Postaci, które wybrałam, wydawały mi się kontrastowe na tle Poznania aspirującego, rozwiniętego i nowoczesnego. Kiedy zaczęłam rozmawiać o nich ze znajomymi okazało się, że takie charakterystyczne, pozornie anonimowe osoby są jednak bardzo znane – mówi graficzka Karolina Kotowska, autorka serii plakatów pod tytułem „Znani z Poznania”.

Rozmawia: Michał Gradowski

 Zdjęcia: Archiwum prywatne

 

Na plakatach w ramach projektu „Znani z Poznania” uwieczniłaś kultowe postaci zdecydowanie nie z pierwszych stron gazet: m.in. pana Zenka z Mięsnej, weterana poznańskiego klubbingu, ostrzyciela noży, którego można spotkać na poznańskich rynkach czy najbardziej znane poznańskie kinowe małżeństwo – państwa Kalinowskich. Czym się kierowałaś przy wyborze sowich bohaterów?

Kiedy zaczynałam pracę nad plakatami nie znałam jeszcze dobrze Poznania, mieszkałam tu dopiero od półtora roku. Bardzo podobało mi się to miasto, ale wydawało mi się dość sztywne, zbyt poukładane, przestrzenie publiczne niezapraszające do wspólnego spędzania czasu (to był rok 2013, od tamtej pory trochę się zmieniło). Tak jakby ulice i place służyły tylko do przemieszczania się, a wszystko podporządkowane było pracy i zyskom. I w takich przestrzeniach znaleźli sobie miejsce dla siebie ludzie jakby z zupełnie innego porządku i to mnie zainteresowało. Postaci, jakie wybrałam, wydawały mi sie kontrastowe na tle Poznania aspirującego, rozwiniętego i nowoczesnego, który nawet slogan promocyjny ma po angielsku. Kiedy zaczęłam rozmawiać ze znajomymi o ostrzycielu noży i jego wspaniałej maszynce, okazało sie, że wszyscy go kojarzą, chociaż nikt nigdy nie korzystał z jego usług. Podobnie z panem handlującym siatkami pod targami. Wydawało mi się to ciekawe, że takie charakterystyczne, pozornie anonimowe postaci są jednak bardzo znane. Im więcej rozmawiałam o takich outsiderach ze znajomymi, tym więcej opowieści o barwnych postaciach zbierałam. Najwięcej opowiedział mi Michał Niemczyk. Takie osoby jak na przykład pani z fletem według mnie dodają sztywnemu dostojnemu miastu Poznań coś bardziej ludzkiego, ciepłego.

Gdybyś miała wybrać jedną z tych postaci, która najlepiej oddaje charakter miasta, to kto by to był?

Sprzedawca kurczaków z budki! Dzielny drobny przedsiębiorca, który pozostał wierny swojemu pomysłowi na biznes rodem z wczesnych lat transformacji, i podobno, marzeniu o kamienicy w miejscu budki pod Kupcem Poznańskim.

 

Zbierasz też relacje i wspomnienia związane z osobami przedstawionymi na plakatach. Co się z nimi stanie?

Tak, dostałam około stu maili, nawet sporo osobistych wspomnień o przedstawionych postaciach albo innych osobach charakterystycznych, wybijających się na tle miasta i myślałam, żeby wydać plakaty z rozszerzonymi opisami w formie książki. Nawet rozmawiałam o tym wstępnie z pewnym wydawnictwem, ale pomysł jakoś przygasł… Może jeszcze do niego wrócę.

Jak zmienił się Poznań przez te ostatnie 5 lat? Czy osoby z plakatów czują się tu – albo czułyby się, bo pan Kalinowski już niestety nie żyje – teraz lepiej? Jakie są Twoje ulubione miejsca w Poznaniu?

Mam wrażenie, że zmiany są spore. Ludzie coraz więcej czasu spędzają razem w przestrzeniach publicznych w niezobowiązujący sposób – na piknikach czy nad rzeką, piękne poznańskie parki wypełniają sie ludźmi. Więcej jest wegetariańskich knajp niż drogich restauracji, co też mówi coś o zmieniających sie potrzebach i preferencjach mieszkańców. Poznań staje sie coraz bardziej otwarty na inne style życia, wiec podejrzewam, że za kilka lat będzie tu tak różnorodnie i ciekawie, że osoby z plakatów i inni indywidualiści będą po prostu wtapiać sie w kolorowy tłum ludzi, którzy po prostu żyją po swojemu.

Moje ulubione miejsca? Cudowne parki: Sołecki, Wilsona, okolice Malty i najpiękniejsze dzielnice: Łazarz, Grunwald, Wilda, Jeżyce, Sołacz. Uwielbiam palmiarnię, zwłaszcza od listopada do marca i spacery nad Wartą. Bliskość jezior też jest wspaniała. Wycieczki rowerowe na południe w kierunku Puszczykowa i dalej na wschód, ale też na północ – bardzo za nimi tęsknię, bo od trzech lat mieszkam w Warszawie. Poznań jest super, może jeszcze tu kiedyś pomieszkam.

 

Na Twoim blogu karokoto.blogspot.com można także oglądać inne projekty – mój ulubiony to plakat zapraszający na bal chanukowy w Muzeum Historii Żydów Polskich – tańczące menory. Czym zajmujesz się na co dzień?

Zajmuję sie grafiką: projektuję plakaty, książki, logotypy, ilustruję. A od siedmiu miesięcy na co dzień zajmuję się swoją córeczką Stefcią! Przed jej urodzinami obsługiwałam graficznie np. letni festiwal na warszawskim placu Defilad.

Najbardziej lubię projektować plakaty i książki. Od kiedy jest Stefcia, pracuję bardzo mało, ale dużo myślę i planuję, nad czym będę pracować jak odzyskam czas. Mam w notatkach już prawie czterdzieści pomysłów na książki dla dzieci. Dla dorosłych dzieci również.

Jak dotąd wydałam kilka książek, część w ramach rożnych projektów i grantów, więc nie były ogólnodostępne, ale jedna – Cholera i inne choroby – jest dostępna w sprzedaży, lada moment będzie wydana również w Chinach. Ostatnio zaczęłam rysować zwyczajnymi ołówkowymi kredkami i bardzo mi się to spodobało, chcę w ten sposób zilustrować jedną z książek. Zmiana techniki jest dla mnie zawsze bardzo inspirująca. Co prawda tą techniką zilustrowałam już dwa teksty do czasopism, ale zostały odrzucone. Trochę było mi przykro, ale nie zniechęcam się – przyjemność z pracy jest dla mnie wciąż trochę ważniejsza niż wynagrodzenie.