Piłka nożna to duży sprawdzian osobowości. Pozwala poznać swoje dobre i złe strony oraz siłę własnego charakteru. Z Bartoszem Bosackim, byłym piłkarzem Lecha Poznań oraz reprezentantem kadry narodowej, rozmawiamy o życiu po piłce i emocjach, których cały czas w nim nie brakuje.

Rozmawiają: Piotr Chabzda, Dorota Gut

Zdjęcia: Jakub Borkowski

Spotykamy się w nowo otwartym concept store MB Motors w Posnanii. To tu można zapoznać się z ofertą dealera samochodów marki Mercedes Benz, której ambasadorem jest nasz rozmówca.

Panie Bartku, pierwsze pytanie, jakie nasuwa się na myśl, to czy po zakończeniu kariery sportowej ma Pan więcej czasu?

(śmiech) Wydawało mi się, że będę miał więcej czasu. Życie piłkarza jest zdyscyplinowane i zaplanowane, a ten etap skończył się z dnia na dzień. Moje dzisiejsze zajęcia zajmują tyle samo albo nawet więcej czasu niż treningi i mecze.

Wielu młodych chłopaków gra w piłkę, ale nie każdy staje się piłkarzem zawodowym. Jakie były Pana początki?

Od dziecka lubiłem ten sport. Pamiętam, że jako młody chłopak standardowo kopałem piłkę na boisku pod blokiem na Piątkowie wspólnie z kolegami. „Łowcą talentów” w moim przypadku okazała się ciocia mieszkająca w tym samym bloku, na siódmym piętrze, która obserwowała z okna moje dokonania na boisku i zaproponowała rodzicom, żebym poszedł na egzaminy do szkoły sportowej, gdzie kiedyś pracowała. W Szkole Sportowej nr 13 wszystko się zaczęło. Dzięki temu, że nie czułem żadnej presji, iż muszę zostać piłkarzem, mogłem się spokojnie rozwijać i bawić się sportem. Wiem, że taki nacisk nie pomaga, wręcz blokuje i za to jestem wdzięczny przede wszystkim rodzicom. Poświęcałem się takim aktywnościom, jakim chciałem i szukałem własnej drogi. Zostałem obdarowany naturalnymi predyspozycjami fizycznymi, które umożliwiały osiąganie sukcesów podczas lat szkolnych, także w innych dziedzinach sportu. Jednak to piłka zawsze była dla mnie najważniejsza!

Wiele lat później mogliśmy Pana podziwiać na murawie podczas najważniejszych sportowych wydarzeń. Grał Pan w kadrze narodowej. Nam, kibicom, podczas meczów reprezentacji towarzyszą ogromne emocje, a jak to wygląda od wewnątrz?

Nie można tego wyrazić żadnymi słowami, to trzeba przeżyć. Emocje są nie do opisania. Te wspomnienia pozostaną ze mną na zawsze. Reprezentacja to marzenie każdego sportowca. Przeszedłem przez wszystkie szczeble reprezentacji – od juniora, przez kadrę młodzieżową, w której byłem kapitanem, a następnie zadebiutowałem w drużynie narodowej. Trenowałem z najlepszymi. Grałem z moimi idolami.

A mistrzostwa świata?

Dla piłkarza to najważniejsze wydarzenie sportowe na świecie. To marzenie każdego, kto gra w piłkę. Miałem to szczęście poczuć atmosferę i ogromne emocje, które towarzyszyły mi na boisku i podczas całej imprezy. Te emocje mogą utrudnić zawodnikowi życie i nawet doświadczeni sportowcy podczas tak dużego wydarzenia mogą sobie z nimi nie poradzić. Reprezentacja to specyficzna drużyna. Trener nie musi uczyć grać piłkarzy w piłkę. Musi ich wybrać, zebrać i motywować do działania. Nie każdy zawodnik musi być najlepszy na swojej pozycji – chodzi o stworzenie współpracującego zespołu. Selekcjoner musi być przede wszystkim dobrym psychologiem. Mistrzostwa świata to turniej najlepszych, ale tak naprawdę każdy może wygrać z każdym, co pokazał mundial w Rosji, gdzie ówcześni mistrzowie świata, Niemcy, nawet nie wyszli ze swojej grupy.

Czas mundialu to nie tylko ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny, to również zmiana stylu życia
i funkcjonowania na co dzień…

Podczas mundialu drużynie towarzyszy cały czas ochrona. Autokar jadący na mecze nie ma prawa się zatrzymać – nawet jeśli jest korek. Wszystkiego pilnują dwa helikoptery i kolumna samochodów eskortujących przejazdy. To buduje napięcie. Dodatkowo kadra to dwudziestu trzech facetów „zamkniętych” ze sobą na ponad miesiąc, którzy także mają swoje osobiste problemy życia codziennego. To nie takie łatwe, aby zachować wewnętrzny spokój, ale motywacja jest ogromna.

Jak odnaleźć normalność w życiu zdominowanym przez piłkę?

To trudne zadanie. Podczas sezonu ligowego wszystko jest podporządkowane treningom i meczom. Należy umiejętnie dysponować czasem, by zachować równowagę i przeznaczać go również na odpoczynek i rodzinę, która jest dużym wsparciem. Podczas jednego z sezonów byłem poza domem 272 dni. Sukcesy wymagają poświęceń.

Czy brakuje Panu tego stylu życia i adrenaliny?

Nigdy nie lubiłem biegać – trening biegowy w lesie wykonywałem za karę. Teraz, po zakończeniu kariery sportowej, biegam bez przymusu. Ciało samo domaga się wysiłku. Adrenaliny czasami także mi brakuje, ale są sposoby, aby ją uzupełnić. Motory, quady, pływanie na kitesurfingu, wake boardzie czy narty to sporty dające te emocje, które najbardziej lubię. Przede wszystkim narty, to moja druga miłość.

Jest Pan ambasadorem MB Motors – co jest takiego w mercedesach, że przyciągają?

Sama marka towarzyszyła mi od dziecka i budzi pozytywne wspomnienia. Gdy miałem cztery latka, to dziadek miał mercedesa. W późniejszych latach – tata. Kiedy padła propozycja, aby zostać twarzą MB Motors, nie wahałem się. Mit, który kiedyś funkcjonował, że to marka samochodu dla pana w kapeluszu, już dawno stracił na ważności. Mercedesy pasują do młodych, dynamicznych osób, chcących czerpać z życia całymi garściami. Powiem więcej, marka na tyle się rozwinęła, że jest w stanie zadowolić najbardziej wymagających w każdym wieku.

Jazda samochodem również wyzwala w Panu emocje?

Tak, tym bardziej, jeśli jeździ się modelem samochodu, który potrafi je dodatkowo spotęgować swoimi osiągami. Takie emocje i jednocześnie bezpieczeństwo zapewnia właśnie Mercedes.