Każda kolejna rola jest dla mnie bardzo istotna, bo otwiera inne pokłady zachowań, inną emocjonalność, uwrażliwia na inne rzeczy. Chciałabym wiecznie poszukiwać, nie wyobrażam sobie momentu, kiedy dochodzę do wniosku: „dobra, to teraz już wszystko wiem”– mówi Julia Rybakowska, aktorka Teatru Nowego .

Rozmawia: Michał Gradowski

Zdjęcia: Natalia Kabanow, Bartłomiej Jan Sowa, Jakub Wittchen

 

Warsztat aktorski przydaje się poza sceną?

Jakieś przebiegłe manipulacje? Broń Boże! A tak poważnie – elementy warsztatu aktorskiego, zwłaszcza związane z emisją głosu i umiejętnym jego używaniem, przydają się każdemu. Natomiast jeśli chodzi o umiejętność wcielania się w różne role, to „odcięcie się” po pracy, zostawienie tego bagażu w murach teatru jest elementem profesjonalizmu. Uczymy się tego z czasem. Choć oczywiście nie zawsze jest łatwo – wszystko zależy od konkretnej roli, psychologii granej postaci.

 

Teatr tradycyjny czy nowoczesny?

Kocham teatr w czystej formie – dwie osoby, dwa krzesła w zupełności wystarczą, żeby stworzyć z tego na scenie cudowne spotkanie. Ale z pełnym zaangażowaniem „wchodzę” też w spektakle bardziej nowoczesne, gdzie jest więcej wizualizacji i nowych technologii. Wszyscy cały czas doświadczamy nowych rzeczy, a teatr może być tego odbiciem. Z każdej kolejnej roli staram się wyciągnąć jak najwięcej.

Natomiast jednym z moich marzeń jest zagranie w dobrym filmie kostiumowym, z akcją przeniesioną np. do czasów Ludwika XVI. Możliwość znalezienia się nagle w zupełnie innej rzeczywistości na pewno byłaby ciekawym doświadczeniem.

 

Czy poza reakcjami zaraz po spektaklu aktorzy dostają od widzów jakiś feedback?

Zdarza się, że zostają po spektaklu, czekają na nas we foyer i dzielą się swoimi opiniami. To dla nas fantastyczny motor napędowy do dalszego działania, bo nie robimy tego przecież dla siebie. Czasami dostajemy też maile, w których widzowie dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami i emocjami.

 

Domyślam się, że raczej pozytywne?

Tak, te krytyczne pewnie spływają bezpośrednio do administracji teatru. (śmiech)

 

Najważniejsza rola do tej pory?

Na etapie, na którym obecnie jestem – i mam nadzieję, że będzie tak już zawsze – każda kolejna rola jest dla mnie bardzo istotna, bo otwiera inne pokłady zachowań, inną emocjonalność, uwrażliwia na inne rzeczy. Chciałabym wiecznie poszukiwać, nie wyobrażam sobie momentu, kiedy dochodzę do wniosku: „dobra, to teraz już wszystko wiem”. Jeśli miałabym jednak wymienić spektakle, które pod względem emocjonalnym były największym wyzwaniem, to byłyby to pewnie Dom Bernardy Alba w reżyserii Magdaleny Miklasz i Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk Agaty Dudy-Gracz. Największą przyjemność w teatrze sprawia mi przełamywanie barier. Te momenty, kiedy czuję, że otworzyłam w sobie jakąś nową szufladę, udało mi się dotrzeć do emocji, która do tej pory była ukryta. Czuję wtedy, jakbym się przez chwilę unosiła nad ziemią.

 

Widzowie Teatru Nowego mogli też poznać Pani zdolności wokalne. Muzyka jest ważna – na scenie i w życiu?

Od dziecka kochałam muzykę, a tę miłość zaszczepił we mnie tata, który

gra na gitarze i fortepianie. Muzyka była obecna na wszystkich naszych imprezach rodzinnych, „wydawaliśmy” nawet płytę z kolędami, jako prezent dla najbliższej rodziny. Mój wujek, jeszcze po 90. urodzinach przepięknie grał na skrzypcach. Choć pochodzę z tzw. lekarskiej rodziny, to sztuka zawsze była obecna w naszym domu. Mama maluje, ma bardzo duże zdolności artystyczne, ale jednak wybrała medycynę. Jestem pierwszą osobą w rodzinie, która zdecydowała się na „artystyczną drogę”, ale zawsze miałam ogromne wsparcie najbliższych.

Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, intensywnie ją odbieram, aktywuje u mnie wiele różnych emocji. Myślę, że na scenie jest równie ważna jak np. w filmie, tworzy odpowiednią atmosferę, klimat i jest bardzo uniwersalna. Nie bez powodu mówi się, że muzyka jest językiem wszechświata.

 

Poznań zawsze był pierwszym wyborem? 

Pochodzę z Poznania, wychowywałam się w Śremie, kiedy przychodziłam do Teatru Nowego z mamą, czasami mówiła: „zobaczysz, kiedyś będziesz tutaj grała”. Wtedy nawet nie mieściło mi się to w głowie, nawet o tym nie marzyłam. Po studiach miałam oczywiście różne plany, wysyłałam CV do wielu teatrów, jeździłam m.in. do Warszawy na rozmowy, ale kiedy dostałam pracę w Teatrze Nowym, poczułam, że to moje miejsce. A im dłużej tutaj jestem, tym bardziej to czuję. Pracuję ze wspaniałym zespołem, spektakle sprawiają mi ogromną radość, a jednocześnie jestem blisko rodziny, co daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym oczywiście mieć możliwość pracy także z innymi ludźmi, w innych teatrach, z innymi reżyserami, bo takie spotkania są bardzo rozwijające, ale mam w sobie ogromną miłość do miejsca, z którego pochodzę. Mieszkam na Jeżycach, zresztą podobnie jak wielu innych aktorów – to nasz fyrtel.

Niewielu jest chyba dyplomowanych aktorów, którzy skończyli także prawo. Co prawniczka po UAM robi więc na scenie?

Prawo było raczej dodatkiem do studiów w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Moja „kariera” prawnicza skończyła się na obronie pracy magisterskiej, w pełni oddałam się aktorstwu.

Uważam jednak, że wiedza z wielu – nawet tak odległych dziedzin jak prawo i teatr – zawsze może się przydać. Aktorzy też muszą przecież czasem przeanalizować dokumenty, podpisać umowy. Choć o porady prawne w teatrze na razie nikt mnie nie prosił.

 

Na co poświęca Pani swój wolny czas?

Obecnie poświęcam go głównie dwuipółletniej córce. Ta nowa rola – bycie mamą – bardzo mnie zmieniła. Sama to czuję i dostrzegają to też osoby wokół mnie. Trudno to nazwać, ale coś się wtedy uaktywnia, pojawia się większa otwartość, jeszcze bardziej optymistyczne podejście do życia.

Poza tym bardzo lubię pójść „w teren”. Mogę spacerować całymi dniami, a wieczorem, jeśli akurat nie ma spektaklu, staram się wygospodarować czas na filmy czy dobrą książkę.

 

Obecnie w Teatrze Nowym można Panią zobaczyć na scenie w spektaklu Beniowski. Ballada bez bohatera w reżyserii Małgorzaty Warsickiej. Kolejne plany?

Przed wakacjami zaczynamy próby do Pana Tadeusza w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. Mam nadzieję, że w nowym sezonie nowych wyzwań nie zabraknie.