Mówią o nim „nadzieja młodej polskiej literatury”. Sam jednak podchodzi do tego z dużym dystansem. Kuba Wojtaszczyk. Kilka lat temu zadebiutował książką Portret trumienny. Na swoim koncie ma również książki Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć oraz Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?. Skąd w nim zamiłowanie do pisania? Czy tworząc, utożsamia się z bohaterami swoich książek?

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Zuzanna Szamocka

 

Spotykamy się tydzień po premierze najnowszej książki Kuby „Słońce narodu”.

Jakie emocje towarzyszą Ci teraz, kiedy książka już trafiła do czytelników?

Ulga. Książka żyje już własnym życiem.

A czytelnicy – piszą? Dzielą się swoimi wrażeniami?

Piszą i pozytywnie wypowiadają się na temat powieści. Jednak w moim odczuciu minęło niewiele czasu od jej premiery, więc tak naprawdę machina promocyjno-czytelnicza dopiero się uruchamia. Na razie jestem po spotkaniach autorskich w Warszawie i Poznaniu. Pojawiły się też pierwsze bardzo dobre recenzje. Generalnie jest ok.

Czytając Twoją książkę zastanawiałem się ile pracy, czasu i energii trzeba włożyć, aby ją stworzyć. Inspiracją dla Ciebie do jej napisania był znaleziony na pchlim targu dziennik…

Dziennik wypatrzyłem wśród starych książek na pchlim targu na Starej Rzeźni w Poznaniu. Miał plastikową brązową okładkę, która sentymentalnie skojarzyła mi się z obwolutami szkolnych zeszytów moich dużo starszych sióstr. Chwyciłem dziennik, zacząłem kartkować… Zobaczyłem daty, niewyraźne pismo.

Nie krępowałeś się czytać czyjegoś dziennika?

Oczywiście było to krępujące. Wahałem się, czy go kupić, bo to przecież grzebanie w czyjejś przeszłości. Ale wścibstwo zwyciężyło. Zaspokoiłem je za dwa złote.

Czego się dowiedziałeś?

Był to dziennik anonimowej kobiety, która opisuje rok z własnego życia. Akcja dzieje się w latach 1978-79. Narratorka jest katoliczką, przeżywającą wybór Karola Wojtyły na papieża. Opisuje swoje emocje, uczucia w związku z tym wydarzeniem; początkowo nie odbiegały one od – chyba mogę tak powiedzieć – religijnej normy, dopiero z czasem nabrały erotycznego zabarwienia. Narratorka zakochała się nie w papieżu, a mężczyźnie, mimo że miała męża i dorosłego syna. Emocje, które wyczytałem w tym dzienniku posłużyły mi do stworzenia jednej z bohaterek “Słońca narodu” – Renaty Małeckiej. Dziennik osadził mi też akcję w konkretnych  ramach czasowych. Reszta szczegółów: rodzina, przyjaciele, miejsce pracy, zostały przeze mnie stworzone.

To wszystko stanowiło dla Ciebie inspirację. A reszta? Cały proces twórczy – jak przebiegał?

Na początku, tuż po szkielecie fabularnym, przychodzi czas na research. Musiałem szczegółowo dowiedzieć się, jak wyglądały lata 70., co się w tym czasie wydarzyło. 1978 i 1979 to czas ogromnie ciekawy pod względem literackim – umiera wtedy dwóch papieży, Wojtyła zostaje wybrany na tron watykański, do tego mamy zimę stulecia, a w Warszawie, gdzie dzieje się akcja książki, wybucha Rotunda. Lata 70. to epoka Gierka, czyli wrażenie Zachodu kupowane za kredyt; to coca-cola na półkach, wyjazdy zagraniczne. Na listach przebojów Rodowicz i Jantar… Zaglądałem do gazet wtedy wydawanych, czytałem książki o tym okresie, publikowane pamiętniki, dzienniki, oglądałem kroniki filmowe, filmy fabularne i dokumentalne… Wiele tego, ale chciałem, jak najdokładniej oddać koloryt lat 70., byleby nie popaść w “hipsterskie”, sentymentalne postrzeganie PRL-u.

Poznając głównych bohaterów, odnoszę wrażenie, że pochodzą oni z różnych światów…

Dokładnie, widać to np. w języku, którym się posługują. Renata, zagorzała katoliczka i pracownica Biblioteki, staje się być wyważona w swoich sądach, jednocześnie jest zawistna, myśli, że pozjadała wszelkie rozumy. Może się wydawać postacią negatywną, ale jeżeli przyjrzymy się jej bliżej, to odkryjemy, że – przynajmniej na początku – stara się ratować swoją rodzinę, chronić Pawła, jej syna, od podejmowania złych decyzji. Jest to co prawda patologiczne, ale tylko w taki sposób potrafi działać. Gustaw, mąż Renaty, to futurysta, pracownik Instytutu Wzronictwa Przemysłowego; opisuje swoje życie i związek właśnie przez pryzmat swojej pracy, używa do tego specyficznej terminologii. Jest najbardziej tajemniczym bohaterem. Ostatni jest Paweł, czyli syn Małeckich, dwudziestolatek o artystycznej duszy, pragnący być piosenkarzem. Reprezentuje młode pokolenie. Każde z tych postaci reprezentuje inny świat.

Poznawanie ich było dla Ciebie przygodą?

Trudno nazwać proces pisania poznawaniem bohaterów, bo przecież sam ich stworzyłem. Przygodą było odtwarzanie świata PRL-u, nie tego z Wikipedii, tylko bardziej realnego, wręcz namacalnego.

Praca nad „Słońcem narodu” była męcząca?

Praca nad każdą książką jest męcząca. Budowanie w głowie fabuły, research. Później to wszystko musisz jeszcze przelać na papier. Jednak proszę mnie źle nie zrozumieć, to praca ze wszech miar satysfakcjonująca. Trudno opisać uczucia, które towarzyszą, kiedy w końcu dostajesz swoją powieść już wydaną.

Utożsamiasz się z emocjami, które towarzyszą Twoim bohaterom?

Na pewno bohaterowie są mi bliscy. W końcu spędziłem z nimi ponad dwa lata, musiałem wejść w ich buty, poniekąd żyć ich życiem, bo przecież praca nad książką nie kończy się w chwili, gdy zamkniesz plik worda. Przestaję myśleć o bohaterach dopiero wtedy, gdy książka jest już na rynku.

Skąd pomysł na to, aby w życiu zająć się pisaniem?

Wydaje mi się, że nic innego nie potrafię robić. Pisanie daje mi przyjemność i tą przyjemność staram się oddać czytelniczkom i czytelnikom. Piszę o tym, co uważam za istotne.

Jest to ciężki zawód?

Pewnie! Choć zakładam, że każdy zawód może być tak odbierany. Jednak wracając do pisania: samo zadebiutowanie jest trudną sprawą, choć – paradoksalnie – coraz więcej książek pojawia się na rynku. Jest to też zawód stresujący, pochłaniający wiele energii. Ale – raz jeszcze – która profesja taka nie jest?

Jednak czytelnicy się znajdują. Masz dla kogo pisać.

I to jest bardzo fajne, że ludzie pytają, kiedy pojawi się nowa książka. Interesują się tym, co u mnie się dzieje, dyskutują na temat bohaterów, fabuły… Mamy stały kontakt, np. na Instagramie, czy Facebooku. Cenię sobie tę bezpośredniość.

Kiedy kolejna książka?

(śmiech) Obecnie planuję odpoczywać. Przecież “Słońce narodu” dopiero od niedawna zaświeciło w księgarniach!