fbpx

Od wielu lat zauważam, że mężczyźni w kontakcie ze mną wyczuwają, iż jestem zupełnie inną osobą, niż wskazuje na to mój wygląd. Czują przede mną respekt – mówi Katarzyna Kierzek-Koperska, zastępca prezydenta Poznania.

Rozmawia: Stanisław Haława

Zdjęcia: Jakub Borkowski

W przeciągu ostatnich kilku lat jest Pani drugą kobietą na stanowisku zastępcy prezydenta Poznania. To dowód na siłę kobiet, a może wręcz odwrotnie – na ich słabość w polityce i samorządzie?

To, że obejmujemy takie stanowiska, na pewno świadczy o sile poznanianek. Pokazujemy w ten sposób, że też jesteśmy kompetentne, czy tak samo merytoryczne jak mężczyźni. Sprawdzamy się tak samo jak i oni na stanowiskach kierowniczych, dyrektorskich czy w polityce.

W jednym z wywiadów – przed objęciem obecnego stanowiska – powiedziała Pani, że prezydent Poznania powinien być bardziej sprawnym menedżerem niż politykiem. Nadal tak Pani uważa?

Podtrzymuję swoje słowa. Nie uprawiam polityki w urzędzie i w przyszłości też nie mam zamiaru tego robić. Prezydent i jego zastępcy powinni być osobami, które służą wszystkim mieszkańcom naszego miasta, niezależnie od ich sympatii politycznych.

Skoro już mowa o sympatiach politycznych. Do polityki trafiła Pani całkiem niedawno, bo zaledwie kilka lat temu. To prawda, że mąż miał w tym swój duży udział?

Tematy polityczne w naszej rodzinie przewijały się od wielu lat, ale kiedy pojawił się projekt stworzony przez Ryszarda Petru, mąż przekonał mnie do przyłączenia się do tej nowej inicjatywy. Nie wahałam się specjalnie, ponieważ Ryszard Petru to osoba, która poglądowo była mi bliska. Oboje jesteśmy ekonomistami z silnym nastawieniem na sprawy gospodarcze i wolny rynek.

Jak wcześniej wyglądała Pani kariera zawodowa?

Byłam przedsiębiorcą, doradcą podatkowym, pracowałam też w Izbie Doradców Podatkowych, zajmowałam się również obrotem nieruchomościami. Przez lata zdobywałam więc doświadczenie w biznesie, które dziś mogę wykorzystać pracując dla poznaniaków w urzędzie miasta.

W jaki sposób to doświadczenie przekłada się dziś na pracę w magistracie?

Dzięki niemu staram się wprowadzić w urzędzie pewną innowacyjność. Ale jako wiceprezydent chcę też czerpać z wiedzy innych, dlatego dla mnie ważne jest to, by w urzędzie pracowali zarówno doświadczeni samorządowcy, jak i osoby, które przychodzą ze świeżymi pomysłami. To daje fajną różnorodność, która może dać początek nowym, ciekawym inicjatywom.

Coś Panią zaskoczyło w pierwszych dniach pracy w urzędzie?

Proceduralność. Wcześniej jej nie doświadczałam, ponieważ biznes jest bardziej elastyczny, dlatego wiele spraw można załatwiać w nim szybko. W urzędzie obowiązuje prawo zamówień publicznych, wszystko musi być oparte na określonych procedurach i przejrzystości finansów publicznych. Do tego systemu pracy muszę się jeszcze przyzwyczaić.

 

Dziś więcej Pani pracuje niż kilka miesięcy temu?

Czuję, że pracy jest więcej, ale bardzo lubię wyzwania. Prezydent i jego zastępcy pracują praktycznie na okrągło. Mamy spotkania służbowe również w weekendy. Staram się cały czas korzystać z zaproszeń na takie spotkania, więc większa liczba godzin spędzonych w pracy właśnie stąd wynika.

Ale jako przedsiębiorca nie miała Pani do czynienia z mieszkańcami, których potrzeby są bardzo zróżnicowane. Te zresztą są czasem artykułowane w bardzo bezpośrednio sposób, nie zawsze przyjemny dla władz miasta.

Nie zawsze jest różowo. (śmiech) Rozumiem jednak, że poznaniacy mają swoje oczekiwania wobec nas. Jednak generalnie jestem chętna do rozmowy i debaty z poznaniakami, lecz nie toleruję w niej braku kultury osobistej.

Ten brak kultury przejawia się często w protekcjonalnym traktowaniu kobiet. Jest Pani drobną blondynką o sympatycznej aparycji, więc pewnie mężczyźni nie zawsze traktują Katarzyny Kierzek-Koperskiej jako równorzędnego partnera…

Na szczęście nie. Od wielu lat zauważam, że mężczyźni w kontakcie ze mną wyczuwają, iż jestem zupełnie inną osobą, niż wskazuje na to mój wygląd. Czują przede mną respekt. (śmiech)

Jest Pani twardą babką?

Tak mi się wydaje.

A wymagającym szefem?

Tak, natomiast wymagam tyle samo od siebie, co od innych.

Wcześniej wspomniała Pani, że lubi wyzwania, co zatem jest tym największym obecnie?

Na pewno walka ze smogiem, bo za tym idą ogromne pieniądze i niemałe komplikacje. Mamy w tej chwili problem z pozyskiwaniem środków rządowych na ten cel. Niestety nie ma funduszy, które na terenie Wielkopolski byłyby skierowane do samorządów i pomogłyby w wymianie pieców na bardziej ekologiczne. Na szczęście mamy inne pomysły na rozwiązywanie problemu smogu. Chcemy współpracować w Veolią, czyli głównym dostawcą ciepła w Poznaniu, a także korzystać z bezpośrednich dopłat unijnych, skoro brakuje ich na terenie kraju.

Walka ze smogiem to jednak nie kwestia miesięcy, roku czy dwóch lat…

To wymaga działań wieloletnich, choć aktywiści miejscy oczekują błyskawicznych rozwiązań. Niestety, nie da się tego zrobić tak szybko, jak byśmy tego chcieli. Musimy także zwiększać świadomość mieszkańców, bo bez tego sukcesu nie odniesie nawet najlepszy program antysmogowy. Każdy z nas powinien zresztą zacząć od siebie i zastanowić się, co może zrobić dla poprawy jakości powietrza.

Pani też zaczęła?

Tak, na pewno rzadziej poruszam się samochodem po mieście. Korzystam z komunikacji miejskiej, a w kwestii ogrzewania korzystam z cieplika miejskiego. Mieszkając wcześniej w domu jednorodzinnym nie zdawałam sobie np. sprawy jak szkodliwy jest popularny dziś kominek.

Zajmuje się także Pani rozwojem miasta. Od kilku lat Poznań, jak i inne polskie miasta borykają się z problemem wyludniania i przenoszeniem mieszkańców do gmin ościennych. Co można zrobić, by ten trend zatrzymać?

Jesteśmy w trakcie budowania programu dla mieszkańców – Karty Poznaniaka. Nad tym programem będziemy jeszcze pracować kilka miesięcy, by był odpowiednio skonstruowany. Chcemy, by wszystkie osoby zameldowane w Poznaniu oraz płacące swój PIT w jednym z poznańskich urzędów skarbowych mogły korzystać z preferencji, które zapewni im miasto, miejskie spółki, ale także część prywatnych podmiotów, świadczących usługi lokalne. To będzie więc miejski program lojalnościowy dla poznaniaków.

Jakie preferencje ma Pani na myśli?

Myślimy o cenach biletów komunikacji miejskiej, usługach oferowanych przez spółki miejskie, takich jak Termy Maltańskie. Chcemy też poprawić system dostępności żłobków czy lokali komunalnych dla osób tutaj mieszkających i utożsamiających się z miastem poprzez płacenie PIT-u właśnie tutaj.  Każdy mieszaniec ma inne potrzeby, dlatego nie może być to program skierowany tylko do jednej grupy poznaniaków – rodzin z małymi dziećmi, seniorów czy studentów. Zapewniam, że każdy znajdzie zachętę do tego, aby tu płacić podatki. Co ważne, program będzie skierowany do wszystkich poznaniaków, czyli tych, którzy już podatki w Poznaniu płacą, a także do tych, którzy dopiero przystąpią do programu.

W urzędzie zajmuje się Pani także kontaktami z przedsiębiorcami. Przez lata Poznań reklamował się jako stolica startup-ów, co nie do końca było zgodne z prawdą. Jak teraz chce Pani zdefiniować miasto?

Rzeczywiście nie mamy w tej chwili mocno określonej tożsamości biznesowej. Chcę pokazać Poznań jako miasto przedsiębiorczości innowacyjnej i stwarzać warunki dla tego typu działań. Zauważam, że przedsiębiorcy w mieście doszli niestety do ściany opłacalności – koszty działalności wciąż rosną, a ze względu na dużą konkurencyjność nie mają już dużej zdolności do podnoszenia cen za usługi czy towary, dlatego też przestali się rozwijać. Musimy zatem stworzyć warunki dla innowacyjności, ale opartej na ekonomii społecznej. Taki trend światowy zaczyna do nas docierać. Są już firmy na terenie Poznania, które stosują taką politykę.

Myśli Pani o wsparciu dla drobnych i średnich przedsiębiorców czy ściąganiu do miasta wielkich koncernów?

Będziemy działać dwutorowo, bo małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebują czegoś innego niż duże. W przypadku międzynarodowych firm, oczywiście chcemy je gościć, ale powinniśmy sprowadzać te, które zapewniają wzrost rozwoju miasta, dają wysokopłatne miejsca pracy i budują rangę miasta na arenie międzynarodowej.

Jak w te działania wpisywać się będzie ważna impreza, czyli Dni Przedsiębiorczości Poznań?

To dla nas bardzo istotne wydarzenie, dzięki niemu pokazujemy, że doceniamy najlepszych przedsiębiorców. W przyszłym roku w związku z Dniami Przedsiębiorczości czekają nas duże zmiany, bo wprowadzimy kolejną ocenianą kategorię. Chodzi o działania proekologiczne. Zatem każdy, kto będzie je podejmował, otrzyma dodatkowe punkty w wyścigu o tytuł Poznańskiego Lidera Przedsiębiorczości.

W tym nawale pracy znajduje jeszcze Pani czas na książkę i film?

Na książkę niestety ostatnio nie mam czasu, choć bardzo żałuję, bo lubię czytać. Natomiast w kinie byłam ostatnio z mężem na filmie „Kursk”. Mam też ulubiony serial, do którego często wracam w wolnej chwili. To „House of Cards”. Kocham zwierzęta, więc wolny czas często za to spędzam z moich ukochaną Szilą, dwunastoletnią suczką husky.

A sport?

Niestety na to też brakuje czasu, choć bardzo lubię grać w tenisa i uprawiać jogę. W Poznaniu mamy wiele możliwości, na ulicach widać biegaczy, rowerzystów, korty są wypełnione, stąd moje postanowienie noworoczne – częściej uprawiać sport.

Niewiele mówi Pani o swojej rodzinie. Czym zajmują się Pani dzieci?

Córka studiuje ekonomię, natomiast syn studiuje lotnictwo i szkoli się na pilota pasażerskiego.

Co z mężem? Nie narzeka, że więcej czasu spędza Pani w urzędzie niż w domu?

Nie, wręcz przeciwnie, wspiera mnie. Jako rodzina od zawsze działaliśmy w taki sposób, że moja działalność społeczno-polityczna była przez nią akceptowana. Siadaliśmy wspólnie przy jednym stole i otwarcie rozmawialiśmy o tym, bo przecież to, czym obecnie się zajmuję wpływa na całą rodzinę. Nigdy bym sobie nie pozwoliła na to, by robić cokolwiek wbrew rodzinie, bo ona jest dla mnie najważniejsza. Narzekań więc nie ma, ale oczywiście wiem, że woleliby mieć żonę i mamę częściej w domu. (śmiech)

Chciałaby Pani zachęcić poznanianki do angażowania się w samorząd i politykę? Odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach przewijają się ciągle te same twarze i nazwiska aktywnych w tym obszarze kobiet.

Brakuje mi kobiet, ale proszę pamiętać, że mamy do czynienia z długim procesem. Niemniej to, że nadal nie ma nas wiele, często wynika z naszego charakteru. Nie doceniamy siebie. Kobiety trzeba przekonać, by nie bały się podejmować wyzwań, a przecież jesteśmy mądre, wykształcone, merytoryczne. Ja wspieram kobiety, bo czuję, że motywowanie kobiet do większego udziału w życiu społecznym jest także moim powołaniem na tym stanowisku.

Łatwo pozbyć się z naszego społeczeństwa stereotypu Matki Polki?

On może pokutować jeszcze przez wiele lat, ale cały czas się zmieniamy. Widać to zwłaszcza w ostatnich latach, szczególnie w chwilach, kiedy kobietom próbuje się odebrać część wolności. Czarne protesty pokazały, jak duża jest nasza wewnętrzna siła, i to, że z nami trzeba się liczyć. Mamy więc potencjał, by z tej grupy wykreowały się polityczki, czego życzę Polsce.

Skoro politycy muszą się liczyć z kobietami, to prezydent Jacek Jaśkowiak także?

Prezydent Jaśkowiak jest moim szefem, więc to ja muszę się liczyć z nim. (śmiech) Szanuję zależność zawodową, a w tym układzie to ja jestem jego podwładną.