fbpx

Już od trzech lat udowadnia, że o biżuterii można mówić profesjonalnie. Tylko w tym roku zrealizowała sesję w Tokio z marką Apart, odwiedziła siedzibę Citizena, znalazła się w szeregach najlepszej biżuteryjnej prasy na targach Vicenzaoro The Jewellery Butique Show, a jej twarz spogląda z witryn wszystkich butików marki SWISS w Polsce. Agata Jankowiak, założycielka bloga Pica Pica, opowiedziała mi o kulisach jego prowadzenia, uroku Jeżyc i tym, że biżuteria to nie tylko świecidełka, ale przede wszystkim styl życia.

Rozmawia: Marta Buzalska

Zdjęcia: Katarzyna Jankowiak


Blog Pica Pica w czerwcu obchodzi trzecie urodziny, ma za sobą sporo sukcesów i rosnącą rzeszę stałych czytelniczek. Jakie były początki – zaczęło się od sympatii dla biżuterii, czy stało za tym coś więcej?

Dziesięć lat edukacji artystycznej, najpierw Liceum Plastyczne, potem rzeźba na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, uświadomiły mi brutalnie, że pasja, talent i nagrody nie wystarczą, by po studiach żyć z pracy własnych rąk. Był czas, gdy marzyłam o tym, aby pracować ze studentami, robić doktorat i zostać asystentką, po czasie może nawet profesorem… Niestety, rzeczywistość uczelniana potrafi dopiec nawet najbardziej zdeterminowanym. Pewnego dnia po prostu spotkałam się z moją siostrą, Katarzyną, która jest dyplomowanym fotografem i opowiedziałam jej o mojej koncepcji stworzenia pierwszego polskiego profesjonalnego bloga o biżuterii i zaprosiłam ją do współpracy. Już po pierwszej wspólnej sesji zdjęciowej, dyskusjach o tematach czy rozwiązywaniu problemów z WordPressem wiedziałam, że serwis stworzę właśnie z nią.

Zawsze zgadzacie się co do spojrzenia na biżuterię? Co jest najważniejsze w jej przedstawieniu, fotografowaniu?

Dopełniamy się z siostrą, każda z nas ma inną wrażliwość – Katarzyna uwielbia kosmos i szalone projekty. Ja natomiast, poza piękną formą, doceniam jakość materiałów. Niedawno zrobiłam dwa kursy organizowane przez Stowarzyszenie Rzeczoznawców Jubilerskich:  Kurs znawców pereł i Podstawy oceny diamentów oszlifowanych. Według mnie to właśnie nieznajomość materiałów złotniczych i specyfiki kamieni sprawia, że ludzie nie potrafią fotografować błyskotek. Powierzchnia biżuterii z metalu ma to do siebie, że wszystko się w niej odbija. Nam jednak, po trzech latach, a także dziesięciu latach doświadczenia fotograficznego Katarzyny, nie sprawia  to problemu. Redakcja „Poznańskiego prestiżu” mogłaby nas wysłać na sesję do… Jaskini Lechuguilla w USA i tam też zrobiłybyśmy świetne zdjęcia. (śmiech)

Pica Pica nawiązuje do łacińskiej nazwy sroki zwyczajnej, czyli ptaka słynącego z zamiłowania do świecidełek. Srokami nazywacie też członków redakcji oraz rzecz jasna, Wasze Czytelniczki. Kim jest zatem sroka w wydaniu Pica Pica?

Nasza czytelniczka jest towarzyska – nie chcemy samotniczek, więc w tekstach powołujemy się na sytuacje społeczne, rodzinne. Jest uczuciowa, ma rodzinę lub marzy o jej założeniu, zależy jej na wartościowym związku –

do tego także odwołujemy się przy pisaniu tekstów. Sroka jest indywidualistką i tę indywidualność trzeba w niej docenić. Szuka „swojego głosu” w modzie, biżuterii, hobby. Nie jest „typowa”. Kocha piękne rzeczy, a co ważniejsze, uwielbia dzielić się pięknem i opowiadać o nim.

 

A Srocza Redakcja?

To ludzie z pasją, którzy znają nas i nasz styl. Nie szukałam ich na zewnątrz, tylko zaczęłam od opublikowania ogłoszenia na naszych kanałach społecznościowych. Okazuje się, że tych ludzi jest naprawdę dużo, a wśród nich są polscy jubilerzy, historycy sztuki, nasze wierne czytelniczki i dziennikarze z zagranicy. Zbudowanie dobrego, zaufanego zespołu wymaga czasu, ale na ten moment mogę powiedzieć, że jest w zespole kilka pisarskich perełek, które lekko stukają w klawisze.

Co z Tobą? Jak Pica Pica zmieniła Ciebie?

Dorosłam i stałam się dojrzałą Sroką, czy raczej Sroką bizneswoman. (śmiech) Nauczyłam się prowadzić firmę i przestałam porównywać się i oglądać na innych. Robię swoje i sprawia mi to ogromną satysfakcję oraz szczęście.

 

Co jest według Ciebie najtrudniejsze w opowiadaniu i pisaniu o biżuterii?

Powtarzające się wzory, straszne opisy kolekcji, brak tematu przewodniego i dna marki. Ile można pisać o tych samych błyskotkach z nieco inną zawieszką?

 

Czemu tak się dzieje?

Często problem zaczyna się jeszcze zanim firma zainwestuje w butik w centrum handlowym czy postawi sklep internetowy. Brak pomysłu na markę oraz brak przemyślanej strategii to najczęstszy błąd, który niczym kula śnieżna rozpędza się od pierwszych dni. Później jest tylko gorzej. Do tego dochodzi problem projektantów, którzy nie potrafią oddzielić sztuki od biznesu. Z jednej strony odczuwają ogromną presję tworzenia projektów artystycznych, które nie są najlepszym źródłem utrzymania, z drugiej strony projekty komercyjne są dla nich czymś wstydliwym, realizując je, boją się krytycznej oceny środowiska. Przy okazji nie potrafią łączyć jednoczesnego tworzenia biżuterii i jej promocji. Co gorsza, boją się dać sobie pomóc i bardzo nieufnie podchodzą do nowych środków komunikacji, nie rozumiejąc tego, że oferta powinna być skierowana, nie do znajomych z branży, ale do użytkowniczek biżuterii. Tak tworzy się błędne koło.

Rada, jaką dałabyś takim zagubionym lub początkującym projektantom i markom?

„Wyróżnij się albo zgiń!” – autorem cytatu jest Al Ries.

 

Na szczęście są twórcy, którzy projektując kierują się tym motto. Co Cię ostatnio zachwyciło?

Broszki niemieckiej artystki Tamary Gruner na tegorocznym Festiwalu Srebro w Legnicy. Każda z nich jest inna i jedyna w swoim rodzaju, przy czym najbardziej urzekło mnie w nich to, że mimo nadmiaru elementów niczym z barokowych ornamentów (kości, obłe plastikowe formy, chropowate faktury, masa perłowa, błyszczące kamienie), tworzą spójną i niezwykle piękną modową formę.

 

A co było pierwsze? Co sprawiło, że pokochałaś biżuterię?

Jestem Sroką od czasów, kiedy pantofle mojej mamy były na mnie za duże o dziesięć rozmiarów. (śmiech) Pamiętam intrygująco duży, bo aż czterokaratowy malinowy rubin na serdecznym palcu babci – był wielkości dużego paznokcia u dłoni! Poza nim była także mamina szkatułka, pełna wisiorów z mosiądzu z lat 80. Niedawno rodzice podczas niedzielnego obiadu przytoczyli historię, że jako czterolatka potrafiłam wydłubać cyrkonię z pozłacanego zegarka, tylko po to, aby zobaczyć jak jest osadzona. Wniosek? Po prostu urodziłam się z miłością do błyskotek.

Czego nie może zabraknąć w Twojej szkatułce?

Pomimo że biżuterii mam tyle, że mogłabym wypełnić nią wszystkie półki dużej lodówki, to jednak w mojej kolekcji nie może zabraknąć klasycznej biżuterii na ważne wyjścia – naszyjnika z ukochanych pereł akoya, diamentowych kolczyków i złotych pierścionków obficie zdobionych kolorowymi kamieniami.

 

Jesteś jednak nie tylko Sroką, ale i podróżniczką. Hong Kong, Islandia, Lizbona to tylko początek listy Twoich podbojów. Gdzie lubisz podróżować?

Tam, gdzie mnie jeszcze nie było. (śmiech) Wyjazdy przewietrzają mi głowę i motywują do działania, bo zawsze wracam z nich z toną świeżych pomysłów i uczuciem, że mogłabym podbijać świat! Mam w sobie duszę podróżnika, która nie pozwala mi usiedzieć w jednym miejscu.

 

Ale jednak zawsze wracasz do Poznania. Które zakątki naszego miasta darzysz największa sympatią?

Od wielu lat mieszkam na poznańskich Jeżycach. Oczywiście dostrzegam piękno innych części miasta – na przykład uwielbiam Rozarium na Cytadeli, szczególnie wiosną, gdy kwitną tam setki najróżniejszych gatunków róż. Kawa i sernik zawsze świetnie smakują w kafejkach czarujących uliczek Śródki. W Poznaniu genialne jest też to, że wystarczy wsiąść na rower i w trzydzieści minut można przenieść się z miasta nad jezioro – na przykład Strzeszynek. Jednak to na Jeżycach w Poznaniu czuję się jak u siebie.