fbpx

Ares zabrał mnie do swojego świata.  Jego AristonRRstudio to połączenie Grecji, Afryki i Karaibów. Prawdziwa Galeria pełna autorskich i greckich obrazów, artefaktów z wielu podróży. Miejsce z duszą, z którego na każdym kroku emanuje barwność artysty. O tym człowieku można napisać książkę, ma na koncie tyle dokonań. Pisze książki, tłumaczy, komponuje, wykłada, gra na wielu instrumentach. Wyrósł w dwóch kulturach, między Polską a Grecją, w domu pełnym sztuki i literatury.

Rozmawia: Dorota Gut

Ares jesteś tak wszechstronny, że nie wiem nawet od czego zacząć. Czym się teraz zajmujesz?

A.Ch. Promuję nową płytę – Greek Jazz vol.2, którą nagrałem z moim Ares Chadzinikolau Trio i gościnnym udziałem Waldka Knade. Płyta dostępna także na stronach Spotify, czy iTune’s. Niedawno wróciłem z Grecji, gdzie miałem koncerty, no i spędziłem świąteczny czas z rodziną. Spotkałem się w Atenach także z artystami i poetami na festiwalu organizowanym przez tamtejszy Związek Literatów. Część z nich przyjedzie do Polski na naszą IV już edycję Międzynarodowej Konferencji w październiku. Do Grecji wracam już w kwietniu na następne koncerty w Chalkidzie, Eretrii, rodzinnych Delfach i Atenach. Zaproszony też jestem na Międzynarodowy Festiwal organizowany przez Marię Mistrioti, którą w zeszłym roku uhonorowaliśmy nagrodą im. Nikosa Chadzinikolau za całokształt pracy twórczej. Tą mobilną nagrodę przyznajemy każdego roku. Otrzymali ją m.in: nieodżałowany przyjaciel, Yach Paszkiewicz, ojciec wideoklipu polskiego, twórca KręciołyTV i serduszka WOŚPu (stworzyliśmy razem 13 wideoklipów), genialny profesor Mirosław Pawłowski, autor okładek naszych płyt, profesor Józef Petruk, artysta rzeźbiarz, autor popiersia Nikosa Chadzinikolau, wyśmienity portrecista, poeta i animator kultury, Zbigniew Kresowaty, czy kompozytor Kostas Tzokas. W tym roku wręczymy nagrodę Eleni, z którą miałem przyjemność współpracować. W lutym mam trasę koncertową po Polsce, w marcu lecę do Afryki, w maju na Kubę, a we wrześniu do Kanady. Piszę następne utwory i teksty. Moje artykuły można przeczytać m.in: w Historia Literatury Światowej „Literatura nowogrecka” , „Król Aleksander Wielki” w Literat krakowski, „Muzyka Starożytnej Grecji” w akademickim De musica commentarii. I „Związki polsko-greckie” w jednym z wrocławskich pism. Wydałem cykl 33 filozoficzno-egzystencjalnych wierszy Rasta mówi. Równocześnie ukazała się też płyta Reggae in jazz, nagrana z Jah Ares Trio, która jest moją kontynuacją miłości do tej muzyki.

No właśnie, skąd Twoje zamiłowanie do reggae?

A.Ch. Jak byłem dzieciakiem, poza polską muzyką ludową, undergroudową lat 80-tych, Chopinem, Szymanowskim, Niemenem, Osjanem, Laboratorium, czy SBB… Jellow Jackets, Weather Report, Frankiem Zappą, Coltrainem, Milesem, Princem, Chaka Khan.. Strawińskim, Lisztem i grecką „Rebetika”, siostra, Ariadna, wysyłała mi z Aten pierwsze płyty reggae Boba Marleya. W Grecji był ten gatunek bardzo popularny, to muzyka pełna słońca i umiłowania wolności. Potem sięgałem głębiej, do Petera Tosh’a, Burning Spear’a, Bunny Wailera, the Abyssinians, the Congos. Płytę Reggae in Jazz vol.1 poświęciłem koryfeuszom tego gatunku, tworząc fuzję, oczywiście z dominacją jazzu. Płyta także dostępna na Spotify, iTune’s. Fascynowało mnie podejście Rastafarian do człowieka – podanie ręki bliskim i zagubionym ludziom bez tożsamości, którzy szukają swojego jestestwa i drogi w życiu. To piękna muzyka ponad podziałami, łącząca ludzi, która nie ma barier personalnych ani rasowych. Zawsze kultywowałem takie podejście. Również w roli jaką pełnię w Związku Literatów Polskich, bo Religią wszystkich ludzi powinna być Miłość. Z moim zespołem Ares & the Tribe nagraliśmy 5 albumów w moim AristonRRstudio, m.in: JahJahChildren, czy Humanity & Soul, zagraliśmy mnóstwo koncertów wspierając Jurka Owsiaka i WOŚP, graliśmy na rzecz budowy studni w Sudanie, na rzecz budowy szkoły na Haiti, otwieraliśmy XV Woodstock z Lechem Wałęsą. Spóźniliśmy się wtedy przez kontrolę policyjną i po telefonie z Fabryki Zespołów poprosiliśmy wówczas ową policję o protektorat i jadąc dalej pod prąd, wjechaliśmy na syrenach pod samą scenę.

Jesteś viceprezesem Oddziału Wielkopolskiego Związku Literatów Polskich i viceprezesem ZG Związku Literatów Polskich w Warszawie…

Tak… Trzeba wspierać młodych ludzi i dbać o dziedzictwo narodowe. Mało działaczy prospołecznych, więcej krytyków i wygodnych malkontentów, a i dotacje miasta wciąż znikome. Gdyby Poznań był bardziej przychylny rodzimym artystom, a nie pozbywał się ich, możnaby tworzyć projekty na skalę światową, rozsławiając miasto i jego instytucje kultury, jak to czynią np. w Izraelu. Niestety nie wykorzystuje się potencjału ucinając skrzydła, no i przykre, gdy słyszy się o poznańskiej zaściankowości. Tak piękne jest przecież Nasze Miasto. Doskwiera też brak bohemy. Miejsca prokulturalne, jak PoemaCafe, Galeria Piotrowicza, PanGar, Coworking, Schron, KontenerArt muszą walczyć o byt. Związki twórcze często nie mają swoich siedzib, to jak mają wspólnie tworzyć? Często projekty kreują niezmordowane jednostki, jak Danuta Bartosz. Trzeba kochać artystów, bo szybko odchodzą. Na wernisażach, promocjach książek i koncertach wciąż jest zbyt mała frekwencja. Mieszkańcy ze zmęczenia codziennymi trudami, bądź z wygody, ograniczają się do przeglądania internetu, lajkując wydarzenia. Do szkół zbyt rzadko zaprasza się artystów, bo nie ma na to funduszy. A to mozolna praca łączyć ludzi, dzielić się sobą, dawać możliwość bezpośredniego kontaktu młodzieży z twórcami, przecież to tak ważne dla ich rozwoju, szczególnie w dobie portali społecznościowych i ery obrazkowej. W kościołach też od lat pobrzmiewają te same smutne pieśni. Brak solarności, hedonizmu i afirmacji życia powoduje tylko depresje, negację i nawarstwia kompleksy. Ojciec zaszczepił mi miłośc do Polski i Grecji,  tworzę więc swoisty dialog międzykulturowy poprzez muzykę, publikacje dwujęzyczne, klipy i translatorykę, ostatnio przetłumaczyłem 600-stronicowy bestseller „Imaret” Jannisa Kalpuzosa. My, z południa, mamy zupełnie inną mentalność. Cieszymy się z sukcesów innych, nie zazdrościmy niczego, bo wiemy, ile pracy wymaga, by stworzyć całościowe dzieło, cykle, jak u wielkich malarzy, czy noblisty, Odyseasa Elitisa, niesamowitego twórcy, który szczekał na swój cień. Środowisko artystyczne nie zawsze jest tak lotne i wyrozumiałe, często boi się zmian, inności i patrzenia za horyzont. Brak też mówców porywających tłumy i Salvatora Dali, który ułożyłby kapuściane głowy na krzesłach przed swoim wykładem.

Skąd muzyka w Twoim życiu?

Powiem słowami Marleya, stałem się muzykiem, gdy lekarz klepnął mnie w pośladek przy narodzinach (śmiech). Zacząłem siadać do pianina już jako trzy, czterolatek, lubiłem rozwiązywać zadania matematyczne, które codziennie mi Ojciec wymyślał i rysować. W pokoju Ojca pisałem pierwsze melodie, uczyłem się cierpliwie lotu, jak Ikar, myśli układałem w prawdy bez makijażu, aż dojżałem do bycia synem Prometeusza. Potem kształciłem się pod okiem Bogumiła Nowickiego, Haliny Czerny-Stefańskiej, Włodzimierza Obidowicza, Mikisa Theodorakisa, czy Demisa Visvikisa, uczniów Oliviera Messiaen’a.

A Twoja dusza poety jak się objawiła?

Rodzice prowadzili dom otwarty. Wpadali poeci, jak Ścisłowski, Babiński, Łucja Danielewska, Witek Różański. Bywał u nas Theodorakis, Szymborska, Paulos Raptis, Eleni, Siemion. W Atenach, gdzie mieszkaliśmy przy ulicy Makrijani, pod Akropolem, gdzie Ojciec napisał grecki tekst do piosenki Akropolis adieu, przelała się rzeka pisarzy greckich, których tłumaczył Ojciec: Ritsos, Vretakos, Elitis, Tsutakos, Antoniu, Maja Russu. Pierwsze wiersze czytałem w pokoju Ojca, o ptakach przylatujących z południa, o dyskobolu, który wyciągnięciem ręki modlił się do słońca. Pierwszy wiesz napisałem targany młodzieńczymi emocjami, przelewając złość na papier. W szkole też dużo obcowałem z literaturą piękną, za sprawą naszej polonistki, Barbary Kasprzak. Recytowaliśmy Norwida, Słowackiego, Broniewskiego, Tetmajera, Kasprowicza, Staffa, turpistów, awangardę, pisaliśmy teksty, bawiliśmy się w dadaizm – bardzo to lubiłem. Sięgałem po Witkacego, Stachurę, Herberta, Bukowskiego, poetów bałkańskich, po dzieła filozofów i dramaturgów greckich. Debiut prasowy miałem w wieku 10 lat. Później cyklicznie moje utwory były publikowane w prasie młodzieżowej, przy czym systematycznie grałem też koncerty, nagrywaliśmy też chórki do piosenek Wodeckiego. Dużo pomagałem Ojcu w pracy translatorskiej, przy organizacji Międzynarodowych Listopadów Poetyckich, których był twórcą. Wspólnie poprawialiśmy wiersze wielu poznańskich poetów. Zmarł w dzień inauguracji jubileuszowego XXXMLP, 6 listopada. W tym roku obchodzić będziemy 10 rocznicę jego odejścia na drugi brzeg. Dziwię się, że Miasto nie zadbało o jakiś skwer jego imienia jeszcze, ulicy, nie ma też swojej ławeczki.

Wydałeś ponad 30 książek, 20 płyt, napisałeś ponad 200 utworów na fortepian tworząc autorską szkołę nauki gry. Żyjesz w innej czasoprzestrzeni? Twoja doba jest dłuższa?

A.Ch. Moja doba jest zdecydowanie za krótka (śmiech). To pasja twórcza. Od dziecka nie cierpiałem nudy. Przyjaciele trójmiejscy z PopArtu twierdzą, że jestem jak wulkan (śmiech), co nawet jak śpi, to magma się przelewa. Warto wspomnieć książkę 21 kobiet, Między brzegami, czy te napisane wraz z Ojcem: Ilustrowaną Księgę Mitów Greckich, Laur Wielkopolski okraszony obrazami Edwarda Gąsiora, czy nagrodzony na olimpiadzie w Atenach Laur olimpijski i wydaną tamże antologię współczesnej poezji polskiej.

Gdzie najchętniej tworzysz? W Polsce, Grecji, a może na Jamajce?

A.Ch. To zapis chwili, więc tworzę wszędzie. Jak byłem w Stanach, nagrałem płytę jazzową z podróży Piano Impressions. Podróże inspirują i kształcą. Nakręciłem wideoklipy takża w Gambii, na Jamajce, w Stokholmie, Amsterdamie, Londynie, Łodzi, Poznaniu czy Thessalonikach..

Kiedy pierwszy raz usłyszałam Twoją muzykę, utwór Selene, na wernisażu Ewy Jasek w VA Gallery, to się wzruszyłam, a nie zdarza mi się to często. Co Cię inspiruje?

A.Ch. Piękno międzyludzkie i jego mroczność, natura, żywioł. Gloryfikuję kobiety, są dla mnie boginiami. Dużo czerpałem ze wzruszeń, emocji, trawiącego mnie żaru, entuzjazmu, magii chwili, rozstań i powrotów, dantejskich przeżyć, roztrzaskiwania się o skały, czy dryfowania na tratwie, z łamania masztów i odbudowywania łodzi…wreszcie z piany morskiej i dziewiątej fali.

Wystąpiłeś w The Voice of Poland, zaśpiewałeś utwór „Knocking on Heavens Door” Dylana. Jak wrażenia?

A.Ch. Fantastyczna przygoda. Ten ważny song zaśpiewałem w rocznicę śmierci Ojca… miałem mistyczne doznania. Byłem wtedy w trudnym okresie swojego życia – Ojciec zmarł, miałem wypadek, operację, przeżyłem śmierć kliniczną. Za namową przyjaciół zdecydowałem się wziąć udział w programie, by wrócić do żywych po pobycie w klasztorach na Świętej Górze Atos, gdzie miałem już zostać. Nie bez znaczenia był fakt, że sami organizatorzy wysłali do mnie maila z zaproszeniem, gdyż widzieli mój koncert na Woodstocku z zespołem Ares & the Tribe i zależało im na barwnej osobowości. Sympatyczna przyjaźń zawiązała się też z Adamem Nergalem, który też podnosił się wtedy po ciężkiej chorobie.

Jesteś odbierany bardzo pozytywnie. Dajesz ludziom radość, ciepło i pogodę ducha.

A.Ch. Tak, zdaję sobie z tego sprawę. To duża odpowiedzialność. Wiele osób pisało do mnie odnośnie książki, którą napisałem po śmierci mojego ojca, Rasta myśli (aforyzmy i haiku) i albumie Humanity & Soul, bo dały ludziom siłę, by się wyprostować i patrzeć słońcu i ludziom w oczy. Trzeba wciąż wierzyć w cel, misje, jaką mamy tu na ziemi, nie można tkwić w matni tylko trzeba działać i iść do przodu.

A skąd Ty masz tę siłę by z takim entuzjazmem kroczyć przez życie?

A.Ch. Znajomi często zadają mi to pytanie (śmiech).. skąd mam ten motor w tyłku. Każdy nowy dzień jest dla mnie Zmartwychwstaniem. Nie boję się śmierci, wiem, że potem też będzie ciekawie. Ostatnio mieliśmy transcendentalną rozmowę z poetą, teatrologiem i dziennikarzem telewizyjnym w Atenach, Konstantinosem Burasem. Mówiliśmy o reinkarnacji, metafizyce. Stwierdził w pewnym momencie, że skoro nasze dusze są już tak wiekowe i przeżyliśmy tyle wcieleń, to on już nie chce się odrodzić na ziemi, bo brak tu humanitarnych odczuć, kultura staje się populistyczna i miałka, promuje się niedorobionych artystów, narody są skłócane, gloryfikowane są nacjonalistyczne idee w miejsce kosmopolityzmu, brud zalewa i niszczy Europę, kolebkę Naszej cywilizacji. Ziemia – rodzicielka i karmicielka jest deptana, niszczona i zasypywana śmieciami. Więc może lepiej odrodzić się w Galaktyce Andromedy, gdzie umysły mają jeszcze większy potencjał.  Najważniejsze jednak dla mnie, to stanąć rano przed lustrem i móc uśmiechnąć się do siebie, mieć dystans i czuć radość z bycia sobą.

Plany na przyszłość?

Interesuje mnie tu i teraz, niewiadomo co przyniesie los w dobie wyprzedawania krajów, ziem przodków, obalania pomników i stawiania sobie nowych. Skupiam się na pracy twórczej i na życiu. Pracuję nad polsko-greckim projektem jazzowym, łączącym polską muzykę ludową z grecką, mam na ukończeniu autorskie Bajki greckie i jeszcze sporo do zrobienia. Staram się być oparciem dla Matki, córek, Artemidy i Afrodyty i bliskich mi osób, bo życie jest krótkie, jak odwrócenie głowy słonecznika.

Aresa możemy zobaczyć w Suchym Lesie podczas finału WOŚP, następnie w poznańskim klubie Blue Note 4 kwietnia.