Projekty jego autorstwa znajdują się w prestiżowych miejscach na świecie. Tworząc je, zwraca szczególną uwagę na charakter miasta oraz codzienne życie jego mieszkańców. Paweł Grobelny – projektant. Autor m.in. podestu-ławki na poznańskim Chwaliszewie, za którą otrzymał główną nagrodę w konkursie Polska Architektura XXL.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Cezary Hładki / Archiwum prywatne projektanta

 

Mała architektura dla przestrzeni miejskiej musi być funkcjonalna?

Tak, na pewno jest to jedno z podstawowych założeń małej architektury lub mebli miejskich. Ale nie jest to wymaganie jedyne. Coraz częściej oczekuje się, że taka mała architektura w postaci mebli miejskich lub instalacji miejskich stanie się znakiem charakterystycznym danego miasta, danej dzielnicy lub instytucji, dla której jest projektowana. Miasta i instytucje, z którymi współpracowałem były bardzo często świadomie tego aspektu, że dzięki dedykowanym meblom miejskim i instalacjom kształtują także indywidualność danego miejsca. Oczywiście nie można zapominać też o względach czysto estetycznych, projektowane obiekty powinny być atrakcyjne wizualnie, harmonijne i wprowadzać ład do przestrzeni miejskiej. Co wcale nie jest takie oczywiste, kiedy przyglądamy się otaczającej nas tkance miejskiej.

Panie Pawle, od lat zajmuje się Pan projektowaniem przestrzeni publicznej. Na co należy zwracać uwagę przy tworzeniu projektów, które później będą się w niej znajdować?

Bardzo ważny jest kontekst miejsca. Projektując meble miejskie dla ogrodów w Brukseli czy w Paryżu często zaczynałem pracę od szukania materiałów o tych parkach w bibliotekach, żeby dowiedzieć się jak najwięcej także o historii tych miejsc. Bardzo ważni są oczywiście użytkownicy – projektant powinien przebadać, kto najczęściej korzysta z tej przestrzeni i kto będzie docelowym adresatem tego projektu. Myślę, że nagrodzone ostatnio moje projekty w Paryżu i Poznaniu były docenione przede wszystkim za umiejętne wpisanie ich w kontekst miasta, ale także za ich użytkowość, dobranie odpowiednich rozwiązań projektowych dla określonych użytkowników.

Czyli przy projektowaniu bierze Pan pod uwagę charakter danego miasta, jego mieszkańców?

Jak najbardziej, to chyba najważniejsze, choć nie jedyne, wytyczne dla projektu. Charakter danego miejsca, czyli tzw. genius loci oraz użytkownicy są najważniejszymi informacjami dla projektanta. Inaczej projektujemy ogólnodostępny park w centrum miasta, a inaczej będziemy projektować ogólnodostępną przestrzeń kampusu uniwersyteckiego, jeszcze inaczej przestrzeń prywatnego ogrodu dla klienta indywidualnego. Użytkownicy tych miejsc określają nam różnorodne scenariusze użytkowania. Czasem takie projekty mają mieć dodatkowo także walor promocyjny, turystyczny. Takim przykładem może być ławka, którą zaprojektowałem dla ogrodu okalającego Bibliotekę Królewską w Brukseli. Miastu zależało na tym, aby ta ławka była także charakterystyczna, żeby turyści mogli robić sobie przy niej także zdjęcia, a poprzez to promować miasto także na portalach społecznościowych.

Potrzeby użytkowników danego produktu też na pewno wpływają na jego kształt i przeznaczenie?

Tak, ale bardziej na przeznaczenie niż na kształt. Od umiejętności projektanta zależy już tylko, czy obiekt będzie atrakcyjny wizualnie, a jednocześnie będzie spełniać wszystkie wymogi użytkowe.

Pana projekty znajdują się m.in. w ogrodzie Albertine okalającym Bibliotekę Królewską w Brukseli, największym parku miejskim w Szanghaju, podparyskiej dzielnicy biznesu La Defense, ale również na poznańskim Chwaliszewie. Co stanowiło dla nich inspirację?

Każdy z wymienionych projektów jest inny, bo projektowany był dla innego miejsca. Ławki dla ogrodu okalającego Bibliotekę Królewską w Brukseli nawiązują formalnie do ogrodu w stylu francuskim. Ławki dla największego parku w Szanghaju były realizowane z okazji Wystawy Światowej EXPO 2010 i posiadają dodatkową funkcję – ponieważ są ławkami dźwiękowymi, a każdej ławce przypisany jest inny zestaw utworów muzyki klasycznej. Wchodząc do parku otrzymujemy mapkę z zaznaczonymi wszystkimi ławkami i spisem utworów. Możemy zwiedzać park podążając za poszczególnymi ławkami. Ten projekt spotkał się z niesamowicie pozytywnym przyjęciem. Z kolei miejskie platformy dla dzielnicy La Defense są chyba moim ulubionym projektem. Celem tego projektu było zaproszenie pracowników do spędzania czasu także w przestrzeniach pomiędzy budynkami. Wszystkie platformy wyposażone zostały w gniazdka elektryczne i USB. Z kolei projekt poznański jest nie tylko projektem mebla miejskiego, ale całego skweru, co chyba najbardziej wyróżnia go z pozostałych projektów. Ostatnio zaprojektowałem także ławkę dla Strasburga, a dokładnie dla tzw. „dzielnicy unijnej” w Strasburgu. Tutaj głównym punktem inspiracji dla projektu była z kolei otaczająca architektura dzielnicy.

Czy zawsze są to obiekty dla przestrzeni miejskich?

Nie zawsze. Ostatnio projektowałem duże zagospodarowanie terenów rekreacyjnych nad jeziorem dla inwestora prywatnego. Czasami zajmuję się także projektowaniem instalacji, co też sprawia mi dużo przyjemności – np. instalacja lustrzana, którą zaprojektowałem dla dziedzińca Biblioteki Historycznej w Paryżu w dzielnicy Marais lub instalacja dla Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, która stanęła naprzeciwko wejścia do pałacu Brandta, w przepięknym założeniu parkowym.

Sam proces projektowania jest na pewno długotrwałym, żmudnym etapem prac nad meblem. Zdarzają się chwile zwątpienia? Po co mi to było?

Nie. Jedynie przy większych projektach długo czeka się na zobaczenie efektu końcowego. Ale chwila montażu danego obiektu w przestrzeni miejskiej wynagradza to oczekiwanie. Staram się być zawsze przy montażach moich projektów. Tak było i w Szanghaju, Brukseli, Strasburgu, Paryżu, jedynie ostatnio nie udało mi się być na montażu jednego projektu we Francji. Chyba po raz pierwszy.

Panie Pawle, skąd pomysł, aby zająć się projektowaniem?

Czasami mówię, że wszystkiemu winne są klocki lego. Byłem od nich całkowicie uzależniony w dzieciństwie. Ale też bardzo dużo rysowałem, więc droga od liceum plastycznego przez akademię w Poznaniu, a później także Akademię Sztuk Pięknych w Paryżu może nie wydawała się oczywista, ale czułem, że w dużym stopniu jestem predysponowany do tego zawodu.

Poznań twórczo nastraja?

Poznań jest przede wszystkim wygodnym miastem do życia, bardzo lubię jego strukturę urbanistyczną. Ale czy twórczo nastraja – to trudne pytanie. Mnie osobiście najbardziej inspirują podróże, więc inspiracje, jeśli można to tak określić, raczej przywożę do Poznania.

Wygrana w Plebiscycie Polska Architektura XXL to ogromny sukces nie tylko dla Pana, ale również dla poznaniaków. Dzięki Panu mamy piękne miejsce nad Wartą. Jakie są Pana kolejne plany?

Obecnie pracuję intensywnie nad trzema projektami w Polsce i we Francji. Jeden jest przeznaczony dla klienta indywidualnego dla prywatnej posiadłości. To mój drugi taki projekt w tym roku, i bardzo się z niego cieszę. Głównie z uwagi na klientów, którzy mają do mnie dużo zaufania, bo widzieli po prostu poprzedni mój projekt. Takie zaufanie po obydwu stronach jest niezbędne, żeby powstał dobry projekt. I bardzo mnie ta współpraca cieszy. Coraz bardziej doceniam nie tylko efekt końcowy, ale także proces i współpracę z klientami.

A marzenia?

Chyba, żeby spotykać ciekawych ludzi przy okazji kolejnych projektów. Te powstające w dobrej atmosferze i wzajemnym zaufaniu zawsze wychodzą najlepiej.