Jego prace łączą w sobie piękno oraz brzydotę. Malowane na starych, poszarpanych kawałkach płótna lub drewna nawiązują formą do sztuki z dawnych lat. Obrazy autorstwa Pawła Napierały traktują o materii. W mroczny sposób pokazują, że sztuka nowoczesna może w ciekawy sposób nawiązywać do tej tworzonej dziesiątki, a nawet setki lat temu.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Tobiasz Jankowiak 

Większość dzieł Twojego autorstwa jest utrzymana w mrocznej konwencji. Cel jest zamierzony?

Tak, oczywiście. Sięgnięcie właśnie po zestaw środków artystycznego wyrazu, jakie można zobaczyć w moich obrazach, jest celowy. Kolorystyka, niuanse ciemnych stonowanych barw są bardzo ważne w moich obrazach, tak jak i kształty, formy, jakie się na nich pojawiają. Użycie takich środków wymusza na widzu określony rodzaj odbioru, odczytania i w rezultacie uczestnictwa.

Zapoznając się z Twoją twórczością odniosłem wrażenie, jakbym widział obrazy sprzed dziesiątków, setek lat. Jak narodził się pomysł na malowanie obrazów nawiązujących do tradycji?

Dokładnie nie pamiętam jak to było. To wyszło jakoś naturalnie. Zawsze fascynowały mnie obrazy tzw. „starych mistrzów”. Nie chodzi mi tu tylko o stronę wizualną. W pierwszej kolejności doceniałem ich biegłość warsztatową, technikę malarską. Chciałem malować tak jak oni, ale nie chciałem, aby moje obrazy były kopiami, lecz aby były współczesne.

No właśnie. Czy w tworzonych przez Ciebie pracach można znaleźć ułamek nowoczesności?

Myślę, że moje prace są nowoczesne, choć ja wolę mówić, że są współczesne. Współczesne jest podejście do tematu, współczesna jest także technika – maluję akrylami.

Grube warstwy farby, specjalnie dobierane podłoże. Praca nad Twoimi dziełami to chyba długi proces analizy.

Czasem nawet bardzo długi. Zwłaszcza jeśli chodzi o akty i martwe natury. Namalowanie obrazu zajmuje  od kilku tygodni nawet do kilku miesięcy. Zawsze zaczyna się od wyboru odpowiedniego podobrazia, deski lub płótna, ale takiego, które niesie w sobie jakąś historię. Używam często starych desek, podramek, płócien. Dla mnie proces malowania to nie tylko czynność fizyczna, to także intelektualna przygoda i tutaj potrzebny jest czas. Malowanie obrazu sprawia mi dużą przyjemność dlatego poświęcam jej dużo czasu. Tak naprawdę podczas malowania spędzam wiele godzin na oglądaniu tego co maluję i nieustannej korekcie, aż do momentu gdy już tylko patrzę.

Gdzie szukasz inspiracji?

Wszędzie. W sztuce, w życiu, literaturze, Biblii, mitologii… Obecnie, od jakiegoś roku bardzo inspiruje mnie moda. Po pewne motywy sięgałem sporadycznie już wcześniej, ale teraz zwłaszcza ta moda nakierowana na inspirację sztuką oddziałuje na mnie najsilniej.

Przyglądając się Twoim pracom można odnaleźć w nich ułamek mistycyzmu, pewnego rodzaju wyniosłej tajemniczości, ale również seksualności. Takim przykładem mogą być akty. Jakie jest ich przesłanie?

Mistycyzm – tak, ale seksualność – nie. Kiedy zaczynałem malować serię aktów męskich pomyślałem, że jednym z wyzwań będzie ukazanie ciała jako takiego. Nie jest to ciało herosów lub sportowców. Moje akty nie są zmysłowe, ukazują po prostu ciało człowieka. To właśnie szereg użytych środków, jak na przykład kolorystyka, kompozycja, kształt obrazu sprawiają, że widz zaczyna widzieć je inaczej – może nawet „mistycznie”.

Pawle, oprócz malarstwa zajmujesz się także konserwacją zabytków. Odkrywasz piękno w starych dziełach sztuki?

Moja przygoda z konserwacją zaczęła się już ponad szesnaście lat temu. Już wtedy wiedziałem , że jest to coś, co bardzo mnie pasjonuje. Myślę, że konserwacja dała mi dobre podstawy do malowania. Tutaj ważna jest m.in. znajomość technik malarskich, pozłotnictwa itp. Z konserwacji czerpię także inspiracje. Czasem wzoruję się tak bardzo, że niektóre z moich obrazów wyglądają jakby potrzebowały pilnej konserwacji. (śmiech)

 

 

To na pewno niezwykłe odkryć na nowo coś, co powstało wiele lat temu i nadać temu nowe życie?

Tak, to prawda. To niełatwa praca, ale potrafi przynieść satysfakcję. Poza tym „stare przedmioty” mają w sobie coś niezwykle kuszącego dla mnie.

Obecnie w Galerii Curators’LAB Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu możemy podziwiać Twoją wystawę ORBIS TERRARUM/PEJZAŻ. Czego możemy się spodziewać po pracach prezentowanych w tym projekcie?

Projekt ten jest rozwinięciem tworzonych przeze mnie już od ponad ośmiu lat miniatur pejzażowych. Tym razem są to dwa obiekty usytułowane na granicy malarstwa – instalacji artystycznej – site specyfic. Połączyłem elementy wykorzystywane w XIX-wiecznym malarstwie panoramowym i pejzażowym. Ważnym odniesieniem była także praktyka malarska Edwarda Muncha i Pedera Balkego. Projekt został zrealizowany w ramach stypendium twórczego MKiDN.

Dziękuję Pawle za rozmowę.