Jego prace idealnie wpisują się w miejską przestrzeń. Watcher, którego od kilku lat maluje na ścianach budynków, ulicach, stał się jego znakiem rozpoznawczym. Na pytanie, czy kiedyś się z nim rozstanie, odpowiada: „jest mi on bardzo bliski i nie wyobrażam sobie, aby go nie tworzyć”. Poznaniak. Noriaki – artysta malarz, streetowiec. Człowiek, który podobnie jak jego prace skrywa w sobie tajemnicę, której nie sposób odgadnąć.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Archiwum prywatne

Spotykamy się w jednej z restauracji w samym centrum Poznania. Wiem, że ten wywiad będzie wyjątkowy. Noriaki nie chce ujawniać swojego imienia i nazwiska. Nikt nie wie, jak wygląda. Ja też nie wiem. Udaje nam się złapać. Siadamy w ustronnym miejscu, aby nikt nam nie przeszkadzał w rozmowie.

Przechadzając się po Poznaniu można natrafić na postać tajemniczego ludka, który najczęściej namalowany jest na różnych budynkach. Skąd wziął się Watcher?

Pomysł wyklarował się samoistnie przez to, że kiedyś malowałem literki, które z biegiem czasu po prostu już mnie przestały interesować. Czułem, że muszę się rozwijać i muszę stworzyć coś nowego. Od zawsze mi towarzyszył taki gest malarski, który jest charakterystyczny dla postaci Watchera. Te rysy można zauważyć w moich pracach, które tworzyłem od 2009 roku. Później powstała postać, którą udoskonaliłem i funkcjonuje po dziś dzień.

Ta postać o której wspominasz, sylwetka Pana Peryskopa, co symbolizuje?

Ma ona duże znaczenie dla mnie. Sam Watcher jest wykreowaną przeze mnie postacią. Ważne są dla mnie miejsca, gdzie jest ona zamieszczana. Wtedy też nabiera odpowiedniego znaczenia.  Mam swoje pewne odczucia, ale nie chciałbym o nich opowiadać. Każdy odbiera postać Watchera indywidualnie. Trafia na nią i nie do końca wie, czy jest to logo, czy jakaś firma, czy znak Poznania, czy gra miejska. Jest to swoista gra. Ludzie robią zdjęcia, otagowują się na Instagramie i dopiero po fakcie dowiadują się, o co w tym wszystkim chodzi.

Oznaczasz nim miejsca, w których byłeś

Trochę tak, ale zdarzają się również sytuacje, kiedy ktoś do mnie dzwoni, zapraszając mnie do współpracy oddając w moje ręce swoją ścianę.

Street art, którym się zajmujesz, przez niektórych postrzegany jest jako akt wandalizmu, z kolei w moim odczuciu coraz więcej osób postrzega go jako sztukę – sposób wyrażania siebie. Skąd pomysł na to, aby zająć się street artem i wyjść w przestrzeń publiczną? Jest to dosyć ryzykowne posunięcie.

Zgadzam się. Zawsze malowałem na ulicach. Nie traktuję tego jako pomysłu. Jest to potrzeba. Daje mi to jakieś emocje, spełnienie. Lubię ten klimat, światło, kiedy chodzę po nocach i maluję.

Ryzyko również?

Oczywiście. Nigdy się nad tym nie zastanawiam. Idę i maluję. To, że jestem w takim momencie, w jakim obecnie jestem, też wpływa na moją twórczość.

Satysfakcja jest?

Spora. Ludzie z całego świata oznaczają mnie na zdjęciach, gdzie spotykają Watchera. To jest bardzo miłe, że piszą do mnie wiadomości, gdzie go spotkali i jak się miewa w danym miejscu.

Tak jak wspomniałeś, postać Watchera owiana jest nutką tajemnicy. Podobnie sam artysta…

Bardzo dbam o swoją prywatność. Nie chcę, aby moja twarz była widoczna. Też często staram się, aby sylwetka wyglądała inaczej. Nie potrzebuję kłopotów. Gram swoją sztuką, a nie osobą. Od zawsze tak robiłem i będę nadal tak robił.

Oprócz tego, że tworzysz w Poznaniu, to również w miastach w innych państwach. Ostatnio odbyłeś podróż po jedenastu krajach. Te miejsca, które wybierasz mają dla Ciebie znaczenie pod kontem tworzenia?

Raczej nie. Głównie chodzi o to, gdzie się znajduję i w jakim momencie. To tak jak w życiu. Gdzie jestem, tam tworzę. Cała zabawa na tym polega, aby było to spontaniczne i impulsywne. To jest to, czego szukam w tej ulicznej grze. To się dzieje z miejsca. Poznawanie nowych miejsc przez pryzmat malowania, jeżdżenie po świecie. To jest wspaniały sposób na poznawanie nowych miejsc, wpisywanie się w ich indywidualną charakterystykę. Nawiązują do kultury, tradycji. Szukam atrybutów, które do mnie trafiają.

Ludzie Cię inspirują?

Oczywiście. Najbardziej jednak artystę inspirują inni artyści. Chce się człowiekowi tworzyć, poznawać nowe miejsca. Wytwarza się fajna aura, która wpływa na twórczość. Cały czas myślę. Staram się nie utonąć w tych myślach. (śmiech)

Dużo podróżujesz. Jakie miejsce najbardziej Cię inspiruje?

Barcelona. Ale wszystko w sumie zaczęło się od mojego pobytu w Londynie. Chodziłem jak poparzony. Wszystkiego musiałem dotknąć, zrobić zdjęcie. Wiem, że takie rzeczy dzieją się raz w życiu. Te rzeczy nie wydarzą się drugi raz. Towarzyszyły mi niesamowite emocje, które wyzwoliły chęć i siłę do tego aby samemu tworzyć, i w tym kierunku się rozwijać. Poznałem tam również wielu ciekawych ludzi, którzy też pomogli mi się wkręcić w temat street artu.

Poznań sam w sobie też działa na Ciebie inspirująco?

Jeśli mam być szczery, raczej nie. Miasto samo w sobie się rozwija. Jednak element nowości i dreszczyku, nowe rzeczy dają możliwość rozwoju. W Poznaniu nie maluję już za dużo. Nie chcę, aby moich prac było tu za dużo. Nie chcę, aby Watcher był oklepany i widoczny na każdym kroku.

Warto jednak wspomnieć, że miasto Cię docenia. Zostałeś nominowany do nagrody „Człowiek kultury roku”. Jak się czujesz z tą nominacją?

Bardzo dobrze. To ogromne wyróżnienie. Jest mi bardzo miło, że moja twórczość została doceniona. Miasto otwiera się na nowe rzeczy i możliwości. Nie boi się tej nominacji podjąć. W tej kategorii nominowanych jest pięć osób z różnych dziedzin sztuki. Głosowanie trwa do końca września. W mieście zaczyna się coś zmieniać. Cieszę się, że zaczęto w końcu obserwować to, co dzieje się na świecie i zaczęto doceniać lokalnych artystów. Zależy mi też na tym, aby Poznań bardziej się rozwijał. Chciałbym tu coś stworzyć – jakiś projekt, ale nie chcę o tym teraz mówić.

Street art w Polsce rozwija się?

Jak na moje, ma się dobrze. Rozwija się i jest coraz bardziej doceniany. Na pewno ludziom się podobają murale. Mój styl to swojego rodzaju gra miejska.

Oprócz tego, że tworzysz, to również inwestujesz w sztukę.

Raz na parę miesięcy kupuję jakieś dzieło. Często też wymieniam się z innymi artystami. Jest bardzo dużo artystów, których w moim odczuciu można kupować. To dobra inwestycja, która może w przyszłości się opłacić.

W najbliższym czasie przeprowadzasz się do Barcelony.

Chcę się rozwijać, czerpać inspirację z nowych miejsc i poznawać ciekawych ludzi. Barcelona daje takie możliwości.

Za dziesięć lat nadal będziesz malować Watchera?

Myślę, że tak. Chociaż nie mogę tego w stu procentach zagwarantować. Jak często i w jakiej formie, tego nie wiem. Zobaczymy, jak wszystko się potoczy. Teraz jestem otwarty na nowe doświadczenia i emocje, które są z nimi związane.