Od ponad trzydziestu lat związany z branżą targową. Dzisiaj, z perspektywy czasu, uważa, że jego firma, której misją jest kreowanie przestrzeni targowej dopasowanej do indywidualnych potrzeb klienta, była i jest nadal strzałem w dziesiątkę. Z Andrzejem Melińskim, prezesem zarządu Meliński Minuth, rozmawiamy o tym, czy trudno jest realizować biznes, który przez ćwierć wieku ciągle pnie się ku górze.

 Rozmawia: Piotr Chabzda

Panie Andrzeju, jak tworzy się biznes, który funkcjonuje z powodzeniem od dwudziestu pięciu lat na polskim rynku?

Muszę przyznać, że trochę z przypadku. Otóż w roku 1982 założyłem firmę elektroinstalacyjną. Z wykształcenia jestem inżynierem, więc naturalny był dla mnie rozwój w tej dziedzinie. Po pewnym czasie otrzymałem propozycję pracy na targach jako podwykonawca w zakresie wykonywania robót elektrycznych. To w zasadzie był mój pierwszy kontakt z branżą. Do końca nie zdawałem sobie sprawy z tego, jakiego typu to będzie praca. Zabrałem narzędzia budowlane i pojechałem. (śmiech)

Rozumiem, że to, co Pan zastał na targach, znacząco się różniło od placu budowy?

Dokładnie tak. Wystarczyły mi kombinerki, neonówka, wkrętak, upinaczki i nóż. Pięć podstawowych narzędzi, bez których nie dało się pracować przy budowie stoisk. Podczas pracy na targach poznałem przedstawicieli niemieckiej firmy Minuth Messebau z Berlina Zachodniego. To był dla mnie moment przełomowy, od którego zacząłem poważnie myśleć o pracy w tej branży. Wyjechałem do Berlina na zaproszenie ich przedstawicieli. Pokazano mi firmę, zaprezentowano ich dokonania. To spowodowało, że ziarno zaczęło kiełkować.

Cofrad Mannequins Targi: Euroshop Dusseldorf / Projekt: SKRAPIC Paris / Realizacja: Meliński Minuth

Ostatecznie na początku lat 90. założyli Państwo spółkę Meliński Minuth. Branża w tamtym okresie rozwijała się na tyle, że było zapotrzebowanie na dużą międzynarodową firmę?

Firm o naszym profilu było w latach 90. bardzo mało. Nie mogliśmy więc narzekać na brak zainteresowania naszą ofertą, popyt na usługi targowe był wtedy rekordowy. Nieustannie notowaliśmy większe obroty,  zwiększaliśmy dochody. Na początku lat 2000 zdecydowanie przybyło nam konkurencji, a rynek stał się trudniejszy.  Jednak to, iż naszą firmę charakteryzuje mieszanka bogatego doświadczenia z młodzieńczym zapałem i kreatywnością, wciąż działa. 90 procent naszych klientów decyduje się ponownie skorzystać z usług naszej firmy, możemy więc mówić o sukcesie.

Rynek firm zewnętrznych zajmujących się projektowaniem stoisk targowych stale się rozwija…

Jest to branża bardzo dynamiczna. Nowe firmy pojawiają się właściwie każdego roku. Kiedyś monopol na usługi targowe miały MTP, a obecnie w samym Poznaniu firm budujących stoiska jest kilkadziesiąt. Tym większa radość dla mnie, że dzięki ciężkiej pracy mojego zespołu i mojej wciąż jesteśmy w krajowej czołówce. Targi to olbrzymie przedsięwzięcie. Obecnie imprez jest tak dużo, że czas przygotowania stoisk znacznie się skrócił, z dwóch-trzech tygodni nawet do jednego dnia – to dla nas duże wyzwanie.

Czy w trakcie tak krótkiego czasu można myśleć o stworzeniu designerskiego stoiska na wysokim poziomie?

Oczywiście, że tak. Wystarczy dopasować odpowiednią technologię i mieć pomysł. Z biegiem lat skracał się czas montażu stoisk, zmieniały się więc również materiały, z których je tworzymy. Obecnie stawiamy na elementy lekkie, bardziej elastyczne. Tkaniny i światło odgrywają bardzo ważną rolę. Jest utarte stwierdzenie, że trendy w budownictwie widoczne są na początku właśnie w konstrukcjach na targach – i tak wciąż rzeczywiście jest. W latach 90. konstrukcje stoisk targowych bazowały na szkle, płytach wiórowych. Budowano tzw. katedry, których tworzenie zajmowało ok 2-3 tygodni. Natomiast w późniejszych latach bardziej kierowano się praktycznością danej konstrukcji.

ELIXA Targi: Inhorgenta Monachium / Zdjęcia: Michał Stawecki / Projekt & Realizacja: Meliński Minuth

Panie Andrzeju, w tym roku świętują Państwo dwudziestopięciolecie firmy. W jakim kierunku będzie ona podążać w kolejnych latach?

Rzeczywiście, w marcu mija dwadzieścia pięć lat od założenia firmy, od 1999 roku działamy jako firma w stu procentach z kapitałem polskim. Podsumowując lata naszej działalności mam poczucie, iż znacząco wpłynęliśmy na rozwój branży targowej i eventowej w Polsce, stając się też jednym z liderów rynku. Jednak nie czas spocząć na laurach. Mimo wielu lat w branży wciąż nie tracimy pasji i odkrywamy na nowo to, co wydawało się, że już nie ma przed nami tajemnic. Na pewno zostaniemy przy targach – to nasza pasja i nasze życie. Jednak ich forma wciąż się zmienia, a my musimy trzymać rękę na pulsie i dostosowywać się do potrzeb i oczekiwań klientów. Świat mediów społecznościowych, design, Internet, nowe technologie – te elementy musimy mieć na uwadze, by wciąż zaskakiwać naszych klientów pomysłowością, no i oczywiście cały czas stawiamy na staranne wykonanie.

Czy prowadząc tak intensywne życie zawodowe jest jeszcze czas na prywatne przyjemności?

Oczywiście, że tak! Staram się spędzać jak najwięcej czasu z moimi wnukami i zarażać ich moją pasją, którą jest bieganie. Dawniej uprawiałem ten sport wyczynowo, dziś jedynie rekreacyjnie. Wziąłem udział we wszystkich najważniejszych biegach maratońskich na świecie, m.in. w Nowym Jorku czy Berlinie, wciąż nie powiedziałem też ostatniego słowa. Bieganie pomaga mi nie tylko w utrzymaniu kondycji fizycznej, ale też psychicznej. Poza tym to właśnie w trakcie joggingu przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły.