fbpx

Już 18 marca rozpocznie się VI Międzynarodowy Kongres Firm Rodzinnych. Do Poznania, stolicy polskiej przedsiębiorczości rodzinnej, przyjedzie ponad 400 gości z całej Polski i krajów Europy Zachodniej. O tym, czego nie można przegapić w bogatym programie tego wydarzenia opowiada dr Adrianna Lewandowska, doradca ds. strategii i sukcesji, prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

Rozmawia: Michał Gradowski

Jak bardzo zmieniła się świadomość tego, czym jest i jak ważna jest sukcesja od pierwszej edycji Kongresu, organizowanego przez Instytut Biznesu Rodzinnego?

Mam wrażenie, że o sukcesji zaczęto wreszcie mówić głośno. Sukcesja to coraz rzadziej temat tabu. I bardzo dobrze. Do tej pory właściciele rzadko rozmawiali ze swoimi dziećmi, zięciami, kuzynami, małżonkami czy pozostałymi członkami rodziny zaangażowanymi w biznes o jego przyszłości, strategii czy roli nowego pokolenia w firmie. Dotychczas dominowały raczej tematy związane z operacyjną działalnością firmy, inwestycjami, celami krótkoterminowymi. Gdzieś w tym wszystkim zawieruszyła się z kolei najważniejsza kwestia tożsama rodzinnym firmom – długowieczność. O przemijaniu mówi się niekomfortowo. Jest to jak najbardziej logiczne, że właściciel firmy odwleka ten temat w nieskończoność. Jednakże istotą całej sprawy jest zakodowanie w myślach właściciela, że choć to on zainicjował ten biznes i dał podwaliny jego sukcesu, to sam stanowi „tylko” pierwsze z nieskończenie wielu ogniw, które w kolejnych pokoleniach budować będą rodzinne imperium i wielkie dziedzictwo. Właściciel musi to sobie zakodować, ale i w pełni zrozumieć i zaakceptować. Tylko wtedy stworzy potencjał długowieczności i da możliwość stawiania kolejnych kamieni milowych rozwoju biznesu swoim następcom. Dlatego wracając do Pana pytania, to odpowiadam: TAK, świadomość zmieniła się bardzo, ale ciągle jest w tej materii mnóstwo pracy do wykonania.

Wśród prelegentów Kongresu znajdziemy właścicieli największych firm rodzinnych w Polsce, ale też na świecie. Czy modele sukcesji mają swoją narodową specyfikę? Czy są kraje, które najlepiej radzą sobie z tym procesem i jak wypadamy na ich tle?

Mamy dwa modele gospodarek, które na przestrzeni wieków pokazały nam, Polakom, pozbawionym przez poprzedni system doświadczeń sukcesyjnych i wielopokoleniowych firm rodzinnych, jak wygląda krajobraz sukcesji. Pierwszy z nich, do którego jest nam zdecydowanie bliżej to model niemiecki, a drugi, stanowiący jego przeciwieństwo, to model anglosaski. Model naszych zachodnich sąsiadów zakłada, że własność firmy pozostaje w rękach rodziny, stanowiąc rodzinne dziedzictwo, nad którym nadzór sprawuje Rada Rodziny. Natomiast zarządzanie firmą oddawane jest w ręce sukcesorów z rodziny albo managerom zewnętrznym. W modelu anglosaskim marki rodzinne pozostają, natomiast zmienia się ich własność, która należy już do obcego kapitału.

W Polsce cała fala sukcesji odbywa się w tym samym czasie – tysiące firm przejdzie ten proces w podobnym czasie. I to właśnie jest wyjątkowe w polskiej sukcesji. Jesteśmy chyba największym krajem w Europie, który posiada tyle biznesów w pierwszym pokoleniu i dlatego też wiele oczu skierowanych jest na nas, przypatrując się jak będzie wyglądać krajobraz polskiego biznesu po pokoleniowej zmianie. Zostanie w rękach rodziny, czy się skonsoliduje, sprzeda? Problem w zasadzie tkwi w tym, że właściciele polskich firm rodzinnych często błędnie rozumieją znaczenie słowa SUKCESJA. Niejednokrotnie słyszę: „mam komu zostawić firmę, więc uwinę się z tym wszystkim w rok”. Tymczasem sukcesja to proces bardzo złożony, który może potrwać nawet kilkanaście lat! Moja definicja sukcesji opiera się na czterech „W”. To wiedza, władza, własność i wartości. Sukcesja powinna rozpocząć się od tego pierwszego, czyli transferu wiedzy. O firmie, salonie, warsztacie, klientach, produktach, strategii itd. Musimy oczywiście wiedzieć, komu tę wiedzę przekazać. Potem transferujemy władzę – samodzielny obszar działania, projekt, budżet, czyli coś, co może zweryfikować odpowiedzialność sukcesora. Dopiero w trzeciej kolejności jest czas na własność, bo wtedy wiemy już, co i komu chcemy przekazać. Co bardzo istotne, wszystko to odbywa się na poziomie wspólnych wartości, w które firma wierzy. Aby cały proces sukcesji przebiegł pomyślnie, trzeba świadomie przejść przez te wszystkie etapy. A na to potrzeba sporo czasu.

 

Program dwudniowego Kongresu jest bardzo bogaty – pięćdziesięciu prelegentów, dziewięć paneli dyskusyjnych, dziesięć kreatywnych warsztatów. Gdyby jednak miała Pani wybrać tylko jedno wydarzenie, którego nie można przegapić, co by to było?

Myślę, że spektaklu – to zupełna nowość na Kongresie. Zaangażowaliśmy profesjonalnych aktorów poznańskich teatrów, aby pokazać to, co w skomplikowanych relacjach firmowo-rodzinnych najtrudniejsze. Przyjrzymy się z bliska rodzinie, która staje nagle przed wyzwaniem sukcesji. Zaobserwujemy, jak trudne może być dla poszczególnych członków rodziny to wyzwanie, z jakimi emocjami, obawami, ale też nadziejami może się ono wiązać. Jednym słowem – odbijemy się w zwierciadle. Czy takie problemy towarzyszą również nam, sukcesorom lub nestorom? Jak możemy je rozwiązać? Jak możemy lepiej ze sobą o nich rozmawiać? Mam nadzieję, że oprócz pewnej konfrontacji, obdarzymy widzów spektaklu inspiracją do tego, jak radzić sobie z sytuacjami, w których trudno powiedzieć, czy jesteśmy kochającymi rodzicami, dziećmi, czy może już partnerami biznesowymi.

Siedzibą Instytutu Biznesu Rodzinnego jest Poznań, w Wielkopolsce działa wiele firm rodzinnych o długoletniej tradycji. Czy dzięki temu, że Kongres odbywa się w Poznaniu, w hotelu IBB Andersia, właściciele firm z naszego regionu będą reprezentowani najliczniej? 

Nie ma reguły, firmy rodzinne przyjeżdżają do nas z całej Polski, jak i zachodnich krajów Europy. Oczywiście Poznań ma swoją silną reprezentację rodzin biznesowych. Nie bez przypadku mówi się o Poznaniu jako o stolicy polskiej przedsiębiorczości rodzinnej, niemniej jednak gościć będziemy rodziny biznesowe z całej Polski. Jest to bardzo dobra okazja dla biznesów rodzinnych prowadzonych przez Wielkopolan, by wymienić się wiedzą i doświadczeniami z rodzinami biznesowymi z Podlasia, Podkarpacia, Lubelszczyzny, Dolnego Śląska, Warmii czy Mazur… Przy okazji budujemy świadomą społeczność przedsiębiorców, których firmy dążą do istnienia w kolejnych pokoleniach.