Absolwenci Politechniki Poznańskiej, od urodzenia związani z Poznaniem, w dwa lata stworzyli firmę, która już ma na koncie współpracę z klientami o miliardowych obrotach. Dzięki nim właściciele restauracji mogą cieszyć się świeżym powietrzem i jednocześnie zredukować koszty ogrzewania nawet o połowę, a z tańszej ciepłej wody korzystają… więźniowie. Oto Jakub Sobczyński i Tomasz Słupianek, właściciele firmy Hydro Engineering.

Rozmawia: Michał Gradowski

Zdjęcia: Jakub Borkowski, archiwum prywatne

 

Czy historia spółki Hydro Engineering, specjalizującej się w projektowaniu i wykonywaniu inteligentnych systemów ogrzewania, wentylacji i klimatyzacji, wpisuje się w schemat „rzucili pracę w korporacji i rozkręcili własną firmę”? Najpierw była znajomość prywatna, czy biznesowa?    

Jakub Sobczyński: Z Tomkiem znamy się od wielu lat, razem studiowaliśmy inżynierię środowiska na Wydziale Budownictwa Politechniki Poznańskiej. Później obaj pracowaliśmy „w zawodzie”, w kilku firmach wykonawczych i korporacjach, cały czas utrzymując kontakt. Z jednej strony mogliśmy więc dobrze poznać potrzeby korporacji, w których pracowaliśmy, a z drugiej strony mieliśmy też okazję dostrzec słabe strony firm wykonawczych, które pracowały dla tych firm, a my rozmawialiśmy z nimi, reprezentując inwestora. W końcu trafiliśmy do jednej firmy, dobrze nam się współpracowało i powoli zaczęła się rodzić wizja wspólnego biznesu.

Firma powstała zaledwie dwa lata temu i bardzo szybko się rozwija. Udało się trafić w niszę?  

Tomasz Słupianek: W pewnym sensie tak. W dużym skrócie zajmujemy się utrzymywaniem odpowiednich parametrów powietrza wewnątrz pomieszczeń – może to być np. wnętrze restauracji, hala produkcyjna, ale też prywatna nieruchomość.

Projektujemy i wykonujemy instalacje wentylacji, klimatyzacji, ogrzewania i tzw. mediów peryferyjnych. W tej branży procedura jest zwykle taka: najpierw inwestor zamawia projekt, który powstaje na bazie pewnych ogólnych założeń, w oderwaniu od potrzeb konkretnej firmy i przyszłej eksploatacji. Następnie szuka firmy wykonawczej, porównuje ceny i najczęściej wybiera najtańszą firmę, która pracuje zgodnie z projektem, bez analizowania wstępnych założeń. Na każdym etapie tego procesu powstają małe luki – głównie poprzez optymalizację kosztów, z pominięciem całej, początkowej istoty projektu – które sprawiają, że ostateczny efekt jest daleki od oczekiwań klienta. Dlatego my pracujemy zupełnie inaczej.

J.S.: Angażujemy się w nieszablonowe projekty, które wymagają kreatywności, rozwiązania konkretnego problemu. Wiele firm odrzuca takie niestandardowe zlecenia, przy których spełnienie – np. wymagań higieniczno-sanitarnych czy BHP – jest utrudnione. Pracujemy obecnie przy luksusowych apartamentowcach na Starym Rynku, czyli w miejscu objętym całkowitą ochroną konserwatora zabytków, co stwarza wiele wyzwań przy lokalizowaniu elementów naszych instalacji – większość firm omija takie „trudności” szerokim łukiem.

Naszym dużym atutem jest także doświadczenie w zakresie rozliczania projektów z wykorzystaniem zewnętrznych źródeł finansowania. Większość wykonawców zaczyna pracę dopiero wtedy, kiedy środki na realizację są już zagwarantowane, a inwestycja jasno sprecyzowana. My pomagamy też wcześniej. Jeśli inwestor ma np. pięć segregatorów wytycznych, których przeanalizowanie zajęłoby mu kilka dni, doradzimy, jak sporządzić dokumentację, aby później „obronić” dofinansowanie.

T.S.: Dobrym przykładem specyfiki naszej firmy jest współpraca z klientami z branży gastronomicznej. W tym przypadku inwestorzy często wykładają prywatne pieniądze, pilnują budżetu, bardzo angażują się w projekt, a im bardziej się angażują, tym więcej mają pomysłów. Naszą rolą jest przesianie tych pomysłów i wybranie optymalnego rozwiązania. Z takim klientem trzeba jednak blisko współpracować, poświęcić mu czas i być bardzo elastycznym, bo niekiedy wizja zmienia się w połowie realizacji projektu.

Najważniejsze są dla nas bezpieczeństwo, jakość, efektywność, profesjonalizm

dlatego na tym etapie staramy się nie przyjmować zleceń, które wymagałyby zatrudnienia wielu podwykonawców, aby mieć nad całym procesem pełną kontrolę. Najczęściej realizujemy więc projekty o wartości od kilkudziesięciu tysięcy do pół miliona złotych, które zwykle trwają kwartał, maksymalnie pół roku.

Domyślam się, że celem wielu realizowanych projektów jest chęć obniżenia kosztów eksploatacyjnych?

T.S.: Zdecydowanie tak. Nasze wcześniejsze doświadczenia zawodowe – codzienna eksploatacja, serwis wielu różnych systemów wentylacji czy klimatyzacji – pozwalają nam patrzeć na każdy projekt z perspektywy długoletniej eksploatacji – w korporacjach często musieliśmy rozwiązywać problemy, które na etapie powstawania projektu w ogóle nie były brane pod uwagę lub modyfikować skrajnie energochłonne systemy.

 

Jakie rozwiązania są najpopularniejsze i ile można zaoszczędzić?

T.S.: Obecnie coraz częściej instalacje klimatyzacyjne są wykorzystywane także jako pompy ciepła – można w ogóle zrezygnować z inwestowania w instalację grzewczą. Oczywiście coraz szersze zastosowanie – głównie w przemyśle, ale też w gastronomii – ma też rekuperacja, czyli odzyskiwanie ciepła z wentylacji.

Oszczędności? Na przykład instalacja, którą zaprojektowaliśmy i wykonaliśmy w restauracji „Dym na Wildzie” pozwoli ograniczyć koszty ogrzewania co najmniej o 50 procent, a powietrze zewnętrzne o temperaturze poniżej 0 st. C tylko dzięki odzyskiwaniu ciepła może być ogrzane do 15-18 st. C – wszystko przy pracy z bardzo „trudnym” medium, jakim jest dym znad opalanych drewnem i węglem grilli.  Czujemy się „mocni” także w instalacjach solarnych – jedną z nich wykonaliśmy niedawno dla poznańskiego Aresztu Śledczego przy ul. Nowosolskiej.

Pewnie 99 procent klientów, zamawiając np. instalację wentylacyjną, nie ma pojęcia, jak powinna być wykonana. Jak w praktyce wychwycić tę różnicę? 

J.S.: Podam prosty przykład. Na pewno nie raz zdarzyło się Panu siedzieć pod nawiewnikiem i czuć, jak wieje Panu po plecach. Ten nieprzyjemny efekt to konsekwencja zastosowania tańszego rozwiązania – kratek nawiewnych zamiast puszek rozprężnych, dzięki którym powietrze wypływa w „łagodny” sposób – nawet jeśli ktoś siedzi bezpośrednio pod nawiewnikiem, nie czuje powiewów – ani ciepłego, ani zimnego powietrza.

Świadomość i wiedza klientów systematycznie rosną. Dobra wentylacja w wielu miejscach może mieć kluczowe znaczenie. Jeśli po wyjściu z restauracji całe nasze ubranie będzie przesiąknięte zapachem jedzena, więcej tam nie przyjdziemy. Kilka ciepłych lat sprawiło też, że temat klimatyzacji jest już wielu osobom bardziej znany, choć ciągle pokutuje mit, że od klimatyzacji się choruje. Rzeczywiście można zachorować, ale tylko od źle zaprojektowanej i wykonanej lub nieprawidłowo serwisowanej klimatyzacji.

Jakimi inwestycjami w Poznaniu i okolicach może się pochwalić Hydro Engineering?

T.S.: Realizowaliśmy bardzo duży projekt dla przetwórni drobiu firmy Konspol w Słupcy. Wymogi jednego z klientów firmy – znanej, międzynarodowej sieci fastfoodowej – wiązały się z koniecznością zbudowania od podstaw nowego systemu wentylacji. Obecnie wykonujemy instalację sprężonego powietrza i instalację wentylacyjną w cukrowni Pfeifer & Langen Polska w Środzie Wielkopolskiej, a wcześniej pracowaliśmy np. przy modernizacji Green Hotelu w Komornikach, a w samym Poznaniu – w restauracji Ratuszova czy wspomnianym Dymie na Wildzie, szereg projektów dla Aresztu Śledczego na Młyńskiej i Nowosolskiej. Mamy też przyjemność pracować przy kolejnym etapie rozbudowy biurowca Business Park Grunwald, w którym znajduje się nasza siedziba. Jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni, kolejni klienci polecają nas następnym, a pozyskiwanie nowych zleceń ułatwia nam przede wszystkim dobra opinia.

Etap rozkręcania firmy wymaga zwykle wielu wyrzeczeń. Praca osiem czy raczej dwanaście godzin dziennie?

J.S.: Chcemy budować szczere relacje z klientami, więc nie będziemy się kreować na osoby, które wszystko poświęcają firmie. Staramy się pracować osiem godzin dziennie i efektywnie wykorzystać każdą minutę. Choć po pracy odbieramy telefony, reagujemy na nieprzewidziane sytuacje nawet w weekendy, bo chcemy być stuprocentowym wsparciem dla klientów. Cały czas rozwijamy się szybciej, niż planowaliśmy, jesteśmy o krok do przodu, co chwilę coś nas pozytywnie zaskakuje – kupujemy więc kolejne narzędzia, kolejny samochód, zatrudniamy kolejną brygadę. Ostatnie dwa lata były czasem rozwoju, inwestycji, poszerzania zakresu usług. Teraz chcielibyśmy ustabilizować działalność i maksymalnie wykorzystać bazę, które zbudowaliśmy. Dopiero w dalszej perspektywie myślimy o kolejnych planach – nowej siedzibie z własnym warsztatem produkcyjnym.

A co po pracy?

T.S.: Staramy się aktywnie spędzać wolny czas i dbać o dobry balans między pracą a życiem rodzinnym. Obaj mamy synów w tym samym wieku – w tym roku skończą trzy lata. Naszą wspólną pasją jest wakeboard, pływamy w Owińskach przez większą część roku, bo sezon w tym sporcie trwa nawet osiem miesięcy, a zimą jeździmy na nartach i desce. Jeśli pogoda dopisuje, do pracy jeździmy rowerami.

 

Czy ta firma mogłaby rozwijać się w powodzeniem w innymi miejscu niż Poznań?

J.S.: Zasięg firmy jest ogólnopolski, obecnie prowadzimy duże projekty m.in. w Szczecinie i na Dolnym Śląsku. Na budowach staramy się być jak najczęściej, przynajmniej raz w tygodniu, więc to, gdzie mamy siedzibę ma drugorzędne znaczenie. Wychowaliśmy się jednak na Ratajach, ja obecnie mieszkam na Jeżycach, Tomek na Plewiskach, to tutaj mamy najwięcej kontaktów. Obaj od pokoleń jesteśmy związani z Poznaniem i jesteśmy z tego dumni.