Jako profesjonalista zakładając togę z zielonym żabotem i wchodząc na sądową salę, zapominam o emocjach i walczę „w imieniu” naszych „braci mniejszych”. Niestety ludzie zasiadający na ławie oskarżonych w procesach dotyczących zabicia zwierzęcia wbrew przepisom ustawy lub znęcania się nad nim nie widzą nic zdrożnego w swoim postępowaniu – mówi adwokat Mateusz Łątkowski. Jedną ze specjalności jego poznańskiej kancelarii jest prawna ochrona zwierząt

Rozmawia: Michał Gradowski

Zdjęcia: Archiwum prywatne Mateusza Łątkowskiego

 

Dlaczego zdecydował się Pan zajmować także prawną ochroną zwierząt?

Główną dziedziną mojej adwokackiej praktyki – obok prawa karnego, rodzinnego, kanonicznego i pracy – pozostaje prawna ochrona zwierząt. Dlaczego? Bo kocham zwierzęta, zostałem wychowany w duchu poszanowania dla życia naszych „braci mniejszych” i nie znałem wcześniej żadnego mecenasa, który na taką skalę jak ja zaangażowałby się – i to nieodpłatnie – w prawniczą działalność na rzecz zwierząt – ich prawną ochronę.

Czego najczęściej dotyczą prowadzone przez Pana sprawy z tego zakresu?

Dobrem chronionym, którego staram się strzec w oparciu o przepisy ustawy
o ochronie zwierząt jest m.in.: życie zwierzęcia przed jego odbieraniem bez uzasadnienia prawnego; odbieranie życia w sytuacjach, w których prawo na to pozwala, ale niehumanitarnym sposobem lub bez dopełnienia określonych prawem obowiązków. Strzegę także wolność zwierzęcia od cierpień ustawowo definiowanych jako znęcanie się. Natomiast sprawy, o które Pan pyta, najczęściej dotyczą niehumanitarnego traktowania zwierząt przez ludzi – ich zabijania i znęcania się nad nimi – czyli działam w oparciu o przepisy prawa karnego. Niestety ludzie, choć zawsze cisną mi się tu na usta bardziej dosadne określenia na sprawców tego typu przestępstw, zasiadający na ławie oskarżonych w procesach dotyczących zabicia zwierzęcia wbrew przepisom ustawy lub znęcania się nad nim, nie widzą nic zdrożnego w swoim postępowaniu. Moją rolą w procesie jest uświadomienie im, że ich czyny są haniebne, wymierzone w dobro istot słabszych i wobec nich bezbronnych. Niestety oskarżeni bardzo rzadko okazują skruchę – najczęściej jest
to element linii obrony, często nieudolny i na pokaz. Na szczęście sądy bardzo ostrożnie podchodzą do takowych oświadczeń.

Współpracował Pan z licznymi stowarzyszeniami, które zajmują się ochroną i ratowaniem zwierząt. Którą z prowadzonych spraw pamięta Pan najlepiej?

Najbardziej wspominam sprawę, dzięki której wiele zmieniło się w polskim wymiarze sprawiedliwości – proces zabójcy owczarka niemieckiego Wolfa. W 2014 roku sprawa śmiertelnego poranienia owczarka niemieckiego Wolfa w moim rodzinnym Włocławku była szeroko omawiana w mediach. Skazany zabrał psa na spacer, do plecaka włożył nóż i kaganiec. Poszedł z nim pod włocławski most i tam przywiązał go do drzewa, założył mu kaganiec i zadał psu nie mniej niż siedem ciosów nożem, powodując u zwierzęcia rany cięte
i kłute. W wyniku obrażeń Wolf, pomimo udzielonej mu pomocy weterynaryjnej, wykrwawił się i zmarł. To było szczególnie okrutne działanie, bo zaplanowane. Sprawca działał z rozmysłem, pomimo tego, że w chwili popełnienia czynu zabronionego znajdował się pod wpływem środków odurzających. W tę sprawę prężnie zaangażowała się Fundacja
dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych „Emir”, która w toku procesu występowała jako oskarżyciel posiłkowy, a którą ja miałem przyjemność reprezentować. Przedstawiciele „Emira” dotarli do dziennikarzy i sprawa nabrała rozgłosu. To właśnie wtedy tak na poważnie zaczęło się zainteresowanie mediów bestialstwem ludzi w stosunku do zwierząt. Teraz o okrucieństwie ludzi wobec zwierząt jest głośno. I bardzo dobrze. Chodzi przecież o to, aby zwracać uwagę na przypadki nieludzkiego traktowania zwierząt. Wszystkich, nie tylko domowych, ale także hodowlanych.

Czy Poznań to dobre miejsce do życia dla „braci mniejszych”?

Poznań jest tak samo dobrym miejscem dla naszych „braci mniejszych”, jak każde inne miejsce na ziemi. To ludzie, mieszkańcy, tworzą dobre miejsca pod warunkiem, że mają wiedzę i świadomość tego, że zwierzę to istota żyjąca, która ma swoje potrzeby i przywileje.
W swojej pracy na rzecz prawnej ochrony zwierząt spotykam wspaniałych ludzi zarówno w Poznaniu, jak i w wielu innych miejscach na mapie Polski. O Poznaniu wiem więcej, bo tu mieszkam, mam dom i rodzinę. Cieszę się, że włodarze tego miasta są „zwierzolubami” wrażliwymi na potrzeby nie tylko domowych czworonogów, ale także dzikich zwierząt potrzebujących pomocy. Poznańskie Nowe ZOO to przykład jednostki, która dosłownie i w przenośni „walczy” o każde zwierzę. Według planów w 2019 r. ma powstać
w Poznaniu nowoczesne schronisko dla zwierząt, co jest bardzo ważne z uwagi na ciągle rosnącą skalę zjawiska bezdomności zwierząt.

Do kogo powinniśmy się zwrócić, jeśli zauważymy, że zwierzę jest niewłaściwie traktowane?

Niewłaściwe traktowanie zwierząt, czyli podejmowanie w stosunku do nich czynności sprawczych, które są przestępstwem, podlega penalizacji karnej. Ściganiem takich czynów zajmuje się policja i prokuratura. I to właśnie te instytucje należy zawiadamiać. Warto przy tym w sprawę zaangażować sprawnie działającą organizację prozwierzęcą, która na etapie postępowania przygotowawczego może wcielić się w rolę pokrzywdzonego i aktywnie uczestniczyć w postępowaniu przedsądowym, a potem w samym procesie. Uczestnicząc w wielu postępowaniach przygotowawczych i jurysdykcyjnych (sądowych) zauważam, że podejście prokuratorów i sędziów rzeczywiście się zmienia. Przedstawiciele organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości coraz rzadziej uznają już tego rodzaju sprawy za czyny charakteryzujące się znikomą społeczną szkodliwością. Wcześniej dochodziło przede wszystkim do umorzeń postępowań. Teraz coraz częściej wyciąga się konsekwencje prawne wobec sprawców, którzy dopuszczają się bestialskich zachowań wobec zwierząt. Moim zdaniem idziemy w dobrym kierunku i mam cichą nadzieję, że moja działalność również temu sprzyja.

Mateusz Łątkowski – adwokat i adwokat kościelny. Człowiek Roku 2015
w Poznaniu, nominowany w 2016 roku do nagrody w plebiscycie „Serce dla Zwierząt”. Specjalista prawa karnego, rodzinnego i pracy, jak również prawa kanonicznego. Prywatnie mąż Klaudii, ojciec Olgierda oraz współwłaściciel przygarniętej dziewięć lat temu suki w typie „cocker spaniela” o imieniu Marylin. Poza tym żeglarz, miłośnik jazdy konnej oraz kibic Anwilu Włocławek i Lecha Poznań.