Powściągliwość, skrupulatność i rzetelność – te cechy są charakteryzują jego pracę. Bez nich nie wyobraża sobie bycia fryzjerem. Tomasz Grabowski – fryzjer, kolorysta, zwycięzca drugiej edycji międzynarodowego konkursu Osis Made to Create 2017 w kategorii woman, zdradza nam tajniki swojej pracy.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Archiwum prywatne

 

Panie Tomaszu, kolor ma znaczenie?

Oczywiście, że tak, bo przecież jaki byłby świat, gdybyśmy widzieli go tylko w czerni i bieli. Bardzo dużo kobiet farbuje dzisiaj włosy, zawsze najlepiej oczywiście jest zrobić to pod okiem profesjonalisty. Kolor powinien być zintegrowany z formą, czyli strzyżeniem. Wtedy stanowi całość stylizacji. Trendy nas inspirują i pobudzają naszą kreatywność, ale pamiętać my, fryzjerzy musimy o samopoczuciu naszych klientek, które noszą daną fryzurę. Musi komponować się z ich estetyczną duszą.

 

Czym powinniśmy kierować się przy wyborze odpowiedniej fryzury i koloru włosów?

Przede wszystkim komfortem posiadania zadbanych i pięknych w szerokim ujęciu włosów. Nie traktujmy zamiany wizerunku jako chwilowego kaprysu lub poprawy nastroju, ponieważ najczęściej budzi to niezadowolenie. Wybór nowej fryzury powinien być przemyślany. Ja moje klientki pytam, co im się nie podoba w starej fryzurze  i co chciałyby w niej zmienić. Te dwa proste pytania rozpoczynają dialog między fryzjerem a klientem: następuje rozmowa, wspólne dążenie do celów. Ja nie chciałbym mieć sezonowego koloru, wolałbym czuć się w nim dobrze i swobodnie, a uwielbiam gdy jest bardzo naturalny i ponadczasowy, klasyczny i bez przegięć.

Co daje Panu zawód fryzjera?

Pierwsze, co przyszło mi na myśl, jest to, czego mi nie daje: wolnego czasu. Dla mnie ten zawód to nie tylko sposób na zarabianie pieniędzy, ale sposób na życie. Uwielbiam tę pracę za nieustający kontakt z ludźmi: zarówno z klientami, jak i z kolegami po fachu, z którymi spotykamy się podczas różnych szkoleń w Polsce i za granicą. Fryzjerstwo to wspólny język, którym można rozmawiać z kolegami z całego świata.  To pasja. To mój osobisty pracoholizm. To sposób na podróżowanie i realizowanie swych małych, skrytych marzeń. Daje mi wolność, zadowolenie i ogromną możliwość rozwoju. Nasz rynek poznański chce być piękny: my mu pomagamy. (uśmiech)

 

Od siedmiu lat dba Pan o włosy poznanianek. Na co najczęściej decydują się kobiety, odwiedzając salon Artur Raczkiewicz Hair Brand?

Nie wiem… może to pozytywne plotki na nasz temat: taką mam nadzieję, bo naprawdę  zależy nam na zadowoleniu naszych klientek i klientów. Zarówno ja, jak i nasz team nie należymy do osób, które dużo mówią w salonie. Ja osobiście jestem małomówny, lubię słuchać, rozmowa z mojej strony często spowalnia i rozprasza moją pracę. Rozmowa bardzo ważna jest na początku, potem trzeba przejść do czynów. W pracy chcemy dać z siebie jak najwięcej każdej klientce i każdemu klientowi.  W naszym salonie kładziemy ogromny nacisk na szkolenia i rozwój w nim pracujących osób, staramy się nadążać za trendami, lecz nie zapominamy o podstawach w sztuce fryzjerskiej. Ponieważ trendy się zmieniają, a klasyka zawsze pozostanie. Myślę, że większość poznanianek decyduje się na klasykę form z domieszką nowoczesności oraz kolor dostosowany do ich potrzeb w ujęciu aktualnych trendów, nowości koloryzacji.

Niedawno zwyciężył Pan w drugiej edycji międzynarodowego konkursu fryzjerskiego Osis+ Made to Create 2017 w kategorii woman. Jak wyglądał Pana udział w konkursie?

Jest to piękny konkurs, podczas którego możemy pokazać, co mamy w głowach: to trochę ekshibicjonizm na łamach mediów. W konkursie należało przestrzegać zasad organizatora i według wytycznych przygotować stylizację modelki w danej kategorii, była jeszcze awangarda i session label. Basia, nasza modelka dostała nowy kolor wraz ze strzyżeniem, suknie od wielkopolskich projektantów, makijażystka podkreśliła walory twarzy,  a fotograf zrobił trzy zdjęcia. Całość wykonaliśmy w salonie i wysłaliśmy zdjęcia z metamorfozy do organizatorów. Prace były no name, międzynarodowi sędziowie nie wiedzieli, czyje prace oceniają, było to bardzo uczciwe. W październiku 2017 odbyły się rozstrzygnięcia w czternastu krajach europejskich, które brały udział w tym konkursie. Finaliści reprezentowali swój kraj. Ja wraz z  innymi finalistami reprezentowaliśmy Polskę w trzech kategoriach. Finał obył się w Berlinie. W trzech kategoriach wybrano trzech zwycięzców: w tym mnie. Teraz, na początku lipca będę miał możliwość szkolenia się z największymi głowami światowego fryzjerstwa Schwarzkopf Professional w Hamburgu: na samą myśl mam gęsią skórę. Jako nieliczny poznam wtedy trendy na jesień/zimę 2018 i wezmę udział w oficjalnej sesji zdjęciowej… jeszcze chyba w to nie wierzę.

To wielka nobilitacja zarówno dla Pana, jak i Poznania, że możemy mieć fryzjerów, który osiągają sukcesy na arenie międzynarodowej.

Na co dzień jestem bardziej skromny, lecz teraz odpowiem: ogromna. Poznań to miejsce, w którym pracuje wielu wyśmienitych fryzjerów, fachowców artystów i rzemieślników, dlatego cieszę się, że to właśnie o tym mieście było i będzie głośno w moim fryzjerskim świecie i że to miasto mogę reprezentować. Lubię Poznań i jego mentalność. Jestem dumny z naszego miasta, dlatego cieszę się, że mogę się jakoś jemu odwdzięczyć.

Zdradzi nam Pan dalsze plany na rozwój kariery?

Nigdy na lubiłem być na świeczniku, nie ukrywam, że gala finałowa konkursu w Berlinie, szczególnie po ogłoszeniu zwycięstwa, była dla mnie bardzo stresująca, ponieważ nie zwykłem odbierać nagród, gratulacji i być fotografowanym. Stokroć bardziej wolę pracę w salonie, przy lustrze z  moimi klientkami i klientami.

Plany… nie możemy spocząć na laurach!

Aktualnie powiększamy skład naszego salonu, szukamy podobnych nam ludzi, którzy ten zawód traktują z pasją. Chcemy dzielić się naszą wiedzą i naszym miejscem.

Czekamy na nową linię semipermanentną do koloryzacji od Schwarzkopf Professional. Będzie po faceliftingu, idealna do pierwszych koloryzacji i bardzo pielęgnująca. Najbliższe dwa miesiące poświęcam na szlifowanie języków obcych i doskonalenie się w zawodzie. Wybaczcie rodzino i przyjaciele, że będę wyłączony z życia prywatnego… (śmiech) tylko labora et labora… Znajdziecie mnie na Słowackiego 20.

Marzeniem na przyszły rok jest szkolenie w ukochanej Akademii Vidal Sassoon w Londynie, wierzę, że uda całym naszym salonem wybrać się do serca i kolebki fryzjerstwa światowego na cały tydzień.

Największym planem: zadowolenia klienta.