fbpx

Codzienne życie i otaczająca nas rzeczywistość inspirują. Widać to również w sztuce, która często zaskakuje swoją formą i przekazem. W biurowcu Bałtyk oraz w Przystani Sztuki pojawiło się 5 interaktywnych rzeźb. Każda z nich jest ruchoma, nieoczywista i pobudzająca wyobraźnię. Rodzi pytania i nie daje jednoznacznych odpowiedzi- angażuje odbiorcę. O twórczości, inspiracji i o tym jaki jest dzisiejszy odbiorca sztuki rozmawiam z autorem wystawy Adamem Garnkiem.

Rozmawia: Dorota Gut

Panie Adamie, 4 grudnia odbył się wernisaż Pana prac, które wystawione zostały w biurowcu Bałtyk i Przestrzeni Sztuki. Nawiązują one do świątecznego klimatu, ale nie tylko…

 

Adam Garnek: Wystawa w Bałtyku to kontynuacja programu prezentacji sztuki wizualnej, którą realizują gospodarze tego miejsca. Prace, które możemy tu  zobaczyć to bombka, choinka, ekran, turbina oraz szkicownik. Bombka pojawiła się tutaj także w ubiegłym roku. Razem z choinką powstały kilka lat temu i mają w sobie elementy sztuki ludowej, która jest mi bliska.

 

Wspomniana turbina jest główną osią tegorocznej wystawy…

 

Dokładnie tak. Turbina jest największą rzeźbą jaką zrealizowałem. Powstała w 2013 roku. Waży 1500 kg, ma 10 m długości i 16 pierścieni. Jest zbudowana ze stali ocynkowanej pokrytej blaszkami ze stali kwasoodpornej. Zdecydowałem się ją pokazać na placu Przystań, ponieważ jej wielkość komponuje się z otaczającą przestrzenią. Nie ginie, tylko wpisuje się w piękną architekturę tego miejsca i dopełnia je. Rzeźba przyjechała prosto z Budapesztu, gdzie nad brzegiem Dunaju była prezentowana przez całe lato.

Jest to turbina artystyczna – to znaczy potrzebuje energii człowieka, „aby żyć”. Każdy chętny przechodzący przez plac, może oddać trochę swojej energii i zakręcić Turbiną.

 

 

Rzeźby kojarzą się z muzeum, z czymś statecznym, niedostępnym. Pana prace idą o krok dalej. Tworzą i urozmaicają przestrzeń publiczną, są dostępne o każdej porze i dla każdego. Skąd taki pomysł?

 

Chcę, aby moje rzeźby były jak najbliżej człowieka. Żeby towarzyszyły mu w miejscach pracy, odpoczynku, spacerów. Bałtyk jest takim miejscem. Cieszę się, że właśnie tu się znalazły, gdyż oprócz pewnych oczywistych walorów wystawienniczych, które posiada to miejsce, są blisko ludzi, do których kieruję tę sztukę. Mogą na nich oddziaływać, a ludzie mogą ich używać. Lubię zaskakiwać, robić rzeczy nieoczywiste, pobudzać myślenie.

 

Jak przebiega proces tworzenia rzeźb? Ich wielkość i poziom skomplikowania przekładają się na czas tworzenia?

 

Najpierw pojawia się  potrzeba opowiedzenia o czymś. Później powstają szkice w metalu i prototypy – rodzaj kreowania obiektu. Realizacja jest ostatnim etapem, w którym dopracowuję rzeźbę – maszynę. Tak, aby była bezpieczna i przyjazna w używaniu. Trwa to około od 1 do 2 miesięcy. Często jednak wielkość prac nie ma wpływu na długość ich tworzenia.

 

Wywodzi się Pan z kręgu sztuki postkonceptualnej, gdzie to idea jest ważniejsza niż sam przedmiot. Jak to się stało, że ma Pan trochę niekonwencjonalne podejście do sztuki? Jakie były Pana początki?

 

Ze sztuką konceptualną zetknąłem się na studiach. Nauczyła mnie przywiązywać dużą wagę do namysłu nad koncepcją dzieła. Myślę, że pomogła mi ukształtować własne myślenie o rzeźbie jako działaniu człowieka i maszyny. Prof. Anna Rodzińska, prof. Jan Berdyszak i prof. Jarosław Kozłowski mieli wpływ na moją drogę artystyczną. Od zawsze lubiłem metal, mój ojciec był ślusarzem, ale to właśnie na studiach nauczyłem się spawać i konstruować. Moim projektem na wystawie końcoworocznej był wózek załadowany metalem. Stało się tak za namową jednego z profesorów.  Wózek ten stworzyłem, aby transportować potrzebne materiały ze złomu do pracowni. I tak własne hobby konstruowania pojazdów włączyłem do sztuki.

 

W tworzeniu, chyba istotne są inspiracje. Co Pana najczęściej inspiruje?

 

Ja postępuję tak jak artyści od setek lat, opisuję rzeczywistość na swój sposób w metalu – za pomocą moich rzeźb.

Inspiruje mnie człowiek zanurzony we współczesnej cywilizacji, z jej nowinkami i odkryciami.

 

Ludzie to ważny aspekt Pana pracy. Czy dzisiejszy odbiorca inaczej ocenia sztukę, niż ten 30 lat temu, kiedy Pan zaczynał?

 

Myślę, że odbiorcy dzisiaj, a zwłaszcza młodzi ludzie, są mniej przywiązani do zasad, pewnych konwenansów, stereotypów, niż kiedyś. Dawniej, częściej można było spotkać osoby, które wyrażają zdziwienie czy nieakceptację dla inności w sztuce.

Dzisiaj różnorodność jest normalna. Myślę, że pomimo współczesnego zalewu kultury obrazkowej, która się sączy z reklam na mieście i ekranów, dostrzegam autentyczne zainteresowanie i potrzebę stykania się ludzi ze sztuką.

Największy Pana sukces w życiu?

 

Najważniejsze dla mnie zawsze były relacje z ludźmi, rodziną, znajomymi.

Rodzina, ich akceptacja dla tego co robię i sposobu życia, daje mi siłę do działania. Jeżeli uda mi się zrealizować rzeźbę, która znajduje odbiorców i  wywołuje emocje u ludzi, to  jest to mój mały sukces. Myślę, że na koncie mam kilka takich małych sukcesów.

 

Czy jest Pan spełnionym artystą?

 

Chciałbym jeszcze wiele spraw opowiedzieć w metalu. Zarówno metal, jak i praca w nim, nie znudziły mi się. Mam nadzieję, że jest kilka osób, które z zainteresowaniem czekają na moje rzeźby, bo to daje mi dodatkowe chęci do dalszego tworzenia.