Jakie tkaniny lubi Lech Wałęsa? W jakich barwach najlepiej czuje się Michał Bajor? Który z polskich polityków ma piersi? Te i inne sekrety zna Jan Spilliaert, którego mieszcząca się w pobliskiej Wrześni firma zajmuje się szyciem ekskluzywnych garniturów marki SCABAL. Mieszkający od ponad dwudziestu lat w Polsce Belg, jak przyznaje, przywykł już do nietypowych życzeń swoich klientów. – Zawsze jednak bawi mnie, gdy z prezesem dużej firmy lądujemy w damskiej toalecie – mówi.

Rozmawia: Szymon Skalski

Zdjęcia: Archiwum marki SCABAL

Czy w kwestii garniturów z Polakami jest aż tak źle, że musi doradzać im Belg?
Absolutnie nie.

Więc jak to się stało, że przyjechał Pan do Polski i zajął się szyciem garniturów?
Przyjechałem do Polski w 1983 roku obalić komunizm. To zwykle mówię moim klientom, gdy pytają, dlaczego tu żyję. A serio – studiowałem slawistykę, uczyłem się rosyjskiego i polskiego, który jest zresztą o wiele trudniejszy. Nad Wisłę przyjechałem na kurs nauczycielski. Tak się jednak złożyło, że zająłem się sprzedażą tkanin firmy SCABAL. Później były garnitury i tak zostało do dziś.

Zdążył Pan już napatrzeć się na Polaków. Jakie są różnice w ubiorze Belgów i Polaków?
Jest tylko jedna różnica, która rzuca mi się w oczy: Polacy mają ładniejszą postawę. Innymi słowy – trzymają się bardziej prosto. Poza tym kiedy przeciętny Polak zakłada przeciętną marynarkę w przeciętnym butiku, to na plecach, pod kołnierzykiem ma zawsze fałdy, których nie widać u przeciętnego Belga lub Francuza. To jedyna fizyczna różnica, z którą się spotkałem.

Cena za pańskie garnitury zaczyna się od czterech tysięcy złotych wzwyż. Kogo stać na tak drogie ubrania?
Szyjemy dla różnych ludzi, znanych i mniej znanych. Nasi klienci cenią dyskrecję, więc nie mogę mówić, kim są. Są jednak tacy, którzy lubią ogłaszać, że ubierają się u nas. Np. Lech Wałęsa, Michał Bajor, a od niedawna także Jacek Czelusta, mistrz w bodybuildingu. Proszę mi wierzyć, że szyć dla mężczyzny, który ma w klatce 140 cm, w talii 85 cm, ogromne bicepsy i nietypowy kark… to prawdziwa sztuka. Podobnie jak uszycie garnituru w tydzień. Mieliśmy kiedyś takie zamówienie od przewodniczącego jednej z polskich partii politycznych. Udało się uszyć i dostarczyć garnitur w ciągu kilku dni, choć zwykle trwa to trzy-cztery tygodnie. Nasz garnitur był później na wielu billboardach i nie tylko.

Czy mężczyźni, dla których Pan szyje mają jakieś specjalne życzenia?
Moi klienci najczęściej nie mają czasu. Proszą, bym był u nich o ósmej rano w domu lub wieczorem albo przyjechał zmierzyć ich w weekend. Większość klientów to przedsiębiorcy albo prezesi w korporacjach. Na ogół są to ludzie, którzy ciężko pracują. Cenią fakt, że dojeżdżamy do nich do gabinetu w ciągu dnia, między dwoma innymi spotkaniami lub do domu od samego rana, wieczorem albo w sobotę lub w niedzielę. Czasem każą nocować.

Mierzy ich Pan w nocy?
Nie, zdarza się to, gdy zdają sobie sprawę, jak daleką drogę pokonałem, by się z nimi spotkać.

Jakie informacje o kliencie musi Pan przekazać krawcowi?
On nie widzi klienta, więc muszę mu dać maksymalnie dużo wskazówek. Czy klient ma wielki brzuch? Jaki to typ brzucha? Czy klient ma piersi? Jakie duże? Czy ma zapadnięte ramiona? Czy ramiona są symetryczne? Czy klient jest pochylony do przodu? A może do tyłu? Jaka jest naturalna pozycja jego rąk? Bardziej do przodu lub może do tyłu? Czy ma stosunkowo węższą szyję? Jak wygląda klient pod względem spodni? Czy jego brzuch pcha spodnie w dół i łamie kant niepotrzebnie? Jak grube ma stopy? Jeśli są grube, a on życzy sobie wąskie nogawki, nie zgadzam się na to. To źle wygląda.

Klient daje się do tego przekonać?
To zależy od tego, do której należy grupy. Ja wyróżniam trzy. Są tacy, którzy doskonale wiedzą, czego chcą. Ma być czarny garnitur z czystej wełny o skręcie „S.100” i trzy koszule do tego. W drugiej są klienci, którzy chętnie zobaczą najnowsze kolekcje tkanin i wybiorą coś spośród nich. Trzecia grupa to panowie, którzy nie mają zielonego pojęcia, w czym powinni chodzić. Czasem nie wiedzą nawet, co mają już w swojej garderobie… Oddzielna grupa klientów to szykujący się do ślubu mężczyźni, którzy są gotowi na wiele wyrzeczeń, by garnitur był idealny. Od wielu lat powtarza się ten sam scenariusz – wchodzi pan młody i mówi, że chce mieć smoking. Pytam wówczas, kiedy będzie następna okazja do założenia smokingu? Próbuję przekonać klientów do kupna ładnego garnituru, który będą mogli ubierać także po ślubie. Smokingi uwielbiam szyć, ale dla ludzi, którzy się na tym znają.

Jak często w przymiarkach pomagają kobiety?
Często obok klienta stoi jego małżonka, która ma super gust i stara się dobrze ubrać swojego mężczyznę. To plus, ale nie dla każdego. Byłem już świadkiem wielu kłótni małżeńskich na temat nowych szat dla pana domu. Najgorzej, gdy każda ze stron patrzy na mnie oczekując poparcia swojego stanowiska.

Konflikty małżeńskie to Pana specjalność?
Takie sytuacje nie są codziennością. Częściej zdarza się co innego, co zresztą zawsze bardzo mnie bawi – gdy z prezesem dużej firmy lądujemy w damskiej toalecie.

Wolę nie pytać, dlaczego… Jakich rad udzieliłby Pan mężczyznom w Polsce?
Życzę, by zostali naszymi klientami – oni zawsze są dobrze ubrani. Mam świadomość, że nasze garnitury nie są na każdą kieszeń. Jeżeli mam być krytyczny, to widzę, że w Polsce panowie mają zbyt długie rękawy i nogawki. Często nogawki są zbyt szerokie. A już kompletnym faux pas są plastikowe błyszczące garnitury. Coś okropnego.

A zamykanie się z innym mężczyzną w damskiej toalecie nie jest okropne?
Wbrew pozorom nie. Często tylko tam w całej firmie jest jedyne lustro. Musimy się zamknąć, wszystko zmierzyć i pokazać. Mężczyzna musi być jak spod igły.