Przez kilkanaście lat występował na scenach polskich i zagranicznych . Obecnie promuje zdolnych i utalentowanych artystów z Polski oraz Ukrainy. Twórca koncertów muzycznych i widowisk, z którymi podróżuje po całym kraju. Bartosz Kuczyk – śpiewak i organizator, który nie wyobraża sobie życia poza Poznaniem

Rozmawia: Piotr Chabzda

Grafik Bartosza Kuczka jest bardzo napięty. Wyjątkowo udaje nam się umówić na poranną kawę.

Bardzo się cieszę, że znalazł Pan chwilę na spotkanie.

Cała przyjemność po mojej stronie, ale nie ukrywam, że grudzień jest dla mnie dość intensywny jeśli chodzi o spotkania oraz projekty, w których uczestniczę.

Zastanawiałem się, od czego zacząć naszą rozmowę. Ale przyznam, że pierwsze pytanie, które samo z siebie się nasuwa, to skąd pomysł na to, aby zostać  muzykiem?

Z tego, co pamiętam przez mgłę, moja świętej pamięci mama oraz babcia zaprowadziły mnie na egzaminy do szkoły chóralnej, ponieważ byłem zawsze uśmiechniętym i śpiewającym dzieckiem. Dostałem się do niej. Ta szkoła mnie ukształtowała. Tam nas zarażono miłością do muzyki.

Później studia w Akademii Muzycznej w Poznaniu.

Racja. Studiowałem na Wydziale Wychowania Muzycznego.

Czyli rozumiem, że siedzi przede mną nauczyciel muzyki?

(śmiech) Proszę sobie wyobrazić, że oprócz tego, iż mogę nauczać w szkole, to również jestem dyrygentem. Mam również za sobą zajęcia z rytmiki.

Powrócimy jeszcze na chwilę do lat dzieciństwa. Szkoła muzyczna uczy samodyscypliny, otwarcia na kulturę i wrażliwości.

Na pewno tak. Edukacja muzyczna to przede wszystkim samodyscyplina, zaparcie i ogromna praca włożona w to, aby osiągnąć postawiony sobie cel. Uczy tego, że człowiek sam ma wpływ na to, co będzie robić i jakim ostatecznie będzie człowiekiem. Tam nauczyłem się zwyczajów i technik, które stosuję w swoim zawodzie po dziś dzień. Świętej pamięci Jerzy Kurczewski wpajał w nas to, że jesteśmy małymi zawodowcami.

Nie uważa Pan, że przez takie myślenie można łatwo popaść w samouwielbienie?

Otóż nie. Ciężko pracowaliśmy, mieliśmy wiele prób. Ten reżim, który mieliśmy podczas edukacji nas ukształtował i pomógł w tym, aby racjonalniej patrzeć na świat i możliwości, które daje nam wykształcenie muzyczne. Nie wyobrażam sobie tego, kim mógłbym być dzisiaj, jakbym nie skończył tej pierwszej szkoły muzycznej. Gdyby nie było wykształconych nawyków, które później w liceum czy podczas studiów pomogły mi w tym, aby pogodzić edukację ze śpiewaniem i występowaniem na scenie, to na pewno byłoby ciężko wszystko realizować.

Według Pana Poznań jest ważnym ośrodkiem kulturalnym w Polsce?

Oczywiście, że tak. Poznań jest bardzo silnym ośrodkiem. Różnie się na ten temat mówi, ale nie zgadzam się z opinią, że centrum kulturalne to Warszawa czy Wrocław a Poznań się przemilcza. Stąd wychodzą znakomici artyści, m.in.: Bartłomiej Mizioł, Bartłomiej Misiuda, śp. Wojciech Grabowicz. Tutaj skończył studia Michał Łaszewicz, który jest znakomitym kompozytorem znanym w całej Polsce. To są nazwiska, które stanowią o sile Poznania. Oczywiście czasy się zmieniły. Kiedyś na Akademii Muzycznej na jednym wydziale studiowało kilka osób, łatwiej wtedy było poświęcić  tym osobom więcej czasu – ich ukształtować, obecnie sytuacja wygląda chyba trochę inaczej.

Co Panu daje mieszkanie w tym mieście?

Dobre pytanie. Przede wszystkim komfort pracy i życia. Nieważne, gdzie mam koncert, czy to jest 50 km od Poznania, czy we Włodawie. Jeżeli jest możliwość, aby wrócić tu do Poznania robię to. Coś mnie tutaj ciągnie. Nie potrafiłbym żyć w innym mieście. Poznań ma swój niepowtarzalny klimat.

Przez całą swoją karierę wystąpił Pan w ponad 1000 koncertach scenicznych. Ta liczba robi ogromne wrażenie.

Występowałem na różnych scenach w Polsce, ale również za granicą. Na początku były to występy z chórem, w którym śpiewałem. Przełomowym momentem był rok, kiedy zacząłem współpracę z nieżyjącym już maestro Markiem Traczem. To było spełnienie marzenia wielu młodych ludzi. Polecił mnie Tomasz Zagórski. Zacząłem z nimi współpracować i pojawiła się szansa wejścia na wyższy pułap. Dostałem propozycję śpiewania partii Monostatosa w Czarodziejskim flecie Amadeusza Mozarta. Nauczyłem się tego i udało się występować na scenie z wielkimi gwiazdami sceny operowej, m.in. Jolantą Żmurko. To byli ludzie, którzy stanowili dla nas autorytety w tej profesji.

Nie zjadła Pana trema?

Oczywiście był wewnętrzny niepokój, ale mogłem liczyć na ich wsparcie.

Przeglądając Pana życiorys, natrafiłem również na informacje dotyczącą studiów podyplomowych na Wydziale Finansów i Bankowości Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. To dość nietypowy kierunek studiów jak na tenora.

Te studia dały mi możliwość rozwoju w branży marketingu i PR-u. Pomocne to było podczas mojej pracy w Teatrze Muzycznym, gdzie częściowo również byłem odpowiedzialny za te działania.

Czy rozwój w tej sferze rzutował później na otwarcie własnej agencji promującej utalentowanych artystów z Polski oraz z zagranicy?

Na pewno tak. Czasy, kiedy pracowałem w Teatrze Muzycznym różniły się od obecnych, promocja wtedy i dziś to dwa różne światy. Ten dzisiejszy jest bardziej kolorowy, profesjonalny, ale to dało mi mocny backgroud do tego, aby organizować wydarzenia na wysokim poziomie. Cała logistyka związana z wyjazdami artystów, planowaniem ich występów ich promocją. Mogłem nabytą wiedzę z zaplecza wykorzystać w praktyce. Mój serdeczny przyjaciel, żużlowiec Norbert Kościuch powiedział mi kiedyś maksymę, którą stawiam sobie za wzór „w życiu można kupić wszystko oprócz zdrowia i nabytego doświadczenia”. Mój bagaż doświadczeń jest bardzo duży. Pracowałem w teatrze stacjonarnym, prowadzę swoją agencję.

Oprócz koncertów, spektakli scenicznych z artystami polskimi współpracuje Pan również z artystami z Ukrainy.

Dwa lata temu otrzymałem telefon od mojego znajomego Jarka Brussy, który zaproponował mi pomysł zapraszania na występy do Polski artystów Narodowego Teatru Operetki w Kijowie. Uwierzyłem w ten projekt. Zachwyciłem się nimi i stał się dla mnie kolejną piękną przygodą.

Później dołączył do nas zespół Narodowego Teatru Opery i Baletu w Odessie, no i tak się potoczyło, że nie tak dawno mieliśmy 150. wspólny koncert. Większość z nich poprowadziłem sam. To również buduje moje doświadczenie i pozwala jeszcze bardziej rozszerzać swoją działalność. Zaczęliśmy tworzyć mniejsze formuły kwartetów artystów z Kijowa.

Polacy z chęcią uczestniczą w takich spektaklach?

Tak, ponieważ interesuje ich różnorodność, którą prezentujemy podczas koncertów. Widzowie są zachwyceni tym, co widzą. Powiem tak. Stara dobra szkoła zza wschodniej granicy to przede wszystkim wielki profesjonalizm, wiele wyrzeczeń, przygotowanie do koncertu. To później widać na scenie. Świetne umiejętności są poparte później genialnym występem.

Obecnie pracuje Pan nad projektem koncertu dziesięciu tenorów. Czego możemy się po nim spodziewać?

Jest to pomost między Ukrainą a Polską. Z ich strony jest siedmiu śpiewaków. Są to sceniczni zabijaki, mają ogromne umiejętności. Po naszej stronie występują Mariusz Ruta, który współpracuje z teatrami łódzkimi, znany i uwielbiany w Polsce Mirosław Niewiadomski oraz moja skromna osoba. Cały czas pracujemy nad tym projektem, aby w przyszłym roku go zrealizować. Na chwilę obecną występujemy z koncertami trzech tenorów. Koncert łączy w sobie muzykę klasyczną, popularną i rozrywkową. Występują w nim Kordian Kacperski, Mirosław Niewiadomski oraz ja. Towarzyszy nam pięcioosobowy zespół instrumentalny.

Czy tak zajęty człowiek, jak Pan znajduje chwile na odpoczynek?

Zdarzają się momenty, kiedy muszę się zresetować. Wtedy wsiadam w jeden z moich samochodów i jadę przed siebie.

Motoryzacja to poza muzyką kolejna ogromna pasja?

Zgadza się. Mam w swojej kolekcji kilka samochodów, ale nie będę ukrywać, że chyba obecnie najcenniejszym jest ten ostatni. Trabant z roku 1971, który dzięki pomocy mojego przyjaciela znalazłem na Podkarpaciu. Trabant jest już w Poznaniu i czeka na uruchomienie.

Czyli w niedługim czasie będziemy mogli zobaczyć Pana na poznańskich ulicach w nowym samochodzie?

Tak. Rejestracja P3 Tenor.