Dlaczego ludzie nieświadomie sabotują swoje własne marzenia i plany? Jak połączyć przywilej posiadania z luksusem bycia sobą? O szczęściu, przełamywaniu własnych barier i poszukiwaniu równowagi rozmawiamy z Joanną Janowicz, trenerem personalnym i doradcą biznesowym, która właśnie razem z mężem wydała swoją pierwszą książkę #Być sobą. Żyć tak, by niczego nie żałować.

Rozmawia: Dorota Gut

Zdjęcia: Kuba Wittchen

Pędzę na spotkanie, na które jednak chwilę się spóźniam, za co bardzo ją przepraszam. Korki, telefony, spotkania – żyję w ciągłym niedoczasie. Uśmiecha się i mówi, że rozumie. Siadamy przy herbacie z jaśminem, w zacisznym kącie przytulnej restauracji, zostawiając za sobą zgiełk i wszelkie sprawy. Rozmawiamy o ważnych aspektach życia, tematach, które dotyczą każdego z nas. I mam wrażenie, że świat na półtorej godziny się zatrzymał.

Co to jest szczęście?

Szczęście dla każdego oznacza coś innego. Definicyjnie rzecz ujmując to emocja, która wynika z pozytywnie odbieranych doświadczeń. Patrząc szerzej, szczęście to umiejętność odnajdywania radości w małych rzeczach i akceptacja tego, co się dzieje. Rzeczywistość składa się z sytuacji, które nie zawsze są wygodne, przyjazne i łatwe, tym bardziej warto więc odnajdywać pozytywne aspekty, które w konsekwencji czegoś nas uczą, ponieważ wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Uczucie szczęścia może być długotrwałe i krótkotrwałe. Możemy radować się chwilą – to entuzjazm, silna emocja, która jest ulotna. I możemy odczuwać zadowolenie z życia i samych siebie przez długi czas, to kwintesencja szczęścia. W życiu występuje naturalny dualizm – nie docenimy szczęścia, jeśli nie zaznamy smutku.

 

A co dla Ciebie znaczy szczęście?

Lubię zadawać sobie to pytanie co jakiś czas, wciąż na nowo. Ja się zmieniam, moje potrzeby się zmieniają, więc w zależności od etapu życia moje szczęście ewoluuje. Przede wszystkim jednak, szczęście to rozwój. Człowiek, który stoi w miejscu ogranicza się w tej emocji. Stąd biorą się frustracje, brak radości z życia. Dla mnie szczęście to sytuacje, w których osiągam wcześniej określone plany i marzenia, szczególnie te, które początkowo mogły wydawać się zupełnie nieosiągalne. Cieszy mnie sprawczość, możliwość wpływu na własne życie. Moje postrzeganie szczęścia to także rozmowy o życiu z koleżanką przy spontanicznej kawie, to moja kotka, która majestatycznie przychodzi wtedy, gdy ją wołam. A robi to niezwykle rzadko. (śmiech) Albo wschód słońca, który oglądam, bo z trudem, ale wstałam na ten wschód. Raduje mnie czysta karta każdego dnia, dająca nowe możliwości. Doceniam bardzo małe rzeczy, z których staram się cieszyć w danej chwili, tu i teraz. Szczęście to dla mnie hawajskie aloha, które oznacza dokonywanie takich wyborów w życiu, by korzystała z nich wspólnota i natura, i by służyły większemu dobru. To także włoskie dolce far niente, celebrujące nicnierobienie, coś, co większa część świata zwalcza w pogoni za szaleństwem produktywności. Włosi opanowali tę sztukę z gracją, a nie jest ona wcale taka prosta! (śmiech)

Jesteś osobą szczęśliwą?

Tak. Zawsze szukam powodów do wdzięczności. Trzy rzeczy z każdego dnia zanim zaśniesz – za co jesteś wdzięczny czy wdzięczna. Badania pokazują, że ludzie, którzy wyrażają wdzięczność i zapisują powody swej wdzięczności, stają się bardziej szczęśliwi. To mała rzecz, ale niezwykle cenna, bo sprawia, że doceniamy to, co mamy. Jak każdy człowiek, mam czasem gorsze chwile, bywam smutna, czasem płaczę. Akceptuję te sytuacje, ponieważ emocji nie dzieli się na dobre czy złe. Każda z nich ma wielkie znaczenie i niesie konkretny przekaz. Słucham siebie. Im lepiej siebie znam, im bardziej czuję, co mi służy, tym bardziej autentyczne i dobre jest moje życie. Jestem szczęśliwą kobietą.

 

Ostatnio, na jednym ze „Śniadań w prestiżowym stylu”, organizowanych przez redakcję „Poznańskiego Prestiżu”, jedna z uczestniczek chwaliła Twoje niestandardowe metody prowadzenia szkoleń – wystąpienia publiczne na dachu poznańskiego stadionu. Skąd takie podejście do tematu i dlaczego jest ono lepsze niż rozmowa przy kawie?

Uważam, że najcenniejsze w życiu jest to, że możemy doświadczać. Wiem też, że każdy jest wyjątkowy i że jedną z najważniejszych ludzkich potrzeb jest potrzeba bycia ważnym. Emocje, które towarzyszą na takim szkoleniu, oddziałują zdecydowanie bardziej niż słowa. To przeżycia nas wzbogacają i kształtują. Osoba uczestnicząca w szkoleniu przełamuje naturalne ograniczenia związane z wejściem na konkretną wysokość. Trzeba niezłej determinacji, by w stresie z 60 metrów mówić do całego stadionu przez mikrofon i widząc się na 120-metrowych telebimach. Wyobraźnia pracuje wtedy tak, jakby miało się wymagającą 40-tysięczna publikę. W takiej sytuacji trzeba dogadać się z własnymi ograniczeniami. Po tym jednak jesteś gotowy na wszystko, potrafisz zarządzać własnymi emocjami. Dziś scena jest wszędzie. Mówisz do pracowników, klientów, przed branżowym audytorium. Zawsze powtarzam, że nie wolno oddawać sceny, jeśli jesteś człowiekiem, który ma coś ważnego do przekazania.

 

Oprócz warsztatów i praktyki – bo wiadomo, że to ćwiczenia sprawiają, że jesteśmy coraz lepsi – czy są jakieś sprawdzone metody na radzenie sobie ze stresem, który towarzyszy nam przy wystąpieniach publicznych?

Są techniki, które pozwalają wyeliminować część stresu. Najbardziej wspiera nas jednak intencja, powód, dla którego mówisz do ludzi. Wtedy Twoja uwaga koncentruje się w mniejszym stopniu na tym, jak wypadniesz, co wywołuje stres, a w większej mierze na wartościach, które chcesz przekazać swojej publiczności. Mówienie z serca, od serca sprawia, że mówiącemu jest lżej i lepiej bawi się mówiąc, a publika jest skłonna wybaczyć o wiele więcej, niż wtedy, gdy ktoś chce zrobić głównie dobre wrażenie.

 

Masz jeszcze jedną formułę warsztatów, która nazywa się tak, jak Twoja nowo wydana książka – Być sobą. Żyć tak, by niczego nie żałować.

To jest fascynujący warsztat. Razem z mężem pracowaliśmy nad tą formułą prawie rok. Jest efektem wielu obserwacji ze szkoleń, programów i sesji, które prowadziliśmy dla zarządów i menedżerów. To odpowiedź na potrzeby człowieka, który czuje, że nadszedł czas na autentyczność życia, pełną zgodę ze sobą. Dla człowieka, który chce zwolnić w życiowym biegu, posłuchać siebie i poczuć, że w pełni wykorzystuje swój potencjał, ale ma też spokój w sobie. Przyświeca nam filozofia postive intelligence i właśnie wspomniana przez Ciebie książka #Być sobą. Żyć tak, by niczego nie żałować. Stworzyliśmy przestrzeń, gdzie łatwiej spojrzeć na siebie w nowy sposób i odkryć ograniczenia oraz schematy, które przeszkadzają w byciu sobą. Mówimy, że trzeba odstać się starym sobą, by wyzwolić pełen potencjał i spokój wewnętrzny.

 

Każdy dzień zbliża nas do śmierci. Pojawiają się nowe zmarszczki i siwe włosy… Jak zachować młodość, bardziej nawet tę psychiczną, bo na fizyczną są coraz lepsze sposoby?

Uwielbiam rozmowy o starości, bo postrzegam ją mniej konwencjonalnie. W Polsce starość nie kojarzy się najlepiej: brak zdrowia, brak energii, ograniczenia mentalne, utrata fizycznej atrakcyjności. Dlatego się jej boimy. Są jednak plemiona, w których starość to nagroda za całe życie. Za naukę i dbanie o siebie. Starszych ludzi darzy się ogromnym szacunkiem, ponieważ mają wszechstronną wiedzę, doświadczenia i mądrość życiową, jakich młody człowiek nie jest w stanie zgromadzić. Uznaje się ich za mistrzów i bardzo docenia. Kiedy koncentrujesz się na wzbogacaniu własnego wnętrza, promieniejesz blaskiem człowieka, który zachowuje młodość. Wiem, wiem, brzmi jak lekcja, ale bardzo ważna. Ja nie zamierzam się starzeć. Żyję w zgodzie ze sobą. Liczę zmarszczki od uśmiechania się. Ludzie pogodni są wieczni młodzi. Tego musimy się nauczyć.

 

Dlaczego ludzie sami nie potrafią poradzić sobie z własnym życiem? Przecież, tak jak mówisz, zdają sobie sprawę z tego, w czym są dobrzy lub co sprawia im radość.

Człowiek powinien zdawać sobie sprawę z dwóch bardzo ważnych rzeczy w życiu. To świadomość siebie i wpływ otoczenia zewnętrznego. Już ze szkoły, z domu, od bliskich i dalszych osób w pakiecie wynosimy pewne zachowania i wzorce. Przyjmujemy je jako swoje, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem i wpływem na nasze życie. A to nas ogranicza. Zastanawiasz się, dlaczego ktoś więcej zarabia, jest bardziej znany, czy też ma wyjątkowych klientów. Kiedy wiesz, jakie schematy utrudniają Ci działanie i życie życiem, jakiego pragniesz, jesteś w stanie to zmienić. Gdy powtarzasz wzorce bezrefleksyjnie, walczysz sam ze sobą. Negatywne czy niekorzystne, najczęściej związane z przeszłością stany po czasie stają się temperamentem, później temperament zmienia się w osobowość. Ludzie nieświadomie sabotują swoje własne marzenia i plany.

 

Czy każdy z nas jest po coś na tej planecie?

Ja wierzę, że każdy człowiek pojawia się na świecie mając do zrealizowania misję. Misja to coś znacznie większego od nas, coś czego nie robimy dla siebie, lecz dla świata. Mało kto chce czuć się i być przeciętny, a misja pozwala dać coś innym dzięki temu, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Trzeba ją w sobie odkryć. To czasem duża sprawa, a czasem niewielka, ale ważna. Są naukowcy, którzy rozwijają świat odkrywając i kreując, i jest pani woźna, która jest drugą babcią dla dzieci w szkole. Przypomina, by zjadły kanapkę, uważa, by nie stała im się krzywda na przerwie i wita się z nimi po imieniu. Aby odszukać misję należy się zatrzymać, zastanowić, co jest dla nas najważniejsze, co sprawia nam radość, za co ludzie nas cenią.

 

Dzisiejszy świat to ucieczka czy pogoń? Każdy kiedyś się zmęczy ciągłym biegiem i dawaniem z siebie maksimum.

Uważam, że pogoń właśnie się kończy. Ludzie biegli za karierą, awansami, za tym, by trawnik był bardziej zielony niż u sąsiada, nie zwracając uwagi na to, czy robią to, co chcą robić. Zrozumieliśmy, że straciliśmy zbyt dużo czasu na to, co samo w sobie nie jest gwarancją szczęścia. Według badań z ponad 200 krajów, tylko dwadzieścia procent osób robi to, co lubi i w czym jest najlepsza. Rzeczy materialne nie zastąpią satysfakcji, którą daje rozwój i poczucie, że żyjemy w zgodzie ze sobą. Mam wrażenie, że teraz uciekamy od złudnej autentyczności, zachwianej równowagi i braku poczucia szczęścia. Teraz stawiamy na siebie, uczymy się łączyć przywilej posiadania z luksusem bycia sobą.

 

Jesteś doradcą biznesowym. Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się firmy i z czego wynikają ich problemy?

Zazwyczaj współpracuję z właścicielami firm, prezesami i dyrektorami. Głównym tematem jest komunikacja na wszystkich poziomach: z pracownikami, z zarządem, z klientami. Pracujemy strategicznie nad rozwojem firm w oparciu o wartości, naturalną motywację i mądre wykorzystanie potencjału ludzi. Mam wielką satysfakcję, gdy szefowie firm z dziesięcio-, dwudziestoletnim stażem, mówią, że zyskali potężną motywację i głęboki sens dzięki zmianie myślenia i działania. Ludzie zaczynają widzieć w nich większy autorytet, podążają za nimi, bo mają podobne intencje. Mam dużo radości z pracy.

 

Co znajdziemy w książce?

Książka jest efektem wielu doświadczeń zawodowych i życiowych moich i mojego męża, Piotra. Nie zaistniałaby w takiej postaci, gdyby nie wyjątkowa kompilacja naszych osobowości i wiedzy. Napisaliśmy ją wspólnie, pokazując różne filozofie i szkoły, jak świadomie żyć. Nie było naszym zamiarem wskazywać ludziom konkretnej drogi, ale zainspirować do bycia sobą. Otworzyć na odpowiedzialność za jakość własnego życia. Mówimy, że jest dla tych, którzy wiedzą, że ich bycie na tej planecie ma głębszy sens, niż tylko przeżyć. Wydawca mówi o niej: „Przygotuj się na niezwykłą, oszałamiającą i inspirującą podróż, z której powrócisz jako inny człowiek. Prawdziwy człowiek. Jako Ty”. Ja zachęcam, bo warto spojrzeć na siebie z zupełnie innej strony. I już pracujemy nad drugą publikacją, bo kiedy zaczynasz pisać, zdajesz sobie sprawę, że jest jeszcze więcej ważnych rzeczy, o których chcesz przypomnieć światu.