Tygodnie wyrzeczeń i spełnione marzenia. Tak w skrócie można opisać drogę, jaką przeszła Ewa Ciesielska, aby zdobyć koronę w wyborach Wielkopolskiej Miss. Nasi czytelnicy zdecydowali, że to właśnie Ewa zdobędzie tytuł Wielkopolskiej Miss „Poznańskiego Prestiżu”. Z Ewą Ciesielką o spełnionych marzeniach i tych, które są jeszcze w planach rozmawiamy kilka miesięcy po konkursie.

 

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Jakub Borkowski

Z Ewą umawiamy się na wywiad i sesję w przepięknych przestrzeniach City Park Hotel & Residence w Poznaniu.

 

To twoje ulubione miejsce?

Jedno z wielu w Poznaniu. City Park przyciąga nie tylko architekturą, ale również panującym w nim klimatem. Lubię tu wracać.

 

Każda mała dziewczynka marzy, aby zostać miss. Jak było w twoim przypadku ? 

Każda mała dziewczynka marzy, aby zostać księżniczką! Ale niestety to nie te czasy. (śmiech) Zawsze marzyłam o koronie na głowie i staniu na scenie przed bijącą brawa widownią. Niesamowite uczucie, którego nie zapomnę do końca życia. Skoro to marzenie spełniłam, idę dalej, bo mam jeszcze wiele innych. Posiadam tzw. bucket list i po kolei skreślam kolejne punkty. Marzenia to zdecydowanie kwintesencja mojego życia.

 

Marzenia związane z modelingiem zaczęłaś realizować jak na modelkę w późnym wieku. Co takiego jest w branży modelingu, co przyciąga kobiety?

Hmm… późnym? Sądzę, że jestem jeszcze bardzo młoda! (śmiech) Wiem, wiem, co masz na myśli. No cóż na typową modelkę się nie nadaję ze względu na mój wzrost i tutaj rzeczywiście dziewczyny zaczynają w wieku 14-15 lat , ale ja uwielbiam zdjęcia. Fotomodeling to coś, w czym mogę ukazać moją artystyczną stronę, przekazać emocje, stworzyć coś ciekawego. Jest to zdecydowanie jedna z moich pasji.

 

Konkurencja w świecie modelek chyba jest dość duża?

 

Oj tak! Dlatego trzeba podchodzić do tego z dużym dystansem przede wszystkim do siebie i do otoczenia. Ludzie ze słabymi nerwami i bez dystansu przegrywają w tym świecie. Uważam, że należy znać swoją wartość i iść do przodu bez względu na otaczający nas świat. Będzie zazdrość, będą plotki, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni.

 

Jednym z etapów Twojej kariery w modelingu był udział w Konkursie Wielkopolskiej Miss 2018. Jak wspominasz udział w nim?

 

Uważam, że było to ciekawe doświadczenie. Poznałam masę wspaniałych ludzi i na pewno nie zapomnę tego do końca życia. Dużo mnie to nauczyło cierpliwości, samodyscypliny oraz pozwoliło spojrzeć na kilka spraw z innej perspektywy. Polecam udział w takich konkursach każdej młodej dziewczynie, można wydobyć z siebie więcej kobiecości i nie tylko.

Prace nad całością show były chyba dosyć wyczerpujące?

 

Zgadzam się. Były to intensywne dni oraz tak naprawdę miesiące, ponieważ w tym samym czasie studiowałam i pisałam pracę licencjacką, Musiałam skupić się na wielu rzeczach jednocześnie i nie było to łatwe. Przede wszystkim sama gala odbyła się w przeddzień mojej obrony. Ale na szczęście wszystko poszło po mojej myśli, udowodniłam sobie i innym, że jeśli się chce, to można. Wszystko zależy od dobrej organizacji swojego czasu.

 

Jak najbliżsi zareagowali na Twój udział w konkursie?

 

Na początku niechętnie, ponieważ nikt w mojej rodzinie nie brał udziału w tego typu konkursach, ale z czasem przekonali się i wspierali bardzo mocno mnie oraz moją siostrę, którą swoją drogą również namówiłam do udziału w tej przygodzie. Najbliżsi przyjechali oglądać występ oraz dopingowali na mediach społecznościowych. I tutaj bardzo bym chciała podziękować im wszystkim, ponieważ okazali się najwspanialsi na świecie. Dziękuje wam! Wierzę, że dobro powraca.

 

Tygodnie przygotowań nie tylko związanych z nauką choreografii, ale również przygotowaniem stylizacji zabierały ci sporo prywatnego czasu. Było warto?

 

To prawda. Zajęło to sporo prywatnego czasu, jak i kosztowało sporo nerwów. Powiem szczerze, że był czas, gdy chciałam zrezygnować, ponieważ tak jak wspomniałam wcześniej, w tym samym czasie w moim życiu wiele się działo: konkurs, studia, praca, przeprowadzka do Warszawy i do tego wszystkiego ciężkie treningi. Mimo wszystko nie poddałam się i jestem przeogromnie szczęśliwa, ponieważ nie byłoby mnie dziś tutaj!

 

Powszechnie w opinii wielu osób istnieje przekonanie, że uczestniczki konkursów piękności „walczą wyłącznie o pokój na świecie”. Według ciebie skąd bierze się takie przekonanie?

 

Hmm.. Ciekawe pytanie. Myślę, że uczestniczki konkursów chcą pokazać w ten sposób, że mają dobre serca. Jednak moim skromnym zdaniem powinny dodać nieco więcej. Jest potwierdzone w wielu teoriach , że pomaganie innym jest segmentem samorealizacji, a to następuje wtedy, gdy człowiek ma wszystko inne zapewnione. W ten sposób może i chce dać coś z siebie dla świata. Piękno to nie wszystko, ponieważ najważniejsze jest to co MY myślimy o SOBIE. Wojna na świecie jest spowodowana niezadowoleniem ludzi z siebie chcącymi przelać jad na innych lub kwestiami biznesowymi, na które nie mamy tak naprawdę wpływu. Jedyne, co możemy zrobić, to być pozytywnie nastawionym do innych, ich sukcesu i wspierać w dążeniu do celów, marzeń tak ,aby każdy był szczęśliwy i chodził z uśmiechem na twarzy. O ile świat byłby piękniejszy, prawda?

 

Co daje udział w konkursie piękności?

 

Udział w konkursie tak naprawdę niewiele daje, jeśli idziemy z zamiarem zdobycia trofeum, sławy lub pracy. Myślę, że najważniejsze jest traktowanie tego jako ciekawej przygody, która być może zaowocuje w przyszłości. Osobiście jestem najbardziej zadowolona, że poznałam wiele osób, zawarłam przyjaźnie z pięknymi i przede wszystkim mądrymi dziewczynami. A co jest piękne, to będziemy razem na stare lata wspominać czasy naszej wspaniałości i oglądać zdjęcia z konkursu. Na pewno będą to bezcenne wspomnienia! (śmiech)

 

Ewo – jesteś młodą piękną dziewczyną, która w pełni się realizuje. Czy twoje plany na przyszłości wiążesz z modelingiem, czy może inną branżą?

 

Dziękuję! Jest mi bardzo miło. Modeling jest fajną i prężnie rozwijającą się branżą w Polsce. Jednak ja wiążę przyszłość z mediami oraz organizacją eventów. Aktualnie mieszkam w Warszawie, gdzie pracuję jako prezenterka w grach telewizyjnych prowadzonych w języku angielskim i muszę powiedzieć, że bardzo lubię moją pracę. Mimo to wiem, że jeszcze dużo przede mną. Wystarczy dobry plan i wiara we własne możliwości! Tego również życzę wszystkim czytelnikom „Poznańskiego Prestiżu”!