Na początku zwykle pojawia się pomysł na innowacyjny produkt lub usługę i chęć zawojowania świata. Otwieramy własną firmę albo powołujemy do życia spółkę, która pozwoli nam ten spryty plan zrealizować. Przygotowujemy koncept, tworzymy strategię, wynajmujemy reprezentacyjne biuro, kupujemy wygodne meble, zlecamy wykonanie nowoczesnej strony internetowej i… czekamy na pierwszych klientów. Jako że na rynku konkurencja jest ogromna, postanawiamy zainwestować pozostałe środki w działania promocyjne oraz reklamę. Zależy nam przecież, aby ludzie dowiedzieli się o naszej ofercie, poznali historię, doświadczenie, zapoznali się z misją i wizją przedsiębiorstwa.

Zdjęcie: Agata Śliwińska

Czy czegoś brakuje w tej całej układance? Owszem, zapomnieliśmy o fundamencie, bez którego ta misterna, tworzona miesiącami konstrukcja może się szybko rozsypać, a mianowicie o nazwie. A przecież to ona powinna stanowić punkt wyjścia do stworzenia solidnej marki. Powinna pojawić się na początku naszych rozmyślań na temat projektu. Spory odsetek właścicieli firm czy inwestorów traktuje nazwę po macoszemu – wpisując cokolwiek zarówno w rubryki urzędowych formularzy, jak i później – posługując się przez lata zlepkiem przypadkowych liter czy słów powstałych na bazie imion właścicieli czy chwilowych trendów. Skutkiem tego, pomimo sporych nakładów na działania marketingowe, odbiorcy często nie łączą danych produktów czy usług z wysoką jakością, z niezawodnością, z dobrym designem czy innymi wartościami dodanymi.

Warto pamiętać, że to właśnie nazwa jest naszą wizytówką, a także jednym z trzech pierwszych elementów firmowego DNA (łącznie z logo i sloganem), z którym styka się nasz potencjalny klient. Cieszy mnie – i to nie tylko z biznesowego punktu widzenia, że coraz częściej nie tylko korporacje czy duże firmy, ale też rodzinne manufaktury, a nawet kilkuosobowe firmy zauważają potrzebę zaprojektowania zarówno elementów wizualnych, jak i zapadającej w pamięć nazwy, zawierającej w sobie wartości, które chcemy komunikować na zewnątrz.

Projektując marki od kilkunastu już lat mam szczęście współpracować z ludźmi, którzy świadomie podchodzą do prowadzenia biznesu. Przede wszystkim widzą przed sobą szanse i możliwości, a nierzadko też chcą zmieniać świat na lepsze. Najpierw jednak zaczynają od siebie. Ważne jest dla nich świadome budowanie marki, a jednocześnie nie znają słowa „kompromis”. Wiedzą, że sukces nie jest dziełem przypadku, a drogę, którą podążają można odpowiednio przygotować, dzięki czemu ewentualne wyboje pokonają łagodnie, a z każdego ostrego zakrętu uda im się wyjść bezpiecznie na prostą. Nie oznacza to jednak, że nie ryzykują, gdyż często zaciągają spore kredyty, inwestują w rozwój swoich firm świadomi, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Zerkając na tzw. kejsy przedsiębiorstw oraz instytucji, które osiągnęły sukces można stwierdzić, że kluczem zawsze jest konsekwencja w działaniu oraz spójność przekazu, który wypuszczamy w świat. Zaprojektowanie marki nie kończy się w momencie stworzenia zestawu artefaktów, takich jak: nazwa, slogan czy identyfikacja wizualna. To dopiero początek długiej drogi w kierunku sukcesu. W całej tej układance istotne są wszystkie elementy – zatrudnione osoby, które są przecież ambasadorami firmy, jakość obsługi klienta, dostępność oferowanych produktów, ale również wizerunek. Jeżeli zadbamy o każdy z puzzli, obraz naszego przedsięwzięcia będzie nie tylko czytelny i kompletny, ale również doprowadzi nas prosto do celu, którym jest szeroko pojęty sukces.

Krzysztof Koczorowski – od kilkunastu lat zajmuje się projektowaniem marki. Na swoim koncie ma ponad 150 nazw, które stworzył na potrzeby powstających firm, wprowadzanych na rynek produktów oraz usług. Opracował i wdrożył kilkadziesiąt strategii komunikacyjnych zarówno dla międzynarodowych korporacji, jak i firm rodzinnych. W 2010 roku założył Studio Brandingowe KARAT-e. Absolwent programu MBA oraz studiów podyplomowych innowacyjne zarządzanie marką, projektowanie usług, psychologia w biznesie. // www.ka