorzystać do moich kadrów. Dziś mam już taką śmiałość, że widząc piękny ogród, idę do właściciela z zapytaniem o użyczenie do sesji, ale nie zawsze tak było. Następnie zamawiam stroje. Czasem z pozoru prosta kreacja wymaga godzin ręcznej pracy. Korzystam jednak z ulubionej pracowni kostiumów i dekoracji scenicznych. Kolejnym etapem jest dostosowanie aranżacji do potrzeb danego ujęcia. Zdarza się, że w planowanym miejscu przestawiam wszystkie meble, aby kadr był zgodny z moją wizją. Sporą przestrzeń na wyrażenie siebie pozostawiam moim modelom i to oni mają ogromny wkład w efekt finalny. Lubię ludzi i liczę, że to działa z wzajemnością, ponieważ na sesji bardzo ważna jest dobra atmosfera i zrozumienie siebie nawzajem.

 

Co jest najtrudniejsze w realizowaniu swoich wizji, a który etap najprzyjemniejszy?

Oczywiście najtrudniejsze są przygotowania, zgranie wszystkich szczegółów. Dostępność osób i miejsc, które wybrałam do realizacji danej wizji artystycznej. Czasem trwa to kilka miesięcy. Ale jak już wszystko jest gotowe, to następuje najprzyjemniejszy, wyczekiwany etap realizacji zdjęć.

 

Co chcesz przekazać odbiorcy swoimi fotografiami?

To trudne pytanie. Każdy twórca realizuje swoją wizję z założeniem, że jest ona oddaniem jego estetyki. Jeśli komuś odpowiada mój sposób patrzenia na świat – patrzenia obrazami – to już nawiązuje się nić porozumienia. Oznacza to, że tak samo widzimy piękno, które nie zawsze jest oczywiste.