Któż jest bardziej uosobieniem dowcipu aniżeli Żydzi? Między innymi przez to, że potrafią jak żaden inny naród na świecie pokpiwać, a czasami nawet bezlitośnie drwić także samych z siebie. Choćby ta okoliczność jest świadectwem wyjątkowego poczucia dystansu i inteligencji, która i poza tym wyróżnia dowcip żydowski. Tak pisał językoznawca i literaturoznawca – Robert Stiller. Zresztą poczytajcie Państwo sami. Ale przedtem trochę historii.

Tekst: Dobiesław Wieliński

Zdjęcia: Archiwum prywatne autora

Poznańscy Żydzi stanowili w okresie międzywojennym drugą co do wielkości, po Niemcach, mniejszość narodową w mieście, choć mieszkało ich tu stosunkowo niewielu. Część z nich uważała się za Żydów, reszta za Niemców bądź Polaków wyznania mojżeszowego.

 

            Szabeskugel na eleganckim przyjęciu u Szpigelsztajnów je rybę nożem. Chcąc zwrócić mu delikatnie uwagę, gospodyni opowiada całemu towarzystwu dowcip.

            „W Australii na mojego znajomego rzucił się rekin. Więc on bronił się nożem. A rekin mu powiada: Do ryby z nożem?”

            Ogólny wybuch śmiechu. Szabelkugel wciąż je nożem i nie reaguje. Po chwili on także wybucha śmiechem: – A to świetny kawał. Rekin i ludzkim głosem.

 

Historia ich bytności w Poznaniu sięga kilkuset lat. Żydzi mieszkali w Poznaniu od co najmniej XIV wieku. Na ogół ludność żydowska żyła w pokojowych stosunkach z resztą mieszkańców miasta, to od czasu do czasu bez konfliktów się nie obywało. Ale zazwyczaj miały one podłoże ekonomiczne. W drugiej połowie XIX stulecia coraz szersze kręgi ludności żydowskiej zaboru pruskiego asymilowały się z mieszkańcami prowincji. Często zmieniali oni nazwiska tak, aby brzmiały bardziej europejsko i rezygnowali z tradycyjnego ubioru. Większość jednak przyjmowała kulturę niemiecką, która wydawała im się bardziej atrakcyjna. Asymilacja poczyniła takie postępy, że wkrótce większość Żydów określała się mianem Niemców wyznania mojżeszowego.

Stałym miejscem zamieszkiwania Żydów poznańskich był kwartał miasta zlokalizowany dzisiaj w okolicach Starego Rynku, przy ulicach Wronieckiej i Żydowskiej.

Pierwsza synagoga została w Poznaniu wybudowana w latach 70. XIV wieku przy skrzyżowaniu ulic Dominikańskiej i Szewskiej. Po wielkim pożarze Poznania w 1803 Żydzi poznańscy uzyskali zezwolenie ówczesnych władz pruskich na zwiększenie swojego terenu zamieszkiwania na całe miasto.

Liczebność Żydów w dziejach miasta była bardzo zróżnicowana. W 1840 wynosiła 6800, natomiast obecnie nie przekracza kilkudziesięciu.

Świadectwa bytności Żydów w Poznaniu zostały zachowane do dzisiaj; wśród nich najważniejsze to: Synagoga Wielka, Gmina Żydowska i Cmentarz Żydowski.

 

            Papież składa wizytę w Jerozolimie. Jej burmistrz wręcza mu starożytny pergamin. Ponieważ ani papież, ani też nikt inny z jego otoczenia nie zna hebrajskiego, proszą o wyjaśnienie jego treści.

            Burmistrz wyjaśnia:

            „To niezapłacony rachunek z Ostatniej Wieczerzy. Czy Wasza Świątobliwość mógłby go uregulować?”.

W gorącym okresie 1918-1919, kiedy decydowały się losy Poznania i całego zaboru pruskiego, przytłaczająca większość tutejszych Żydów opowiedziała się za pozostaniem tego obszaru w granicach Niemiec. Po zwycięstwie powstania wielkopolskiego i wyzwolenia dawnych ziem zaboru pruskiego większość Niemców i zniemczonych Żydów, wyjechała do Niemiec. Było to spowodowane nie tylko przywiązaniem do niemieckiej kultury, ale przede wszystkim poszukiwaniem lepszych perspektyw i stabilizacji życiowej. Dla wielu Żydów młode państwo polskie nie gwarantowało stabilności politycznej, społecznej i rozwoju gospodarczego.

W II RP w porównaniu z innymi obszarami odsetek ludności żydowskiej zamieszkałej w poznańskim był stosunkowo niski. W 1931 na obszarze Wielkopolski łącznie z Poznaniem, mieszkały zaledwie 7211 osoby wyznania mojżeszowego. W Poznaniu po zakończeniu powstania wielkopolskiego, mieszkało 1400 Żydów, a w 1928 niecałe 2500. Pod koniec lat 30. w stolicy Wielkopolski mieszkało około 2800 osób wyznania mojżeszowego, co stanowiło około jednego procenta ludności Poznania. W miejsce Żydów, którzy wyjechali z Poznania po 1919, napływali Żydzi z terenów byłej Kongresówki i Galicji, którzy liczyli na poprawę swego statusu materialnego.

U handlarza starzyzną:

            W tym futrze, które wczoraj od Pana kupiłem są wszy.

            A czegoś się Pan spodziewał? Rajskich ptaków?

 

W dziejach miasta Żydzi poznańscy wybudowali dwadzieścia synagog. Ostatnia z nich, wybudowana w stylu romańskim z elementami mauretańskim powstała przy ul. Stawnej.
W ówczesnych Niemczech miała ona najwspanialszy wystrój. Uroczyste otwarcie synagogi nastąpiło w 1907. Nowe miejsce modlitewne mogło pomieścić 600 mężczyzn na parterze i 600 kobiet na piętrze. Po śmierci Józefa Piłsudskiego w synagodze odbyło się nabożeństwo żałobne.

Naczelnym organem samorządu ludności żydowskiej w mieście była Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Poznaniu (od 1933 Żydowska Gmina Wyznaniowa). Gmina nie zajmowała się wyłącznie sprawami religijnymi, ale także dobroczynnością i szkolnictwem. Zakres jej jurysdykcji obejmował miasto Poznań i powiat poznański. Gmina miała prawo przymusowego opodatkowania swoich członków, a w razie potrzeby organa władzy państwowej mogły przeprowadzić egzekucję zaległych należności podatkowych. Wysokość podatków była ustalana w zależności od dochodów członków gminy. Podatek oraz wszelkiego typu opłaty, np. od ślubów, pogrzebów, łaźni itd., stanowiły podstawę dochodów gminy żydowskiej. Gmina zatrudniała około dwudziestu pracowników, w tym oczywiście rabina, sekretarza, kantorów, rzeźników rytualnych, nauczycieli szkół religijnych, personel pomocniczy synagog, pracowników cmentarza i łaźni.

W poznańskiej wspólnocie żydowskiej funkcjonowało wiele instytucji o charakterze charytatywnym, założonych jeszcze w czasach pruskich. Skupiały się one przede wszystkim na pomocy osobom starszym, chorym, sierotom, kobietom w okresie popołogowym, samotnym matkom i innym. Do gminy należały synagogi, szkoła wyznaniowa, dom administracyjny przy ulicy Szewskiej, cmentarz przy ul. Focha (obecnie Głogowskiej), biblioteka, sierocińce, schronisko dla starców i zniedołężniałych, szpital, kilka domów mieszkalnych itd. Kierował nią adwokat Marcin Cohn, syjonista lojalny wobec państwa polskiego.

Do dzisiaj przetrwał budynek – siedziba Fundacyjnego Schroniska dla Starców i Zniedołężniałych im. Beniamina Latza przy ul. Żydowskiej, przeznaczony dla 50 pensjonariuszy. Jedną z najstarszych instytucji dobroczynnych w Poznaniu było Towarzystwo Pielęgnowania Chorych i Wyprawiania Pogrzebów.

 

            Zamyślony Żyd siedzi w przedziale. Wsiada pijany chłop:

– Ej, starozakonny, opowiedz coś ciekawego.

– Pan mi da spokój.

– To ja ci opowiem. Twój Bóg i mój Bóg siedzieli sobie w knajpie i rozmawiali. I mój Bóg jak wyrżnie twojego w mordę…

            Na to Żyd:

– Należało mu się. Po co gadał z kimś takim?

Wśród żydowskich mieszkańców Poznania dominowali drobnomieszczanie. Do grona bogatych przedstawicieli można było zaliczyć zaledwie kilka rodzin. Większość bogatych Żydów wyjechała do Niemiec w 1919. Wówczas Poznań opuściło też wielu przedstawicieli inteligencji żydowskiej. Większość tych, którzy zostali, utrzymywała się z handlu. Byli to zarówno właściciele sklepów, jak i ekspedienci w nich zatrudnieni, a także drobni kupcy zajmujący się handlem domokrążnym, obwoźnym i jarmarcznym. W połowie lat 30. Żydzi poznańscy byli właścicielami około 200 sklepów różnych branż oraz dwóch dużych domów towarowych, kilkunastu restauracji, winiarni itd. W Poznaniu istniały też dwa żydowskie banki: Bank Udziałowy przy ul. Szewskiej oraz Bank Komercyjny przy ul. 27 Grudnia.

Drugą co do wielkości grupą zawodową wśród poznańskich Żydów byli rzemieślnicy. Bezpośrednio przed wybuchem II wojny światowej w Poznaniu funkcjonowało ok. 100 żydowskich zakładów rzemieślniczych. Właściciele tychże zakładów skupieni byli w Związku Rzemieślników Żydów. Zarówno żydowscy kupcy, jak i rzemieślnicy ostro konkurowali na rynku z polskimi przedsiębiorcami. Trzeba przyznać, że często była to walka, z której Żydzi wychodzili zwycięsko. Do klientów podchodzili z grzecznością i cierpliwością. Nie narzekali więc na brak polskich klientów, chodź często szermowano hasłem „swój do swego”. Trzecią grupą zawodową, oprócz kupców i rzemieślników, była inteligencja, stanowiąca około dziesięć procent ludności żydowskiej, wśród której było zaledwie kilkunastu przedstawicieli wolny zawodów, jak adwokaci, lekarze i dziennikarze.

 

            Co dasz w prezencie Ryfce Mandelzweig na jej wesele?

            Serwis do kawy na sześć osób. A ty?

            Ja? Sitko do herbaty na czterdzieści osiem osób.

 

Kształcenie młodzieży było szczególnie ważne. Początkowo Szkoła Powszechna nr 14 (bo i niej mowa), mieściła się przy ulicy Małe Garbary, później przy Stawnej, a w końcu przy ul. Noskowskiego. W pierwszym roku istnienia uczyło się w niej 71 uczniów, a rok później już 106. Oprócz roli edukacyjnej szkoła pełniła także funkcje opiekuńcze. Prowadzono przy niej świetlicę, w której dzieci z biedniejszych rodzin mogły odrabiać lekcje, jeśli w domu nie miały po temu warunków. Wielu młodych Żydów kontynuowało naukę w szkołach zawodowych i średnich, a także podejmowało studia. W połowie lat 30. na Uniwersytecie Poznańskim studiowały 73 osoby wyznania mojżeszowego, a pod koniec dekady było ich już tylko 39. Równolegle funkcjonowała żydowska szkoła religijna (cheder). Uczniowie uczyli się tam zasad wiary, a nauka prowadzono była w języku jidysz i po hebrajsku. Szkoła zapewniała jedynie wiedzę z zakresu religii, więc uczniowie równolegle chodzi do świeckiej szkoły. Mieściła się w siedzibie gminy przy ul. Szewskiej 10.

Żydowska wspólnota posiadała też własną gazetę „Pojzner Sztyme” („Głos Poznański”). Początkowo był to dziennik, później tygodnik. Redakcja mieściła się przy ul. Wronieckiej 16.

 

            Kelner, proszę podać mi tej ryby.

            To jest szynka…

            Czy ja pytałem, jak ta ryba się nazywa?

W 1940 władze hitlerowskie ulokowały w synagodze pływalnię miejską. Taki charakter wnętrza tej budowli pozostał do roku 2011. Dzisiaj synagoga jest obiektem bardzo zniszczonym, zamkniętym; czeka na decyzję dotyczącą jej przeznaczenia – ze strony władz Gminy Żydowskiej. Propozycji odnowienia synagogi padło już kilka, np.: Centrum Dialogu i Tolerancji; hotel w bryle zachowanej i odnowionej.

W czasie II wojny światowej zarówno gmina, jak i jej majątek zostały skonfiskowane.
Jej reaktywowanie nastąpiło dopiero w 1999. Dzisiaj w budynku na narożniku Szewskiej i Stawnej, niezależnie od pomieszczeń o charakterze administracyjnym, znajduje się sala modlitewna, do której to 8 stycznia 2009 uroczyście wniesiono Torę i umieszczono ją w specjalnej szafie – aron ha-kodesz. Przy wejściu znajduje się mezuza – charakterystyczny dla wyznawców judaizmu przedmiot religijny. Są to dwa fragmenty Tory, naniesione na pergamin i zamknięte w pojemniku np. drewnianym, metalowym lub szklanym. Tradycyjnie zawiesza się mezuzę na prawej zewnętrznej framudze drzwi, a każda wchodząca do budynku osoba powinna jej dotknąć ręką. Ale mezuza to także po hebrajsku „dziwka”. Też każdy może ją dotknąć. To jeszcze jeden przykład żydowskiego humoru.

 

            Pan szanowny dokąd się udaje?

            Na początek do Baden, potem do Baden Baden i wreszcie do Wiesbaden. A Pan dokąd?

            Drugi Żyd łypie okiem z ukosa i odpowiada: Ja dokąd się wybieram? Najpierw do Rajsze, potem do Rajsze Rajsze, a potem do Wysrajsze.

 

Jednym, jeżeli nie najważniejszym miejscem dla Żydów jest cmentarz. Przed rokiem 1803 cmentarz żydowski znajdował się na dzisiejszym placu Wolności, zwanym dawniej Muszą Górą. Przez kolejne 140 lat – do roku 1940, miejscem pochówku były tereny zajęte dzisiaj przez Międzynarodowe Targi Poznańskie. Odrestaurowany fragment tego cmentarza znajduje się dziś przy ul. Głogowskiej 26. W 1958 na cmentarzu komunalnym na Miłostowie utworzono kwaterę żydowską, na którą to przeniesiono, z różnych miejsc, m.in. prochy setek Żydów pomordowanych przez reżim hitlerowski.

Dziś w Poznaniu nie ma ulicach mężczyzn w chałatach, z pejsami w czarnych kapeluszach. Jeśli ktoś idzie w jarmułce, to z pewnością turysta.

 

            Na stacji kolejowej. Apfelbaum, gdzie się wybierasz?

            Jadę do Puszczy Kampinoska.

            Na wypoczynek? A, to pogratulować. A propos puszcza: widziałem pana żonę w Zakopanem.