Wychował się na Thorgalu, furorę robią jego postery do Terminatora. Inspirują go ludzie, bohaterowie filmów, których twarze prezentuje w swoich pracach. Grzegorz „Gabz” Domaradzki – poznaniak, ilustrator, plakacista. Jego prace pokochała Ameryka. Zdradza nam tajniki pracy nad plakatami kultowych produkcji filmowych

Rozmawia: Piotr Chabzda

Przed naszą rozmową zastanawiałem się nad tym, jak czuje się człowiek, którego plakaty promują kultowe filmy w historii kina…

(śmiech) Na pewno towarzyszy temu ogromna satysfakcja z tego, co robię, okupiona ciężką, twórczą pracą. Samo zaprojektowanie plakatu to jedna rzecz. Jednak cały proces wymaga ode mnie głębszego wejścia w prezentowany w filmie świat.

Twoje plakaty kolekcjonują osoby z różnych stron świata.

Może to nieskromnie zabrzmi, ale jestem pewny, że na każdym kontynencie co najmniej jedna osoba posiada mój plakat. To miłe uczucie, że ktoś docenia moją pracę i że przeważa pozytywny odbiór.

W trakcie studiów wyobrażałeś sobie tak swoje życie?

Nie do końca. Choć na pewno od zawsze interesowałem się kinem. Studiowałem grafikę warsztatową i rysunek na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Owszem, zajęcia z plakatu mieliśmy na pierwszym roku studiów, ale wtedy jeszcze umiarkowanie mnie to interesowało. Równocześnie było to oczywiście ciekawe doświadczenie, które na pewno pomogło mi w późniejszym czasie. Po studiach pracowałem w agencjach reklamowych, zajmując się storyboardami i projektowaniem graficznym, co też miało na mnie spory wpływ. Gdy trzynaście lat temu zdecydowałem się rozpocząć pracę na własny rachunek, skupiłem się przede wszystkim na ilustracji oraz od dobrych kilku lat, na tworzeniu alternatywnych i kolekcjonerskich plakatów filmowych.

Witcher 3: Wild Hunt dla: CD Projekt Red

Dzisiaj tworzysz plakaty dla amerykańskich wytwórni filmowych, takich jak Warner Bros, Studio Canal, Paramount Pictures. Jak udało Ci się nawiązać z nimi współpracę?

Pewnie rozczaruję Ciebie i czytelników. (śmiech) Nikt sam z siebie, bezpośrednio z wytwórni do mnie nie dzwonił z propozycją współpracy. Na samym początku mojej drogi stworzyłem serię plakatów na użytek własny, poświęconych moim ulubionym filmom, m.in. Buffalo 66, Łowcy jeleni, czy American Beauty, które zamieściłem na jednej z najpopularniejszych platform zrzeszających młodych artystów, fotografów i generalnie ludzi kreatywnych – Behance.net. Projekt ów został bardzo pozytywnie odebrany i niedługo potem otrzymałem pierwszą propozycję, by stworzyć plakat do klasyku George’a A. Romero Noc żywych trupów. Niedługo potem były kolejne zlecenia, jak choćby plakat do filmu braci Coen Fargo z Frances McDormand w roli głównej.

Dredd dla: prywatnego zleceniodawcy

Creator of Men dla Grey Matter Art

Mulholland Drive dla: Grey Matter Art

 

Jak wygląda proces twórczy, kiedy pracujesz nad plakatem do danego filmu?

Wiele zależy od tego, czy film już jest dostępny do obejrzenia dla widza, czy jest to nadchodząca produkcja. Zawsze podejmując decyzję kieruję się przede wszystkim tym, czy dany film mi się podoba lub czy zapowiada się ciekawie. Często decydując się na pracę nad plakatem do danego filmu otrzymuję materiały promocyjne, na których muszę się opierać. W oparciu o nie tworzę kompozycję, którą później omawiam ze zleceniodawcą. Jeśli chodzi o filmy, które już widziałem, to często do nich powracam. Słucham soundtracka, notuję i szkicuję pomysły oraz jak widzę finalną całość. Gdy szkic jest zatwierdzony przez galerię oraz studio filmowe posiadające licencję do konkretnego tytułu, zaczynam rysować za pomocą ołówków lub tabletu graficznego. Niezbędne jest też sporo pracy w Photoshopie.

Co najbardziej Cię inspiruje, kiedy oglądasz film? Na jakie elementy zwracasz uwagę?

Obok fabuły, jedną z najbardziej interesujących rzeczy w mojej twórczości jest dla mnie portret. Właściwie od zawsze człowiek, portret, twarz ludzka czy emocja wypisana na tej twarzy skupiały moją uwagę. Często łapię się na tym, że choć chciałbym zaproponować coś nowego, ostatecznie jest tak, że twarz głównego bohatera najczęściej pojawia się na plakacie. Podziwiam aktorstwo jako dziedzinę twórczości. Próba sportretowania danej roli, emocji wyrażanej przez aktora jest dla mnie bardzo ważnym elementem tego, czym się teraz zajmuję.

Apocalypse Now dla Bottleneck Gallery

Inception dla: prywatnego zleceniodawcy

The Terminator dla Grey Matter Art

Zdarza się, że otrzymujesz zdjęcia z Twoimi plakatami powieszonymi w domach osób, które je kolekcjonują?

Dość często otrzymuję takie zdjęcia.

Co wtedy czujesz?

Za każdym razem jestem ujęty. Moja prace są oprawiane w ramy i wiszą w domach lub w biurach osób, które je kolekcjonują. Jest mi miło, że kolekcjonerzy doceniają to, co robię. Są wśród nich kolekcjonerzy tak oddani, że zbierają wszystkie moje prace, na przykład jedna osoba mieszkająca w Wielkiej Brytanii, która na ścianach w swoim biurze wiesza wyłącznie moje plakaty.

Forma sztuki, jaką jest plakat, obecnie przeżywa swój renesans. Odczuwasz większe zapotrzebowanie od strony odbiorców na tego typu prace?

Można powiedzieć, że plakat obecnie powraca do łask. Jednak bardziej skłaniałbym się do opinii, że kolekcjonowanie tychże najprężniej rozwija się w Stanach Zjednoczonych. W Polsce kiedyś było pod tym względem dużo lepiej, niż jest obecnie. Mieliśmy Polską Szkołę Plakatu, której do dziś jestem ogromnym fanem. Plakaty artystów wtedy tworzących praktycznie nie były cenzurowane. Dopuszczalny był zarówno erotyzm, jak i bardzo swobodne podejście do samej tematyki filmu. Z tego co mi wiadomo, producenci filmowi nie ingerowali w proces twórczy. To w dużej mierze decydowało o ich wyjątkowości. Miały w sobie to „coś”, co sprawiało, że były niepowtarzalne. Obecnie większość plakatów kinowych projektowanych jest na jedną sztampę.

Niestety polskie produkcje filmowe promują podobne sztampowe plakaty…

To prawda. W ostatnich latach powstało wiele polskich firm, które zajmują się taką promocją produkcji filmowych, ale zamiast oryginalności, najczęściej kopiujemy te niewdzięczne zagraniczne wzorce. Szkoda, bo mamy wielu uzdolnionych twórców, którzy mogliby tworzyć dużo ciekawsze prace i równocześnie kontynuować dziedzictwo Polskiej Szkoły Plakatu.

Czy twórcy plakatu w Polsce, ale również na świecie wspierają się, czy bardziej widoczna jest rywalizacja?

Wspieramy się, w wielu przypadkach mamy ze sobą kontakt, nawet jeśli tylko poprzez social media. Oczywiście rywalizacja również się zdarza, ale zdrowa. Nie ma między nami zawiści ani tym bardziej hejtu.

W swojej karierze stworzyłeś sporo prac, które trafiły do rąk kolekcjonerów na całym świecie. Z jakiego plakatu jesteś najbardziej dumny?

To się oczywiście zmienia. W przypadku chyba każdej twórczości jest tak, że najpóźniejsza chronologicznie praca od ukończenia jest autorowi najbliższa. Obecnie moim osobistym faworytem jest plakat do filmu Prometeusz. Pomysł na ten plakat zrodził się, kiedy oglądałem ten film po raz kolejny. Stworzyłem go praktycznie na użytek własny, dopiero później skontaktowałem się z galerią Grey Matter Art, z którą współpracuję regularnie i dzięki ich zaangażowaniu udało się pozyskać licencję od 20th Century Fox i zrealizować projekt.

Grzegorzu, tworzysz i mieszkasz od urodzenia w Poznaniu…

…tu się urodziłem, mieszkam i… pewnie umrę. Jestem patriotą lokalnym. Kocham nasze miasto. Jestem dumny z tego, jak sobie radzimy w porównaniu do innych miast. Mamy wiele uzdolnionych osób, które pochodzą z Poznania. Miasto się rozwija i cieszę się z tego, że mogę tu żyć i tworzyć.

To kiedy możemy spodziewać się wystawy Twoich prac w Poznaniu?

Zabawne, że pytasz. Jakieś kilka lata temu dostałem propozycję wystawy moich prac w Starym Browarze. Niestety kontakt się urwał. Może innym razem. (śmiech)