Ratownik od rowerów

Obecnie zbieram tylko egzemplarze wyprodukowanie do 1925 roku – szukam unikatów, oryginalnych konstrukcji, jeśli ktoś już ma podobny model, tracę nim zainteresowanie – mówi Ireneusz Tomyślak, jeden z największych poznańskich kolekcjonerów starych rowerów.      

 

Skąd u Pana zainteresowanie rowerami?

Pasję do starych rowerów równolegle łączę z zainteresowaniem zabytkowymi motocyklami i samochodami. Pierwszy rower, który odrestaurowałem, znalazłem w ogłoszeniu w gazecie – ktoś sprzedawał stary rower napędzany wałem kardana. Kupiłem, uratowałem i tak się zaczęło.

Ile rowerów obecnie „ratuje” Pan co roku i jakie najchętniej? 

Co roku jeden-dwa, w najlepszych latach trzy-cztery. Pracuję głównie zimą, a największym ograniczeniem jest brak czasu i miejsca, żeby przechowywać kolejne unikaty. Jestem właścicielem warsztatu samochodowego, moje dni są wypełnione ciężką fizyczną pracą, „dłubanie” przy starych rowerach to dla mnie forma relaksu.

Moja kolekcja liczy obecnie dziewiętnaście rowerów, najstarszy – wyścigowy Rambler  pochodzi z roku 1892. Żeby było zabawniej, ten rower wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych kupiłem od Czecha na niemieckim eBayu. Zastanawiałem się chwilę, czy wybrać opcję „kup teraz” czy czekać na zakończenie licytacji – dobrze, że kupiłem od razu, bo później dowiedziałem się, że jeszcze kilku znajomych śledziło tę aukcję. Był praktycznie w idealnym stanie, ma drewniane felgi i oryginalne opony – wyprodukowała je amerykańska firma, która jako pierwsza na świecie zaczęła robić pompowane opony do rowerów. Na początku zbierałem rowery głównie z lat. 20. i 30., dwa z nich wystąpiły nawet w filmach – w kronice filmowej o tamtych czasach i w Hiszpance, której akcja dzieje się w czasach powstania wielkopolskiego. Później zacząłem szukać także starszych rowerów.

Czy to kosztowna pasja? Jak znosi ją rodzina?

Nie jest to tanie hobby, kosztowne jest zwłaszcza skompletowanie oryginalnego wyposażenia bardzo starych rowerów – siodełka czy oświetlenia. Rodzina znosi moją pasję dzielnie, bo wychodzę z założenia, że najpierw musi być „porządek” w domu, a później dopiero jest czas na hobby.

Elegancja na dwóch kółkach 

Odtwarzanie klimatu epoki i przebieranie się w stroje z dawnych czasów to nieodłączna część pasji, jaką są rowery retro – mówi Anna Gorońska, kolekcjonerka starych rowerów w drugim pokoleniu. Na Retro Bike Poznań razem z córką Igą zwyciężyła w konkursie rowerowej elegancji.
 

Jest Pani właścicielką salonu urody, a przecież przy starych rowerach pewnie trzeba się sporo nabrudzić… 

Przy restaurowaniu oczywiście tak, ale tym zajmuje się mój tata. Ja jestem raczej od strony estetycznej, wizualnej. Stroje z epoki, z której pochodzą rowery retro i cała stylizacja to moje zadanie – to nieodłączna część tego hobby. Dzięki temu możemy na chwilę przenieść się w zupełnie inne czasy. Wcześniej na RetROWERiadzie – Ogólnopolskim Zlocie Miłośników Rowerów Zabytkowych czy teraz na Retro Bike Poznań panuje niepowtarzalna atmosfera. Środowisko kolekcjonerów starych rowerów jest bardzo zżyte, a to hobby staje się coraz bardziej popularne.

 

Czy rowery produkowane kilkadziesiąt lat temu były ładniejsze niż teraz?

Mam wrażenie, że współczesne rowery miejskie coraz częściej są wzorowane na starych rowerach – pojawiają się podobne kształty ram czy koszyki jako niezbędny element wyposażenia. Jest coraz więcej inspiracji retro, choć oczywiście oryginalne, stare rowery są nie do podrobienia.

 

Przydają się te zabytki do codziennej jazdy? Czy kolejne pokolenie chętnie angażuje się w rodzinną pasję? 

Zabytkowe rowery zwykle jednak stoją w altance – koszty ich odrestaurowania są spore, nie wspominając o nakładach pracy, więc po prostu trochę ich szkoda do codziennej jazdy. Nasza córka Iga uwielbia się przebierać, stylizować, więc nie trzeba jej namawiać do udziału w spotkaniach kolekcjonerów, a teraz z niecierpliwością czeka na swój pierwszy rower retro.

Stare romety kontratakują 

Co w kolekcjonowaniu starych rowerów sprawia największą frajdę? –Najlepszy jest moment, kiedy uda się odrestaurować zabytkowy rower, wszystko jest już gotowe, można się nim przejechać i zrobić sesję zdjęciową. To ukoronowanie wielu godzin pracy – mówi Jan Pieczyński, kolekcjoner rowerów z czasów PRL-u.

 

Jakie były początki Twojej rowerowej pasji?

Moja pasja ma rodzinne korzenie – wujek pracował w fabryce firmy Romet w Bydgoszczy, dzięki niemu zainteresowałem się starymi rowerami, a te z czasów PRL-u zbieram od około trzech lat. Moja kolekcja liczy już prawie siedemdziesiąt egzemplarzy.

Gdzie „polujesz” na unikatowe jednoślady?

Na aukcjach internetowych, działkach czy złomowiskach – te zniszczone, pospawane nadają się tylko na części, ale zdarzają się też rowery bardzo dobrze zachowane, z oryginalnym lakierem – te odnawiam, a później zasilają moją kolekcję.

Na Retro Bike Poznań zdobyłeś nagrodę dla „Najmłodszego kolekcjonera”. Jak to hobby jest odbierane przez Twoich rówieśników? 

Takie retro hobby jest raczej wyjątkowe w gronie moich znajomych, ale już same rowery są teraz bardzo popularne – również dla mnie to główny środek transportu. Odzew wśród moich rówieśników jest najczęściej bardzo pozytywny – znajomi lajkują mój profil na FB Romet Old Bikes by Jasiek, gratulują nowych rowerów w kolekcji.

Ulubiony rower z Twoich „zbiorów”?

Wigry-Junior z wydłużonym siedzeniem – jeden z pierwszych modeli tego typu o numerze seryjnym ramy 000191.